piątek, 30 stycznia 2015

Libster Award II - O mamusiu...


♠~***~♠

Heju... 
Znowu dostałam nominację... Yay...

♠~***~♠

Zasady Libster Award
(tak, tak, bo zasady trzeba znać i przestrzegać...)

"Nominacja do Libster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

♠~***~♠

Haha.. a tak serio to bardzo dziękuję za nominację Ginny Kurogane (http://ao-no-exorcist-new-story.blogspot.com). Co z tego, że łamiemy zasady xD 
No to Ginny bardzo dziękuję i tutaj masz w końcu moje odpowiedzi :3

♠~***~♠

1. Które/ych ze znanych Ci blogerek/ blogerów chciała/chciałbyś spotkać w realu?

Hmm... na pewno Ciebie, Ginny xD Dogadałybyśmy się i w końcu mogłabym przeprowadzić mój nalot na Twoją lodówkę :3 Poza tym to chciałabym spotkać się z Annabel chan, Ann Varcon, Mad i Gabsone nene. No naprawdę chciałabym Was wszystkie spotkać *.* Trzeba by urządzić jakiś zjazdz blogerów xD

2. Wymień swoje trzy ukochane anime lub mangi.

T-t-tylko trzy? :c Hm... ale.. ale mogę trzy anime i trzy mangi? T.T Pooowiedz, że mogę! :c Nawet jak nie mogę to wymienię xD Trudno mi wybrać tylko po trzy ... bardzo trudno ...
Anime: Hyouka, Guilty Crown i Shingeki no Kyojin (SnK tylko dlatego, że manga jest brzydka T.T zaliczyłabym tu też Noragami i moje ukochane Magi, ale kazałaś trzy :c)
Mangi: Magi; Pandora Hearts i Ao No Exorcist (znowu tylko trzy T.T jak możesz ... trzy to za mało :c)

3. Ulubiony rodzaj muzyki i piosenka?

Rodzaj to zdecydowanie rock, ale jak już wspominałam wcześniej uwielbiam również soundtracki z anime, gier, etc. Co do piosenki to nie umiem wybrać jednej ulubionej T.T Więc niech będzie pierwsza, która przyszła mi na myśl - ONE OK ROCK - The Beginning ♥

4. Do którego świata z anime/ mangi/ książki, etc. chciała/chciałbyś się przenieść?

Następne pytanie proszę! 
...
...
...
...
Tylko jednego tak...? Hmm... No na pewno nie do świata SnK xD Może do... hmm... a dam jakiś z książki o...! Do świata z Darów Anioła *.* Albo Harry'ego Pottera... ale skoro jeden to niech będzie ten pierwszy :3 Oczywiście byłabym w nim Nocnym Łowcą, a jak xD

5. Ulubiony bohater z anime/ mangi/ książki, etc.?

Jeju... Ginny... czemu Ty dajesz takie trudne pytania? T.T 
Mogę wymienić po jednym z każdego? I tak to zrobię xD Po jednym... *powtarza i wybrać tylko jednego bohatera*
Anime: hmm... hmm... o wiem! Houtarou Oreki :3 Uwielbiam go i fakt, że jest to bohater myślący xD
Manga: o kurka... i tu jest problem... ee... niech będzie... Oz Vessalius... tak jakoś spojrzałam na półkę i pierwsza w oczy rzuciła mi się Pandora xD
Książka: no zdecydowane nie Jace z Darów Anioła.. wcale go nie lubię... xD
To było ciężkie.. tak naprawdę mam wiele ulubionych bohaterów i nie umiem jednego wybrać T.T

6. Co byś zrobiła/ił, gdybym nagle pojawiła się u Ciebie z niezapowiedzianą wizytą?

Wcale nie nasłałabym na Ciebie Erena.. niee...
...
Otworzyłabym drzwi na całą szerokość i zaczęła się drzeć czemu jeszcze nie ma Cię u mnie w domu xD

7. Twój sposób na nudę to...?

Narzekanie ludziom i wkur...zanie ich. Uwierz - działa xD

8. Lubisz zwierzęta?

Mam dwa psy i kota.. - nie, nie lubię. Ja je kosiam *.*

9. Zmierzch czy Harry Potter?

To pytanie retoryczne?
Oczywiście, że Zmierzch......................................u nawet nie tknę :3
*rozgląda się po półce* Harry! Chodź tu do mnie! ♥

10. Jakie masz plany na przyszłość?

Jak Ci powiem to będziesz się ze mnie śmiać T.T
Ogółem o myślałam nad byciem tłumaczem (np. mang i ogółem książek) oraz pisarzem, ale do takiej roboty przydałby się stały zawód i tak wymyśliłam (tata podsunął mi pomysł), żeby zostać pilotem wojskowym. No i czym więcej o tym myślę tym bardziej sądzę, że nie byłby to zły zawód.

11. Kraj do którego chętnie byś pojechała/pojechał?

Pozwolisz, że skopiuję swoją wcześniejszą odpowiedź na podobne pytanie?
Zawsze chciałam wybrać się do Egiptu. Od dziecka mnie tam ciągnęło i mimo wszystko nadal chciałabym się tam wybrać. Do Japonii i Anglii również, ale gdybym miała wybrać tylko jedno to byłby strasznie trudny wybór. Nie wiem czy a początku spełniłabym dziecięce marzenie, czy wybrała się do Japonii, do której strasznie mnie ciągnie.

Yay! Udało mi się :3

♠~***~♠
Czas na wymyślanie pytań!
(O zgrozo... tylko nie to...)

1. Zacznijmy od czegoś prostego - jak masz na imię?
2. Skąd pomysł na taki właśnie nick?
3. Uważasz, że masz szczęśliwą liczbę? Jeśli tak to jaką?
4. Co sądzisz o zespołach, które śpiewają piosenki w np. dwóch językach (np. zespół ONE OK ROCK śpiewa po japońsku i angielsku)
5. Podaj tytuły anime/mang/książek/filmów, które polecisz na 100%.
6. Znasz grę "Tap Titans"? Jeśli tak to co o niej sądzisz? xD (sorry... pytanie takie z dupy.. ostatnio praktycznie wszyscy ode mnie z klasy [chyba wszyscy chłopacy] w to grają... siedzą na przerwie na ławce i klikają w ten ekran.. co śmieszne - każdy w inny sposób xDD)
7. Potrafisz zrobić swoje "Top 10 Ulubionych postaci"? Jeśli tak to zrób. Może być z czegokolwiek.
8. Twoje ulubione imiona męskie i żeńskie (polskie).
9. Co najlepiej Cię rozgrzewa, gdy Ci zimno?
10. Twój największy sukces?
11. Ostatnie pytanie! Wierzysz w jednorożce? (jeden z nich właśnie to wszystko napisał xD)

♠~***~♠
Skończyłam!!
Tym razem nie nominuję nikogo...
Jeśli ktoś chce nominację to pisać w komentarzach ;>
Oczywiście jak zawsze zachęcam do odpowiadania na pytania zadane przeze mnie ^.^

wtorek, 27 stycznia 2015

Memoria II - Memoriam praeteritorum annorum.

"Można oczy zamknąć na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia."




                   Dni mijały nam bardzo spokojnie. Lucy powoli uczyła się czytać i pisać. Liczyć potrafiła dość dobrze, nie sprawiało jej to problemów. Jednak nie zacząłem jeszcze studiować z nią magii. Póki co dziewczynka w ogóle nie okazywała żadnych zdolności magicznych, więc nie czułem potrzeby by jak najszybciej zacząć z nią ten temat. Póki co moim celem było nauczenie jej najważniejszych rzeczy.
                   Leżeliśmy w moim łóżku i razem czytaliśmy bajkę. Zawsze robiłem tak, że jedną czytaliśmy razem, a kolejną czytałem sam po to, żeby uśpić Lucy. Stwierdziłem również, że lepiej będzie jak będziemy spać razem. Chciałem, żeby poczuła się bezpieczniej. Moje łóżko było duże, małżeńskie, więc nie sprawiało to większych problemów. 
                   Bardzo się do małej przyzwyczaiłem. Chciałem mieć ją zawsze przy sobie. Troszczyłem się o nią. Czułem jakby od zawsze ze mną mieszkała.
                   Z dnia na dzień wydawało mi się, że Lucy powoli zapomina o tamtych wydarzeniach. Miałem zamiar niedługo z nią poważnie porozmawiać na temat jej magii. Może i miała tylko pięć lat, ale była bardzo inteligenta. Rozumiała o wiele więcej niż powinna. Dla mnie to było strasznie na rękę. Nie miałem młodszego rodzeństwa, więc nie za bardzo wiedziałem jak opiekować się takimi maluchami, ale dawałem radę.
                   Nawet nie zauważyłem, kiedy zasnęła. Spała smacznie. Postanowiłem podzielić jej los. Odłożyłem książkę na etażerkę i zdmuchnąłem świecę. Przykryłem kołdrą siebie i Lucy. Zamknąłem oczy i próbowałem zasnąć. 


                   Lucy jak zawsze skocznie biegała po domu, podczas gdy ja szykowałem śniadanie. Po zjedzeniu go i posprzątaniu, tradycyjnie usiedliśmy w salonie. Zawsze po śniadaniu uczyłem dziewczynkę czytać. Ona z chęcią uczyła się nowych rzeczy, a jak miała dość i chciała się pobawić to robiliśmy przerwę. 
                   Zawsze wtedy zaczarowywałem zabawki, którymi się bawiła. Latały obok niej, rozmawiały z nią, jak żywe istoty. Wiedziałem, że nie zastąpią jej normalnego towarzystwa rówieśników, ale nie mogłem nic z tym zrobić. Wokół nas nie było żadnego innego domu, a w Asearsh żyli tylko normalni ludzie. Magów spotykał los taki jak Lucy. Niektóre dzieci z talentem urodzone w niemagicznych rodzinach miały na tyle dobrze, że rodzice oddawali je w ręce magów. Specjalnie jechali do Leotelii - miasta, w którym spór między magami a zwykłymi ludźmi nie jest widoczny. Jest, bo jakby mogło go nie być? Ale nikt nie pali magów na stosie, ani nie wygania ich z miasta. A ludzie starają się żyć z nimi normalnie.
                   Zamyślony patrzyłem jak białe włosy ciągnęły się za biegającą dziewczynką. Miała je naprawdę długie, a mi żal było ich obcinać. Bardzo je polubiłem, jak zresztą wszystko w Lucy. Cieszyłem się, że już nie wyglądała na wychudzoną. 
                   Po dłuższej chwili, zmęczona zabawą, usiadła obok mnie. 
 - Kontynuujemy naukę? - zapytałem radośnie.
                   Pokręciła głową. Zdziwiłem się, zawsze po rozrywce była chętna do nauki. Zobaczyłem jej zmartwioną minkę.
 - Coś się stało? - Zmartwiłem się. Wiecznie wesoła dziewczynka, nagle zaczyna być smutna. Coś było nie tak.
 - Nie... - zaczęła cichutko, tak że ledwo ją słyszałem - tylko... Tylko... Tylko chciałabym się czegoś o tobie dowiedzieć, braciszku! O twojej rodzinie, o wszystkim. - Odwróciła się do mnie ze smutnym spojrzeniem.
                   Zaśmiałem się lekko, opierając głowę o oparcie kanapy i patrząc tępo przed siebie.
 - O to chodzi? A tak myślałem, że kiedyś o to zapytasz. No nic, chyba muszę ci w końcu to powiedzieć. 
                   Przeniosłem małą na kolana i wpatrzyłem się w jej fioletowe oczka. 
 - Uśmiechnij się a opowiem ci wszystko - stwierdziłem, a gdy zobaczyłem jej słodki uśmiech, kontynuowałem - Skoro chcesz wiedzieć wszystko to muszę zacząć od początku.


                   Nie wiem czy to szczęście czy nie, ale urodziłem się w rodzinie magów. Na pewno to dobrze, biorąc pod uwagę fakt, że jestem magiem. Moja rodzina była zupełnie czystokrwistymi magami. W jej skład nie wchodził ani jeden człowiek bez zdolności magicznych, ani ktoś urodzony w takiej rodzinie. Wszyscy mieli przynajmniej rodziców magów. Taka rodzina to naprawdę rzadkość. Ale zdarza się. Za to "cud" zdarza się raz na kilkaset lat. Tak, jestem "cudem". Cudem, który ma zbawić świat. Magiem, który ma zażegnać konflikt między nami a ludźmi bez talentu i zniszczyć Organizację Umbra. Ale o niej kiedy indziej. Jako cud mam naprawdę wielką moc. Z łatwością potrafię opanować nawet najtrudniejsze zaklęcia czy rodzaje magii. Tak mi zawsze mówiono. W sumie jako jeden z niewielu ludzi nauczyłem się Magii Duchowej, czyli najtrudniejszej do opanowania. Oznacza to, że naprawdę jestem inny. 
                   Byłem najmłodszy z rodziny. Wszyscy moi bracia już dawno ukończyli szkołę i wyprowadzili się z domu. Wyjechali albo do innych miast albo do innych krajów, już sam nie wiem.                    Moja matka chciała mnie wysłać do Akademii Lucem, gdy miałem dziesięć lat. Do akademii można się zapisać dopiero po skończeniu dwunastu lat, jednak rodzicielka twierdziła, że mnie z taką mocą przyjmą w każdym wieku. Ojciec był jej uległy - nie lubił się kłócić. Dziadka zaś nie znałem. Powiedzieli, że umarł przed moim narodzeniem. Na szczęście wtrąciła się babka i mama po dłuższej rozmowie odpuściła. Mimo wszystko obiecała, że jak tylko skończę dwanaście lat to wyśle mnie do akademii. Nikt już się nie sprzeciwiał. Matka już wcześniej czesała moje włosy w warkocz - tak jak noszą uczniowie Lucem. Mawiała, że dobrze żebym już się przyzwyczaił. 
                   Po dwóch latach zrobiła to co powiedziała - zostałem wysłany do szkoły magii. Nie sprzeciwiałem się. Uznałem, że z chęcią nauczę się czarów, których nie nauczą mnie w domu. Pilnie studiowałem w akademii. Uważnie słuchałem na zajęciach i starałem się jak najmocniej. Po roku wylądowałem w najlepszej z grup. Byłem w niej najmłodszy. Grupy są dobieranie pod względem umiejętności i wieku. W mojej grupie były praktycznie same osoby, które kończyły akademię - siedemnastolatkowie. 
                   Po kolejnych trzech latach do naszej grupy dołączyła druga nadzwyczajna osoba. Miała zaledwie trzynaście lat, a wyróżniała się ponad nas wszystkich. Była bardzo inteligentna i sprytna. Samymi teoriami pokonywała nas wszystkich. Potrafiła tak zmanipulować nas słowami, że nikt jej się nie sprzeciwiał. Bystra, inteligenta, a przede wszystkim bardzo wpływowa. Zaklęcia również nie wychodziły jej źle. Szkoliła przede wszystkim magię, w której była dobra. Była to magia ognia oraz wszelkie jej pochodnie. Wydaje mi się, że nauczyła się wszystkich magii pochodnich ognia. Pamiętam, że uczyła się również mocy leczenia, przede wszystkim za pomocą ognia. Wydawało mi się, że całe jej życie kręciło się wokół tego żywiołu. Ja natomiast studiowałem każdą magię, o której się dowiedziałem. 
                   Mój ostatni rok spędziłem na doskonaleniu swoich mocy. Zupełnie odłączyłem się od grupy. Przesiadywałem sam na szczycie wierzy. Znajdowała się tam moja sypialnia, wraz z biblioteką zamkniętą dla normalnych uczniów. Ja, jako ktoś wywyższający się umiejętnościami, dostałem od dyrektora specjalne pozwolenie.
                   Jedyną osobą, która przyszła się tam ze mną zobaczyć była dziewczyna o sięgających pasa różowych włosach z długim warkoczem. Jej bystre różowe oczy oraz słowa, które wypowiadała zmusiły mnie do opowiedzenia jej wszystkiego. Tak jak teraz opowiadam to tobie. 
                   W Akademii Lucem były cztery osoby, które wiedziały o mojej mocy. Mój przyjaciel, starszy ode mnie o rok, młodsza o trzy lata dziewczyna z różowymi włosami, dyrektor oraz ja. Nikt inny nie miał pojęcia, że istnieje coś takiego jak "cud".
                   Po ukończeniu szkoły, czyli wcale nie tak dawno, bo w tym roku, zamieszkałem właśnie w tej chatce. Nie jest stąd tak daleko do Asearsh, więc zawsze mam gdzie zdobyć jedzenie. Nie mam pracy, więc nie mam i pieniędzy. Zawsze wszystko kradnę ze stoisk handlarzy. Oni i tak nie zwracają na to uwagi. Teraz jednak muszę pomyśleć o jakiejś pracy, jednak przez fakt, że jestem magiem i nie mieszkam w mieście magów - Eleresie - czy "mieście zgody" - Leotellii - nie mam wielu możliwości. Nie mam w sumie żadnych.
                   Resztę historii powinnaś znać, w końcu ty jesteś resztą mojej historii.


 - Jestem resztą twojej historii, braciszku? - Lucy spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
                   Uśmiechnąłem się promiennie. Ona zawsze poprawiała mi humor i wymuszała na mnie uśmiech. Była lekko podobna do niej.
 - Tak. W końcu moja historia dalej się dzieje, teraz jest naszą historią, maluchu - odpowiedziałem.
                   Wtuliła się we mnie mocno.
 - Wiesz, na początku bałam się wszystkiego, ale teraz już się nie boję. Jestem znowu szczęśliwa, bo mam ciebie, braciszku - mówiła cichutko.
                 Przytuliłem ją mocno, a w moich oczach zalśniły łzy. Dwa zdania a potrafią mnie tak wzruszyć. Zrobiłem się bardzo emocjonalny. W końcu potrafiłem się na kogoś otworzyć. Ta dziewczynka była naprawdę najlepszym co mogło mnie spotkać. Tak samo jak wcześniej ona.
                 Ona była ciepła, miła. Rozumiała moją sytuację i nie wściekała się przez fakt, że jej unikałem. Że unikałem ich wszystkich. Podczas, gdy inni o mnie zapomnieli, ona pamiętała. Przychodziła i mnie odwiedzała. Mojego przyjaciela już nie było w akademii od roku, więc nie miałem co go obwiniać. Ale zawiodłem się wtedy na innych. Nikogo nie obchodził fakt, że nagle zniknąłem. Myślałem, że byłem im bliski, że będą się zastanawiać co się ze mną dzieje. To był jeden z powodów, przez które zamknąłem się w sobie. Założyłem bezpieczną kłódkę, ale ona, ta czternastoletnia dziewczyna, znalazła do niej klucz. Potrafiła wtargnąć do mojego wnętrza. Pamiętam jak przybiegła do mnie i z płaczem zrobiła mi wyrzuty. Pamiętam jak wtedy po raz pierwszy byłem z nią tak blisko. Jak czułem jej ciepło, gdy ją przytulałem. Teraz jednak nie mogłem tego poczuć. Jeszcze trzy lata musiała spędzić w akademii. No nie tyle, że musiała, a chciała.
 - ....iszku? Braciszku? - Lucy ciągnęła mnie lekko za rękaw. Spojrzałem na nią pytająco. Może to i lepiej, że wyrwała mnie z tych myśli. Wskazała ręką na kuchnię.
 - Rozumiem, więc idziemy zrobić coś do jedzenia?
                 Kiwnęła radośnie głową i popędziła w stronę kuchni. To co znasz moją historię to teraz czas na twoją - myślałem, ale dalej nie byłem pewny czy był to odpowiedni moment, aby pytać się jej o taką rzecz. "Wiesz, na początku bałam się wszystkiego, ale teraz się nie boję." - jej słowa krążyły w mojej głowie. W końcu powiedziała, że już się nie boi. Więc może jednak to pora aby wypytać Lucy o wszystko co pamięta? Przecież ze skrawka tamtego wspomnienia wiele się nie dowiedziałem tylko to co się jej ostatnie przydarzyło. Chciałbym wiedzieć jacy byli jej rodzice, zanim ją zostawili.
                 Sprawa Lucy naprawdę boleśnie przypominała mi jej sprawę. Też była tajemnicza. Nie wiedziałem o niej prawie nic. Dalej mało o niej wiedziałem. W końcu teraz nasz kontakt się urwał. Ostatni raz widziałem ją na pożegnalnej ceremonii. Uśmiechała się do mnie radośnie. Machała mi na pożegnanie, ale kiedy po raz ostatni się odwróciłem, by spojrzeć na nią, kiedy myślała, że już mój wzrok na nią nie padnie, ujrzałem łzy spływające po jej policzkach. Chciałem do niej podbiec i ostatni raz przytulić, ale wepchnięto mnie do karoty. Nie mogłem już nic zrobić. Patrzyłem jak płakała. Sam w tamtym momencie miałem świeczki w oczach.
                 Później znowu się zamknąłem na świat. Wtedy właśnie w moim życiu pojawiła się Lucy. Tym razem to ta mała dziewczynka otworzyła mi oczy. Była moim małym światełkiem, które chroniło mnie przed ciemnością. Pojawiła się akurat w momencie, kiedy chciałem się poddać. Uśmiechnąłem się, stając w drzwiach. Mała plątała się po kuchni, wyciągając z szafek rzeczy, które chciała zjeść. Naprawdę jest do ciebie podobna, Isabelle.


                 Leżałem na trawie i spoglądałem w gwiazdy. Nocne niebo wyglądało tak pięknie. Wyciągnąłem rękę, zapragnąłem złapać jedną z gwiazd. Zamknąłem oczy, a ręka opadła bezwładnie na moją pierś. 
                 Dzisiaj dziewiętnasty kwietna. Wszystkiego najlepszego, Isabelle. Mam nadzieję, że wkrótce znowu się spotkamy. 
                 Zobaczyłem ją. Zobaczyłem jej uśmiech. Wspomnienia nie pozwalały mi o niej zapomnieć. 
                 "Zawsze będę przy tobie! Gdziekolwiek nie pójdziesz pamiętaj, że zawsze będę z tobą!" Jesteś tu ze mną, prawda? Leżysz obok mnie, a gdy otworzę oczy, ujrzę twój piękny uśmiech. W końcu obiecałaś, że zawsze przy mnie będziesz. 
                 Bzdura... 
                 Gdzie jesteś teraz? Zostałaś tam a ja poszedłem dalej. Wraz z moim krokiem naprzód coś się skończyło. Ale ja nie chcę aby to się kończyło. Chcę abyś tu była. Nie jako wspomnienie, ale jako prawdziwa, realna ty. Ty, której będę mógł dotknąć. Czy to tak wiele? 
                 Jesteś niczym wspomnienie minionych lat.
                 Nie chcę abyś taka była. Proszę, spotkajmy się jeszcze.


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Ohayo!
No i oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Szczerze to naprawdę zaczyna mi się podobać ta historia. Może trochę przez to, że jest bardziej (o wiele) zaplanowana niż historia z We live as we dream. Mimo wszystko i tak skończę tamtą historię, choć nie wyjdzie ona do końca taka jaka chciałam, żeby była, ale mam nadzieję, że Was nie rozczaruję. No, ale wracając do tej historii, to bardzo dobrze mi się ją pisze, więc mam nadzieję, że tu potoczę wszystko tak jak powinno być.
Pozdrawiam i zachęcam do dalszego czytania!

Ps. dziękuję za prawie 1000 wejść ;>

wtorek, 6 stycznia 2015

Libster Award - Już? Tak szybko?


♠~***~♠

Witam bardzo serdecznie!
Jeju... nie spodziewałam się, że tak szybko dostanę nominację o.o 
W ogóle nie spodziewałam się, że tak szybko będę miała prawie 100 wyświetleń.
No, ale mniejsza xD

♠~***~♠

Zasady Libster Award
(wszyscy znamy i kochamy...)

"Nominacja do Libster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

♠~***~♠

Za nominację bardzo dziękuję Pauli (http://my-royal-life.blogspot.com).
Serio, nie spodziewałam się tak szybko nominacji, a jednak. Bardzo dziękuję ;3

♠~***~♠

1. Co Cię skłoniło do stworzenia bloga?

Do stworzenia tego bloga skłonił mnie fakt, że wymyśliłam naprawdę przemyślaną historię i postanowiłam ją również opublikować. Uznałam, że skoro prowadzę już jednego bloga to co mi zaszkodzi drugi.

2. Co najbardziej lubisz robić, gdy masz wolne?

Gdy mam wolne.. hmm... Leniuchować. Tak serio to jak mam wolne to leżę i oglądam anime, czytam książki, gram. W sumie to nie ma rzeczy, które najbardziej lubię robić. Po prostu robię to co mi pasuje w danym momencie.

3. Dokończ:
Gdy Ci smutno, gdy Ci źle... 

...Weź kakałko, napij się!

4. Ulubiony gatunek muzyki?

Zdecydowanie rock. Ale lubię również soundtracki z filmów, gier i anime. Chociaż to do gatunku chyba jako tako się nie zalicza xD

5. Co cenisz w życiu najbardziej?

Przyjaciół i ich szczęście. I samo życie, fakt, że możemy żyć już jest czymś co cenię.

6. Miejsce na świecie gdzie chcesz pojechać?

Zawsze chciałam wybrać się do Egiptu. Od dziecka mnie tam ciągnęło i mimo wszystko nadal chciałabym się tam wybrać. Do Japonii i Londynu również, ale gdybym miała wybrać tylko jedno to byłby strasznie trudny wybór. Nie wiem czy a początku spełniłabym dziecięce marzenie, czy wybrała się do Japonii, do której strasznie mnie ciągnie.

7. Co robisz gdy cierpisz na brak weny?

W sumie to nic. Czekam, aż przyjdzie sama. Jeśli jednak jest to coś ważnego to siadam przed laptopem puszczam jakąś muzykę, która kojarzy mi się z historią (np. playlistę na blogu) i staram się napisać chociaż kilka słów. Moja wena powraca bardzo długo, więc jak napiszę dwa słowa to już coś xd Jeśli to nie pomaga to wracam i do poprzednich rozdziałów i je czytam, albo opowiadania innych osób. Poprawianie błędów własnych lub innych po trochu przywraca moją chęć do pisania (weny nie do końca). Ogółem to mój Ven jest bardzo irytujący -.- Nigdy nie ma go wtedy, kiedy powinien być > . <

8. Masz jakieś motto? Jakie?

Mam wymienić jedno ? xD Wybacz, ale nie potrafię. Na początku motto, które można powiedzieć, że zapożyczyłam od jednego z głównych bohaterów "Hyouki":
"Jeśli nie muszę czegoś zrobić, nie robię. Jeśli muszę coś zrobić, robię to szybko."
Później zdecydowanie kawałek piosenki The Reluctant Heroses:
"Nie możesz latać, jeśli nigdy nie próbowałeś."
Trzecim będzie zdecydowanie fragment drugiego openingu "Magi: The: Labyrinth of Magic":
"Wyśmiejesz mą dziecinność, bo wciąż mam marzenia?" Może i nie do końca nadaje się ten tekst na motto, ale jednak moim zdaniem coś w nim jest.
No i ostatnim będzie wypowiedź Erena z Shingeki no Kyojin:
"Walcz! Musisz walczyć! Jeśli wygrasz, będziesz żyć. Jeśli przegrasz, umrzesz. Nie wygrasz bez walki!"
To by było tyle co do moich mott. Jak miało być jedno to gomene, ale nie potrafię wybrać jednego.

9. Twój ulubiony film?

Poza wszystkimi bajkami Disney'a ? xD W sumie to strasznie trudno mi wybrać "ulubiony film". Naprawdę trudno, bo mało filmów oglądam x.x (nie wliczając w to filmów anime) Ale niech będzie.. hmm... "Gwiazd naszych wina" jest to film, który niedawno oglądałam i bardzo mi się spodobał, mimo iż tak bardzo na nim ryczałam xD Ale w sumie ja nawet na byle czym potrafię się rozpłakać xd No, ale mniejsza. Ogółem to film polecam ;3

10. Masz jakiś przepis na dobrą zabawę?

Działaj bez przepisu. Proste, najlepsza zabawa wychodzi ze spontanu, po prostu nie zaplanujesz jej.

11. Jaki jest Twój ulubiony smak galaretki?

Galaretki? Oj... nie jem tak wiele galaretek, żeby wybierać ulubiony smak xD Lubię każdą, ważne żeby była.

Odpowiedziałam, jestem z siebie duma ! xD

♠~***~♠

I znowu to samo... 
Wymyślanie pytań, naprawdę mi nie wychodzi T.T
Nie możemy tego pominąć i przejść do nomina... a nie z tym też mam problem...
W sumie to zaczerpnę trochę z mojej poprzedniej nominacji, gdyż i tak nikt na nie nie odpowiedział.

1. Gdybyś był/a istotą nadprzyrodzoną, jaką byś był/a? (elfem, wilkołakiem, magiem, etc.)
2. Pamiętasz tytuł pierwszej książki jaką przeczytałaś/aś?
3. Ulubiona piosenka?
4. Ulubiony cytat? (bo w moich pytaniach nie mogło tego zabraknąć xD)
5. Najśmieszniejszy cytat/tekst co kiedyś przeczytałeś/aś / usłyszałeś/aś?
6. Gdybyś mógł/mogła wybrać bycie kimś innym, a pozostanie sobą, co byś wybrał/a?
7. Najsmutniejszy/a film/anime/ksiażka/etc. jaki kiedykolwiek oglądałeś/aś / czytałeś/aś?
8. Coś od czego od razu chce Ci się płakać?
9. Co być zrobił/zrobiła, gdybym przyszła do Ciebie w nocy i zrobiła nalot na Twoją lodówkę?
10. Sądzisz, że jak coś jest zabronione to znaczy, że jest złe?
11. Wypowiesz się na jakiś temat? (tak jakbyś odpowiadał/a na pytanie)


♠~***~♠

Tak, więc nie zauważyłam nigdzie w regulaminie, że na innym blogu nie mogę nominować blogów, które już nominowałam na inny. W sensie - chyba mogę na tym blogu nominować blogi, które dostały już ode mnie nominację na We live as we dream. Jeśli nie to przepraszam.

1. Annabel chan: http://souleater-jak-na-kozakow-przystalo.blogspot.com
2. Madeleine Evans & Claudy-chan: http://snk-with-madi-and-claudy.blogspot.com
3. Ann Varcon: http://zakazane-wspomnienia.blogspot.com
4. Luna-Mar Moon: http://z--kopyta.blogspot.com
5. Mad: http://wplatana.blogspot.com
6. Gabsone nene: http://nowa-w-hogwarcie.blogspot.com

Taa... jak zwykle nie jest ich 11 i w dodatku no.. są to w większości blogi, które dostały już ode mnie nominację, ale jak mówiłam na innym blogu, więc... Mam nadzieję, że to nie jest jakoś niezgodne z zasadami Libster Award.
Oczywiście na pytania, mogą odpowiadać nie tylko nominowane blogi, ale i inni czytelnicy - w komentarzach pod tym postem + jeśli ktoś chciałby wolną nominację to proszę mnie powiadomić ;3

niedziela, 4 stycznia 2015

Memoria I - Memoria, quod non dat pacem.

"Rozrzucone marzenie, jak odległe wspomnienie,
Odległe wspomnienie, jak rozrzucone marzenie."


                   Ludzie od wieków boją się magów. Traktują ich jak odrębny gatunek. Chowają się przed nimi w domach, wyganiają z miast. Są przerażeni mocą jaką oni władają. Są pewni, że prędzej czy później użyją jej by pozabijać ludzi bez zdolności do magii. Boją się, że magowie przejmą władzę.


                   Magowie przez wiele lat musieli się ukrywać. Uciekać przed innymi ludźmi. Osoby bez tego talentu nienawidziły ich. Nienawidzą ich i teraz. Myślą, że świat bez magów byłby lepszy, starają się ich z niego wyeliminować. Porzucają własne dzieci, u których ujawniły się zdolności magiczne. Zabijają magów, jak tylko ich spotkają. Specjalnie czają się na pojedyncze ofiary. Już dawno wykluczyły magów ze swojego środowiska.
                   Jednak nie wszyscy magowie są tacy sami. Jedni uważają swój talent za dar, a inni za przekleństwo. Ci drudzy często starają się żyć wśród zwykłych ludzi. Niestety nie zawsze im to wychodzi. Za to pierwszy typ zrobił coś specjalnego. Postarał się o to, aby magowie również mieli normalne życie. Najstarsi z przedstawicieli magów założyli własny kraj. Kraj, w którym żyją jedynie magowie. Nikt z niemagicznych osób nie wie, gdzie on się znajduje. Dla nich są to tylko legendy.


                   Biegłem. Starałem się jak najmniej rzucać w oczy. Chociaż bieg wcale nie jest dobrym pomysłem, kiedy starasz się nie zwracać na siebie uwagi. Rozglądałem się szukając jakiegoś miejsca, gdzie mógłbym chwilę odpocząć. W końcu rzuciła mi się w oczy zaciemniona uliczka. Praktycznie nie dolatywało do niej wieczorne światło. Idealnie miejsce.
                   Szybko do niej dobiegłem i schowałem się w jej najciemniejszym miejscu. Na końcu uliczki znajdował się wysoki płot, dlatego też droga nie była zbyt długa, ale taka w zupełności mi wystarczała.
                   Oparłem się o płot i zjechałem po nim. Siedząc, oddychałem ciężko. Położyłem laskę obok i wbiłem wzrok w podłogę. Po raz kolejny zastanawiałem się co ja właściwie robię. Dlaczego tutaj jestem? Co skłoniło mnie, aby tu przyjść? Złapałem się za głowę. Naprawdę jestem głupi. Przecież w każdym momencie mogą mnie złapać. Nie dosyć, że mag to jeszcze w dodatku złodziej. Mają podwójny powód, aby mnie spalić. W Asearsh było wielu złodziei. Miasto było co prawda do nich przyzwyczajone, ale kiedy jakiegoś złapali... Najczęściej czekał go stryczek. Niektórych mniejszych złodziei traktowali bardziej ulgowo. Ja co prawda nigdy nie ukradłem żadnych kosztowności, nie włamałem się nikomu do domu, nie zabiłem nikogo. Kradłem jedynie jedzenie. Musiałem za coś wyżyć. Przynajmniej dwa razy w tygodniu udawałem się do tego właśnie miasta i podkradałem ze stoisk handlarzy jedzenie, Potem wracałem do mojej chaty znajdującej się daleko od miasta.
                   Dlaczego musimy żyć na odludziu?
                   Dlaczego akurat my?
                   Dlaczego akurat ja?
                   Nigdy nie chciałem takim być. Nie pragnąłem być magiem. Chciałbym móc żyć jak normalny człowiek. Jednak jestem magiem z krwi i kości. Zarówno matka jak i ojciec mieli talent, więc oczywistym było, że i ja go po nich odziedziczę.
                   Usłyszałem cichy płacz dziecka, który przerwał moje rozmyślania. Podniosłem głowę i rozejrzałem się. Nie widziałem nic w takiej ciemności, a płacz stawał się raz głośniejszy, raz cichszy. Wahałem się. Zaryzykować i użyć magii? A może poczekać, aż szloch ucichnie. Walczyłem sam ze sobą. Bałem się - co będzie jak mnie znajdą? Co jeśli akurat będzie przechodzić w pobliżu jakiś obywatel i mnie zobaczy? Z drugiej strony to dziecko... Takie bezbronne, ktoś musiał je tu porzucić. Nie mogłem go tak zostawić.
                   Gwałtownie wstałem, a kaptur spadł z mojej głowy odsłaniając ciemnoniebieskie włosy i twarz. Podniosłem laskę z ziemi i wyszeptałem cicho zaklęcie. Koniec laski zapłonął niczym pochodnia. Zamknąłem niebieskie oczy i wsłuchałem się skąd dochodził dźwięk. Otworzyłem powieki i szybkim krokiem podszedłem do pudeł znajdujących się po lewej stronie.
                   Prawą ręką, w której trzymałem laskę, oświetlałem widok, a drugą rozkopywałem ostrożnie pudła. W jednym z nich siedziała mała dziewczynka. Skulona, oplatała rękoma nogi, a po jej policzkach ciurkiem płynęły łzy.
 - Nie płacz - wyszeptałem cicho. Dziewczynka spojrzała na mnie zapłakanymi oczami i nic nie odpowiedziała. Zobaczyłem jak się trzęsie. Wieczorami nie było tak ciepło, a ona była strasznie leciutko ubrana. - Chodź, przeziębisz się jak będziesz tak siedzieć.
                   Wyciągnąłem do niej dłoń. Bez wahania wyciągnęła w moim kierunku swoją małą rączkę. Złapałem ją delikatnie. Była zimna, wręcz lodowata i topiła się w mojej co najmniej dwa razy większej dłoni. Powoli wyciągnąłem ją z kartonu. Ledwo stała. Wyglądała jakby od kilku dni niczego nie jadła.
 - Co ty na to aby iść ze mną do domu? - zapytałem,
                   Kiwnęła głową. Zaklęciem zgasiłem laskę, a później wziąłem małą na ręce. Była taka malutka, że mogłem trzymać ją tylko jedną ręka, co było mi bardzo pomocne. Powolnym krokiem udałem się w kierunku bramy. Wystarczyło bym przez nią przeszedł. Potem już nic mnie nie ograniczało.
                   Strażnicy nawet nie drgnęli, gdy przechodziliśmy obok. Było im obojętne kto tu wchodzi czy stąd wychodzi. Obchodziło ich tylko, aby dostali wynagrodzenie za "przepracowane" godziny. Fakt, że w mieście było tak wiele grup bandytów był przede wszystkim ich zasługą. Od kiedy tylko w Asearsh pojawili się pierwsi złodzieje, straż przestała wykonywać swoje obowiązki. Jakby sami mieli jakiś kontrakt z szajką. Wiedziałem o tym, ale mimo to zawsze się bałem. Bałem, że ktoś może mnie nakryć na kradzieży lub czarowaniu. Strach ten wiązał wokół mnie niewidzialny łańcuch, którego nie potrafiłem przekroczyć. Oplótł mnie całkowicie.
                   Przeszedłem jeszcze kilka kroków, wciąż trzymając małą na ręce, po czym obróciłem się. Strażnicy patrzyli tępo przed siebie, a ja wędrowałem bardziej po skosie. Wypowiedziałem cicho zaklęcie - laska opadła poziomo, ale wciąż unosiła się nad podłożem. Wziąłem małą na dwie ręce i wsiadłem na laskę, a ona wzniosła się wysoko nad ziemię i zaniosła nas do domu.
                   Moja chata zawsze wydawała mi się przytulna. Tym razem również tak było. Położywszy dziewczynkę delikatne na sofie, okryłem ją kocem. Spała - musiała usnąć podczas drogi. Teraz dokładnie widziałem jej białe włosy i bladą cerę, jak u laleczki z porcelany. Uśmiechnąłem się ciepło. Wyglądała jak mały aniołek o nieskazitelnie czystym sercu. Odłożyłem laskę koło kanapy. Odwróciłem się do kominka znajdującego się naprzeciwko mebla. Skierowałem dłoń w jego stronę i wypowiedziałem zaklęcie. Z palców wystrzelił ogień, rozpalając ognisko. W pomieszczeniu zrobiło się od razu cieplej. Ściągnąłem płaszcz i powiesiłem na wieszaku stojącym przy drzwiach. Udałem się do kuchni z zamiarem przygotowania czegoś do jedzenia. Pierwszy raz od dłuższego czasu gotowałem nie tylko dla siebie. Tak dawno nie było w tym domu nikogo poza mną. Zostawiłem mięso na patelni, aby się trochę dosmażyło i poszedłem do góry. Chciałem sprawdzić w jakim stanie jest pokój gościnny.
                   Otworzyłem drzwi i wyjrzałem przez nie. Nie wyglądał tak źle. Poza tym, że był mocno zakurzony. Pstryknąłem palcami. Z łazienki wyleciała szmatka do wycierania mebli i podłogi. Zostawiłem ją - niech robi co do niej należy - i wróciłem na dół. Po drodze do kuchni zajrzałem jeszcze do salonu. Dziewczynka dalej spała. Postanowiłem jej nie budzić. Zrobiłem do końca obiad. Zjadłszy go, poszedłem do pokoju, w którym leżała mała i oparłem się o sofę. Patrzyłem w ogień. Rozmyślałem nad wszystkim co nas spotkało. W pewnym momencie usłyszałem ciche stęknięcie. Wstałem szybko i spojrzałem za siebie. Dziewczynka siedziała, wpatrując się we mnie swoimi wielkimi fioletowymi oczami. Widać było, że nie czuła strachu, nie bała się mnie. Nie wiedziałem czy powinienem się cieszyć czy wręcz przeciwnie. Postanowiłem przełamać ciszę.
 - Czujesz się lepiej? - zapytałem z uśmiechem. Kiwnęła głową, nie spuszczając ze mnie wzroku. - Cieszę się.
                   Usiadłem obok niej. Nie odsunęła się, jedynie dalej się wpatrywała.
 - Jak masz na imię? - spytałem.
 - Lucy. - Nie myślałem, że usłyszę jej głos. Nie myślałem, że naprawdę mi odpowie, w końcu jak dotąd tylko kiwała głową.
 - Witaj, Lucy. Ja jestem Mikael. Mogę wiedzieć ile masz lat? - Może i moje pytania były dość dziwne, ale chciałem jak najwięcej się o niej dowiedzieć.
 - Tyle - pokazała pięć palców. Naprawdę była malutka. - Pan jest już stary?
                   Zaśmiałem się.
 - Nie, jeszcze nie aż tak. Siedemnaście lat to nie tak dużo.
 - Dlaczego pan ma taaaki długi warkocz? - przekręciła lekko głowę na bok i wyszczerzyła ząbki.
 - Ahahaha... Nie pomyślałbym, że zastanowi cię coś takiego - uśmiech nie schodził z moich ust - cóż... Jakby ci to jak najprościej wyjaśnić... Powiedzmy, że niedawno skończyłem szkołę, a że podczas nauki w pewnym momencie uczniowie, aby być bardziej rozpoznawalnym zaczynają nosić warkocze to tak mi zostało. Przyzwyczaiłem się do tego.
 - Szkoła musi być fajnym miejscem - stwierdziła cicho Lucy.
 - Zależy - zaśmiałem się. Ale po chwili spoważniałem. - Powiedz mi... dlaczego siedziałaś w tamtych kartonach?
                   Mina białowłosej dziewczynki spochmurniała.
 - Nie wiem czemu mama mnie zostawiła - odparła, a do jej oczu napłynęły łzy. - Powiedziała, że nie jestem już jej dzieckiem. Nie wiem co to znaczy. Nie wiem czemu tak powiedziała.
                   Zaczęła płakać. Nic nie odpowiedziałem tylko objąłem ją ramieniem.
 - Możesz ze mną zostać jak długo będziesz chciała. Ja cię nie zostawię - powiedziałem, gdy lekko się uspokoiła.
                   Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się przez łzy.
 - Hm! - Kiwnęła głową.
                   Położyłem ją spać do łóżka. Przeczytałem jedną bajkę, a ona zasnęła. Miałem zamiar wyjść i również się położyć, jednak jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Chciałem się dowiedzieć czegoś jeszcze, czegoś więcej. Położyłem delikatnie dłoń na jej czole i zamknąłem oczy. Skupiłem się na jednej rzeczy - pragnąłem ujrzeć wspomnienia Lucy z tego dnia.


                   Mała dziewczynka o długich brązowych włosach siedziała na łóżku. Machała nogami i przytulała lalkę. Uśmiechała się. Wyglądała na bardzo szczęśliwą. Mogłem dokładnie zobaczyć jej bladą cerę, fioletowe tęczówki, okrąglutką twarz, mały nosek, większe oczy oraz małe usta. Od razu rozpoznałem w niej Lucy, choć wyglądała na o wiele zdrowszą niż teraz. Zrozumiałem, że jest magiem z niemagicznej rodziny. U takich dzieci talent rozwija się gdzieś od piątego roku życia. Wtedy zmienia się właśnie kolor ich włosów.
                   Usłyszałem pukanie do drzwi. Dziewczyna wstała i podreptała do nich. W otwartych drzwiach stała szara, zamazana postać. Lucy nie pamiętała swojej matki. Nie mogła się ona pojawić w jej wspomnieniach wyraźnie. Pewnie z ojcem było tak samo. Zacząłem się zastanawiać ile musiała siedzieć w tych kartonach, że nie pamięta najbliższych sobie osób. Mama przytuliła małą córeczkę. Wszystko wydawało się wprost idealne. Kochająca się rodzina - czego chcieć więcej.
                   Niestety ten szczęśliwy obraz matki z córką nie mógł trwać wiecznie. Obraz zawirował, a ja zobaczyłem kolejne wspomnienie. Mała Lucy cofała się przerażona. Jej włosy miały już biały kolor, wszystko wokół niej było zamarznięte. Więc jest wodnym magiem lodu. Zobaczyłem jak matka z ojcem - dwie niewyraźne postacie - zbliżają się do córki. Krzyczała, płakała, gdy ojciec siłą wyciągnął ją z domu. Matka zasłoniła jej usta. Robili to w nocy, nikt nie mógł ich zauważyć, usłyszeć krzyku małej dziewczynki. Straż oczywiście nie zwracała na to uwagi. Nikogo nie obchodziło, że rodzice porzucają własne dziecko. Nawet gdyby ktoś to zobaczył to, po dowiedzeniu się, że jest ono magiem, pomógłby oprawcom. Tacy byli ludzie bez talentu. Bali się, więc próbowali się nas pozbyć. Dla nich byliśmy tylko nic niewartymi istotami sprowadzającymi śmierć. Osobiście nie potrafiłem się z tym pogodzić. Chciałem jakoś za jednać ten jednostronny konflikt między zwykłymi osobami, a magami. Nie wiedziałem tylko jak.
 - Nie jesteś już moim dzieckiem! Nie jesteś moją małą Lucy! Jesteś potworem! - Krzyki matki przerwały moje rozmyślania. Spojrzałem na nią z odrazą. Jak ktoś może tak mówić na własną córkę? I to jeszcze będącą pięcioletnim brzdącem, który niczego nie rozumie.
                   Ludzie byli okrutni. Co prawda czasami zdarzali się tacy, którzy próbowali ukrywać magów... Albo w końcu nie wytrzymywali życia w strachu i oddawali ich w ręce sądu, albo sami byli sądzeni. Sąd oczywiście nie rozczulał się nad osobami z talentem. Zawsze skazywał ich na śmierć, poprzez spalenie na stosie. Jeśli jednak to nie działało to przebijał ich serca i wyrywał je. I czy oni są bardziej humanitarni? My nigdy nie zrobilibyśmy czegoś takiego, przynajmniej większość. Nie jesteśmy tacy jak o nas mówią.
                   Patrzyłem dalej jak ojciec włożył małą Lucy do kartonu, przymknął go, a potem wraz z żoną uciekł.
                   Okrucieństwo.
                   Stałem tak, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczyłem. Byłem świadkiem tego co przydarzyło się tej małej dziewczynce. Czekałem, aż wspomnienie się skończy. Czy było coś jeszcze czego nie powinienem zobaczyć? Nagle rozbłysło światło. Zasłoniłem ręką oczy i lekko je przymknąłem. Kiedy blask przeminął, ujrzałem postać mężczyzny z ciemnoniebieskim długim warkoczem rozmawiającego z dziewczynką o białych włosach siedzącą w kartonie. To byłem ja. We wspomnieniach Lucy byłem bardzo wyraźny. Pamiętała o mnie, a wokół mojego ciała widniała jasna poświata. Poczułem jak serce mi się ściska. Ta mała istotka już się do mnie przywiązała. Potrafiła mi od razu zaufać.
                   Przysiągłem sobie, że nigdy jej nie zostawię.
                   Nagle obraz ściemniał. Pamięć o rodzicach dalej była potężniejsza. Nawet, jeśli dokładnie ich nie pamiętała. Znowu wróciłem do zamarzniętego pokoju i ujrzałem dwójkę ludzi idących wprost na małą postać.
                   Potem obraz się rozpłynął.


                   Gwałtownie otworzyłem oczy i szybko zabrałem rękę z czoła Lucy. Wspomnienie dobiegło końca. Byłem przerażony tym co przed chwilą zobaczyłem. Wprawdzie wiedziałem, że na świecie dzieją się takie rzeczy, ale nigdy niczego takiego nie widziałem. Nie myślałem, że może to być aż tak okrutnie. Spojrzałem na śpiącą pięciolatkę. Miała tak mało lat, a już spotkało ją coś takiego. Na samą myśl robiło mi się ciężko na sercu. Postanowiłem - zrobię wszystko, aby zapomniała o tym co zrobili jej rodzice.
                   Ogarnęło mnie zmęczenie. Fakt, że było już dość późno. Położyłem głowę na łóżku, obok dziewczynki i zasnąłem.


                   Obudziło mnie delikatne tykanie w polik. Przekręciłem głowę i otworzyłem oczy. Mała rączka szybko się cofnęła. Podniosłem się i spojrzałem na dziewczynkę. Siedziała z uśmiechem.
 - Dzień dobry, Lucy - wyszeptałem trochę sennym głosem, uśmiechając się.
 - Dzień dobry - odpowiedziała pełna energii.
                   Promienie słoneczne wpadały delikatnie przez lekko zasłonięte okno. Wychodziło na to, że był już poranek. Nie mogłem powiedzieć, że się wyspałem. Spojrzałem na istotkę siedzącą naprzeciwko mnie. Patrzyła na mnie uważnie z radością w oczach. Mimo wszystko to przykre, że tak szybko mi zaufała, bo co gdyby odnalazł ją ktoś inny? Ktoś kto chciałby ją jeszcze bardziej skrzywdzić? Szybko odrzuciłem te myśli. Mała jest ze mną, więc jest bezpieczna.
 - Co powiesz na to, aby zrobić pyszne śniadanie? - zapytałem wesoło.
                   Kiwnęła głową i zeskoczyła z łóżka. Pobiegła do drzwi, musiała wspiąć się na palce żeby dosięgnąć klamki, po otwarciu ich popędziła na dół. Powolnym krokiem ruszyłem za nią. Miała tak wiele energii, podczas gdy ja chętnie przespałbym jeszcze kilka godzin. Chyba będę się musiał przyzwyczaić do wcześniejszego wstawania.
                   Gdy zszedłem na dół, Lucy już buszowała w kuchni. Spojrzałem na jej małą, wychudzoną sylwetkę. Muszę jej zrobić porządne śniadanie. Podszedłem do dziewczynki.
 - Na co masz ochotę? - Odwróciła się zaskoczona.
 - Na naleśniki! - wykrzyknęła ucieszona.
 - Dobrze, niech będą naleśniki - odparłem i pogłaskałem ją po białej główce.
                   Razem przygotowaliśmy dość sporo naleśników, jak na naszą dwójkę. Ale cóż, przynajmniej byliśmy pewni, że się nimi najemy, a przy okazji zostanie trochę na później. Chciałem się dowiedzieć kilku rzeczy o tej małej, tajemniczej dziewczynce, ale teraz nie był na to odpowiedni czas. Nie miałem zamiaru pytać ją o przeszłość - to już wiedziałem. Pragnąłem dowiedzieć się innych rzeczy. Na przykład co lubi a czego nie. Miałem również zamiar pomóc jej w opanowaniu magii, ale to później. Teraz była na to za młoda.
                   Spojrzałem na nią. Siedziała obok mnie na kanapie i przeglądała książkę z obrazkami. Zastanowiła mnie jedna rzecz.
 - Potrafisz czytać? - zapytałem spokojnie.
                   Oderwała wzrok od książki i przeniosła go na mnie, po czym znowu na książkę. Posmutniała. Zrozumiałem.
 - Pisać pewnie też nie? - Wypowiedziałem to bardzo cicho.
                   Kiwnęła delikatnie głową. Objąłem ją ramieniem i przyciągnąłem do siebie. Złapałem ją za policzek i lekko pociągnąłem.
 - No nic, nie martw się. Wszystkiego cię nauczę.
                   Spojrzała na mnie. Od razu zauważyłem promyki nadziei w jej oczach. Puściłem ją, a ona z uśmiechem przytuliła się do mnie. Pogłaskałem ją lekko po głowie. W końcu poczułem się odpowiedzialny. Zyskałem cel w życiu - chciałem wychować Lucy. Chciałem sprawić by zapomniała o tych niemiłych wspomnieniach. O wspomnieniach, które nie dają spokoju.


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Witam wszystkich serdecznie!
Tak oto właśnie pierwszy rozdział mojego nowego opowiadania. Wydaje mi się, że nie jest on zły. W sumie to mi się podoba i mam nadzieję, że Wam również się spodoba. Mam też nadzieję, że ogółem całe opowiadanie Wam się spodoba. 
Zachęcam do dalszego czytania!

PS. Oczywiście bloga We live as we dream, nie opuściłam i dalej będę go kontynuować.