六
Ciekawiło mnie, jak radzi sobie Lucy. Dlaczego pozwoliłem jej uczęszczać do Akademii? To wszystko wina Isabelle. Namówiła mnie do tego, choć dla mnie to naprawdę był zły pomysł. Uległem jej, ale czułem w środku niepokój. Pierwszy raz nie wiedziałem co dzieje się z Lucy. Od teraz nie miałem wpływu na to jak potoczy się jej życie w szkole. Spotkamy się tylko podczas różnych przerw. Ta wizja wcale nie sprawiała, że czułem się lepiej.
Krążyłem wokół naszego domu, myśląc o wszystkim co może teraz przeżywać moja mała siostrzyczka. Może i nie byliśmy spokrewnieni przez krew, ale była ona dla mnie rodziną. Pierwszą osobą, którą mogłem tak nazwać.
Rodziców nie wspominam za dobrze. Matka zawsze chciała abym był kimś, kim nie jestem, a ojciec zawsze się z nią zgadzał. Jedynie babka stawała po mojej stronie. A dziadek? Zniknął, wmawiano mi, że nie żyje, ale ja czułem inaczej. Nie zmienia to faktu, że nigdy go nie poznałem. Czy za nim tęskniłem? Czy było mi go brak? Czy da się tęsknić za kimś kogo się nie zna? Nawet nie chciałem, żeby teraz nagle wrócił do mojego życia, o ile jeszcze był na tym świecie, a czułem, że tak. Ale może on wytłumaczyłby mi o co chodzi z tym "cudem"? Matka nigdy mi tego dokładnie nie wytłumaczyła, a babka powtarzała zawsze, że dziadek wie o tym najwięcej. Ja chciałem tylko wiedzieć o jednej rzeczy. Dlaczego akurat na mnie trafiło? Nigdy nie chciałem być kimś takim. Pomyśleć, że to niby na moich barkach ma spoczywać los świata? Pytanie tylko czy ja naprawdę w to wierzę? Cała ta historia wydaje mi się naciągana. Może i fakt, że moja magia jest silniejsza od innych. Może i fakt, że szybciej uczę się różnych jej rodzajów, zaklęć. Jednak nic nie jest dostatecznym powodem, aby sądzić, że jakiś cud ma z tym związek.
Usiadłem pod jednym z drzew, opierając się o jego trzon i spojrzałem w zachodzące słońce. Myślami starałem się być jak najdalej od starej rodziny. Nie udawało mi się to. Cały czas mi coś o niej przypominało. Teraz, kiedy zacząłem o tym głębiej myśleć, nie mogłem się uwolnić od niej. Wizerunki moich rodziców oraz babki prześladowały mnie, gdy tylko zamknąłem oczy. Nigdy nie powiedziałem Lucy o jednej rzeczy. Moja rodzina zginęła dziesięć lat temu. Zostali zamordowani przez wrogi klan. Dowiedziałem się o tym w wieku czternastu lat. Nie przeszkodziło mi to, jednak w kontynuowaniu nauki. Tak naprawdę nikt nie wiedział o tym, co stało się z moją rodziną. Nawet Isabelle dowiedziała się o tym dopiero kilka miesięcy temu. Pomyśleć, że to już cztery lata odkąd znowu mnie odnalazła.
Słońce zaszło już całkowicie. Czerwona poświata zniknęła, a zamiast niej nastała ciemność. Księżyc powoli wchodził na swoją nocną wartę. Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w ciszę. Do moich uszu nie dobiegał żaden dźwięk. Było tak spokojnie, jakby wszystkie zwierzęta zapadły w sen. Pomyślałem, że warto zrobić to samo.
Niechętnie wstałem i udałem się w stronę domu. Zauważyłem go od razu, kiedy wyszedłem z lasu. Był jedyną świecącą się rzeczą na tej polanie. Wiedziałem, że Isabelle jeszcze nie śpi. Czekała na mnie?
- Wróciłem - powiedziałem, wchodząc do chatki.
Zdjąłem buty i rozejrzałem się po salonie. Wszystko wyglądało tak, jak zawsze. Od lat nic się tu nie zmieniło. Zgasiłem wszystkie światła, a potem zapaliłem koniec mojej laski. Dziewczyny nie było nigdzie na dole. Wszedłem na górę. Nigdzie jednak jej nie widziałem. Dopiero, kiedy wszedłem do naszej sypialni, ujrzałem ją. Stała na balkonie w białej, zwiewnej sukience. Delikatny wiatr rozwiewał jej włosy, a księżyc rzucał srebrną poświatę. Wyglądała przepięknie. Aż mógłbym zakochać się w niej od nowa. Nie mogłem oderwać wzroku. Stałem tak, wpatrując się w narzeczoną. Po chwili odwróciła się, a ja ujrzałem jej uśmiech. Powoli wróciła do pokoju, zamykając za sobą drzwi prowadzące na balkon.
- Wszystko w porządku? - spytała zaniepokojona, gdy zauważyła, że w dalszym ciągu się w nią wpatruję.
- Jesteś piękna - wyszeptałem, na co dziewczyna odpowiedziała jeszcze piękniejszym uśmiechem.
Krążyłem wokół naszego domu, myśląc o wszystkim co może teraz przeżywać moja mała siostrzyczka. Może i nie byliśmy spokrewnieni przez krew, ale była ona dla mnie rodziną. Pierwszą osobą, którą mogłem tak nazwać.
Rodziców nie wspominam za dobrze. Matka zawsze chciała abym był kimś, kim nie jestem, a ojciec zawsze się z nią zgadzał. Jedynie babka stawała po mojej stronie. A dziadek? Zniknął, wmawiano mi, że nie żyje, ale ja czułem inaczej. Nie zmienia to faktu, że nigdy go nie poznałem. Czy za nim tęskniłem? Czy było mi go brak? Czy da się tęsknić za kimś kogo się nie zna? Nawet nie chciałem, żeby teraz nagle wrócił do mojego życia, o ile jeszcze był na tym świecie, a czułem, że tak. Ale może on wytłumaczyłby mi o co chodzi z tym "cudem"? Matka nigdy mi tego dokładnie nie wytłumaczyła, a babka powtarzała zawsze, że dziadek wie o tym najwięcej. Ja chciałem tylko wiedzieć o jednej rzeczy. Dlaczego akurat na mnie trafiło? Nigdy nie chciałem być kimś takim. Pomyśleć, że to niby na moich barkach ma spoczywać los świata? Pytanie tylko czy ja naprawdę w to wierzę? Cała ta historia wydaje mi się naciągana. Może i fakt, że moja magia jest silniejsza od innych. Może i fakt, że szybciej uczę się różnych jej rodzajów, zaklęć. Jednak nic nie jest dostatecznym powodem, aby sądzić, że jakiś cud ma z tym związek.
Usiadłem pod jednym z drzew, opierając się o jego trzon i spojrzałem w zachodzące słońce. Myślami starałem się być jak najdalej od starej rodziny. Nie udawało mi się to. Cały czas mi coś o niej przypominało. Teraz, kiedy zacząłem o tym głębiej myśleć, nie mogłem się uwolnić od niej. Wizerunki moich rodziców oraz babki prześladowały mnie, gdy tylko zamknąłem oczy. Nigdy nie powiedziałem Lucy o jednej rzeczy. Moja rodzina zginęła dziesięć lat temu. Zostali zamordowani przez wrogi klan. Dowiedziałem się o tym w wieku czternastu lat. Nie przeszkodziło mi to, jednak w kontynuowaniu nauki. Tak naprawdę nikt nie wiedział o tym, co stało się z moją rodziną. Nawet Isabelle dowiedziała się o tym dopiero kilka miesięcy temu. Pomyśleć, że to już cztery lata odkąd znowu mnie odnalazła.
Słońce zaszło już całkowicie. Czerwona poświata zniknęła, a zamiast niej nastała ciemność. Księżyc powoli wchodził na swoją nocną wartę. Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w ciszę. Do moich uszu nie dobiegał żaden dźwięk. Było tak spokojnie, jakby wszystkie zwierzęta zapadły w sen. Pomyślałem, że warto zrobić to samo.
Niechętnie wstałem i udałem się w stronę domu. Zauważyłem go od razu, kiedy wyszedłem z lasu. Był jedyną świecącą się rzeczą na tej polanie. Wiedziałem, że Isabelle jeszcze nie śpi. Czekała na mnie?
- Wróciłem - powiedziałem, wchodząc do chatki.
Zdjąłem buty i rozejrzałem się po salonie. Wszystko wyglądało tak, jak zawsze. Od lat nic się tu nie zmieniło. Zgasiłem wszystkie światła, a potem zapaliłem koniec mojej laski. Dziewczyny nie było nigdzie na dole. Wszedłem na górę. Nigdzie jednak jej nie widziałem. Dopiero, kiedy wszedłem do naszej sypialni, ujrzałem ją. Stała na balkonie w białej, zwiewnej sukience. Delikatny wiatr rozwiewał jej włosy, a księżyc rzucał srebrną poświatę. Wyglądała przepięknie. Aż mógłbym zakochać się w niej od nowa. Nie mogłem oderwać wzroku. Stałem tak, wpatrując się w narzeczoną. Po chwili odwróciła się, a ja ujrzałem jej uśmiech. Powoli wróciła do pokoju, zamykając za sobą drzwi prowadzące na balkon.
- Wszystko w porządku? - spytała zaniepokojona, gdy zauważyła, że w dalszym ciągu się w nią wpatruję.
- Jesteś piękna - wyszeptałem, na co dziewczyna odpowiedziała jeszcze piękniejszym uśmiechem.
六
Słuchałem cierpliwie, jak Akihito opowiadał niestworzone historie. Nie powiem, niektóre były nawet godne zainteresowanie, ale większość... Zaczynał mnie już lekko irytować. Postanowiłem, jednak być dla niego miły. Mógł się później przydać. Spojrzałem na zegarek, znajdujący się za chłopakiem. Było dopiero wpół do drugiej. Jeszcze co najmniej dwadzieścia minut muszę z nim spędzić. Od niechcenia wyjrzałem za okno.
Ku mojemu zdziwieniu znowu ujrzałem małą, białą plamkę. Dziewczyna wracała do budynku. Zdążyłem już zauważyć, że z ogrodu do naszych pokoi wiedzie w miarę długa droga. Wpadłem na pewien plan.
- Akihito - przerwałem koledze, jego jakże długi monolog. Najwyraźniej bardzo się zdziwił faktem, że potrafię mówić, bo spojrzał na mnie badawczo. Ja za to uśmiechnąłem się pod nosem. - Co ty na to, żeby trochę się rozerwać?
六
Ogród był naprawdę piękny. Mogłabym w nim zostać całą wieczność. Niestety czułam, że powinnam wracać. Nie miałam zbyt dobrej orientacji w terenie, więc nie zapuszczałam się zbyt daleko, a do tego nie miałam pojęcia, która była godzina. Wolałam nie spóźnić się już pierwszego dnia. Po drodze zatrzymałam się jeszcze przy różach. Były to moje ulubione kwiaty. Kochałam je za to, że z wierzchu były piękne, jednak skrywały w sobie kolce. Zupełnie jak ludzie. Z wierzchu byli piękni, ale w środku skrywali swoją prawdziwą naturę. Tacy byli zarówno magowie, jak i niemagiczni. Mika wychował mnie tak, abym nie oddzielała magów od innych ludzi. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Tak właśnie myślałam.
Przypomniałam sobie, że nie mam zielonego pojęcia, która jest godzina. Oderwałam się od kwiatów i szybko odwróciłam. Aż za szybko, bo przypadkiem w coś uderzyłam. Upadłam na ziemię, masując bolące czoło. Spojrzałam w górę. Rozdziawiłam usta ze zdziwienia. Przede mną stał blondyn, którego widziałam wcześniej. Wiedziałam od razu, że to on. Nikt inny nie miał takiego koloru włosów.
Ręce miał w kieszeniach spodni. Mrużył lekko oczy, wpatrując się we mnie. Jego wzrok mówił, żeby nie wchodzić mu w drogę. Speszona spuściłam wzrok. Czułam się strasznie głupio. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nagle ujrzałam czyjąś dłoń. Uniosłam spojrzenie. Przede mną, z wyciągniętą ręką, stał chłopak o ciemnej karnacji, zielonych oczach i włosach o kolorze identycznym do moich. Uśmiechał się szeroko. Wahałam się chwilę, ale skorzystałam z jego pomocy.
- Dz-dziękuję - wyszeptałam cicho, nie patrząc na żadnego z nich. Ziemia w tym momencie wydawała mi się o wiele ciekawsza. - I przepraszam.
Kątem oka zauważyłam, jak białowłosy chłopak szturcha delikatnie swojego kolegę. Ten spojrzał na niego zaskoczony, a po chwili przeniósł wzrok na mnie. Czułam jego spojrzenie na sobie. Oczy prześwietlały mnie całą.
- Nie szkodzi - powiedział w końcu. Ulżyło mi, ale mimo to popatrzyłam na niego zaskoczona. Ujrzałam wtedy dokładnie jego zielone oczy. To spojrzenie... było tylko barierą. Tak naprawdę za nią czaił się ktoś zupełnie inny. Nie mogłam teraz stwierdzić kto, ale wiedziałam, że tak jest. - To też po części moja wina.
- Ale... - zaczęłam, jednak przerwał mi.
- Nie ma żadnego ale. - Jego ton głosu był stanowczy, a twarz kamienna. Cały czas patrzyłam mu w oczy. On również nie odrywał ode mnie wzroku. Po chwili westchnął cicho i uśmiechnął się. Wyjął jedną rękę z kieszeni i podał mi ją. - Anthony Evans.
- Och... - Czułam się niezręcznie. Cała ta sytuacja wydawała mi się dziwna, ale uścisnęłam dłoń chłopaka. - Lucinda Salmela.
- A ja Akihito Kenta! - przedstawił się drugi chłopak. Zupełnie o nim zapomniałam. Cały czas się uśmiechał. Kąciki moich ust również lekko uniosły się. - Skoro już się poznaliśmy to może obejrzymy ogród, co?
- Nie mamy czasu na głupie oglądanie, Aki - stwierdził znudzony Anthony. Rękę znowu schował do kieszeni.
- Ale obiecałeś! - Akihio wyglądał na zwiedzonego.
Blondyn zaś wzruszył tylko ramionami. Burknął coś o tym, że zmarnowaliśmy już za dużo czasu i ceremonia zaraz się zacznie. Całą trójką ruszyliśmy w stronę drugiego budynku.
六
Nie tak wyobrażałem sobie spotkanie z nią, ale cóż. Przynajmniej udało mi się ją poznać. Były plusy. Mogłem dokładnie się jej przyjrzeć. Fioletowe oczy naprawdę hipnotyzowały. Ale Aki.. ten to się musiał wszędzie wtykać. Ech.. przynajmniej znałem dwie osoby. Może to mi się później przydać.
Jadalnia była rzeczywiście ogromna. Wielkie, długie stoły rozciągały się na całą salę. A na jej końcu znajdował się stół nauczycielski. Był on w prawdzie jeszcze pusty, ale uczniowie już się zbierali. Nie musieliśmy utrzymywać grup wiekowych ani umiejętnościowych, więc mogliśmy usiąść gdzie tylko chcieliśmy. Lucy wypatrzyła kilka wolnych miejsc. Skierowaliśmy się w stronę, którą pokazała. Miejsca te znajdowały się na środku sali, po lewej stronie, tuż przy ścianie. Akurat trafiło nam się okno, więc mieliśmy piękny widok na ogród. Naprawdę był wielki.
Po drodze do miejsca szturchnąłem się z kimś, jednak postanowiłem to zignorować. W końcu przechodziło tu wiele osób.
- Ej! Ty mały! - Usłyszałem za sobą. Odwróciłem się znudzony. Przede mną stał chłopak o ciemnoczerwonych włosach oraz brązowych włosach. Był ode mnie sporo wyższy i na pewno starszy. Wyglądał na poirytowanego. Pomyślałem, że to może być zabawne.
- Czego? - zapytałem, wpatrując się w niego morderczo. Chłopak zagotował się jeszcze bardziej.
- Mógłbyś okazać trochę szacunku starszym! Wypadałoby przeprosić, jeśli się na kogoś wpadło!
- To nie ja wpadłem na ciebie, tylko ty na mnie - sprostowałem.
- Ty mały...! - Podniósł mnie za koszulkę. To musiało go nieźle wkurzyć. W końcu zaczynało się robić ciekawie! Uśmiechnąłem się.
- Pokarz na co cię stać, dalej! - Czekałem na jego ruch. Nikt się nie przejmował takim małym zamieszaniem. W końcu ludzie mieli ważniejsze rzeczy na głowie, a na sali dalej był tłum łażących wszędzie uczniów.
六
- To nasze miejsca - Wskazałam z uśmiechem na trzy krzesła. Zdziwiła mnie tylko jedna rzecz. - Gdzie jest Tony?
- Co? - Aki rozejrzał się.
Blondyna nigdzie nie było. Musiał zgubić się gdzieś w tłumie. Zaczęłam go szukać wzrokiem. Po chwili go znalazłam. Jednak to co ujrzałam wcale mnie nie uszczęśliwiło. Zaczęłam biec w kierunku chłopaka. Kiedy byłam już dostatecznie blisko, zauważyłam co się działo.
Tony wisiał w górze, z rękami w kieszeniach. Widziałam jego plecy, ale zauważyłam, że trzymany był przez jakiegoś starszego chłopaka. Już chciałam zainterweniować, kiedy rozległ się słodki, dziewczęcy głos.
- Przestańcie!
Spojrzałam za Tony'ego i nieznajomego, który również się odwrócił. Za nim stała śliczna dziewczyna. Miała długie, brzoskwiniowe włosy, które okalały delikatnie jej twarz, na której świeciły niczym dwa szafiry niebieskie oczy. Starszak puścił blondyna i podszedł do dziewczyny. Tony upadł na podłogę, a ja od razu do niego podbiegłam. Uklękłam przy nim.
- Nic ci nie... jest? - Na jego twarzy widniał uśmiech rozbawienia. Naprawdę bawiła go taka sytuacja? Brakowało tylko, aby zaczął się śmiać na całą salę! Był niepoważny!
- W końcu wydarzyło się coś interesującego - powiedział radośnie i wstał.
W tym czasie podeszła do nas para nieznajomych. Dziewczyna uśmiechała się delikatnie, a chłopak patrzył oburzony w inną stronę. Również wstałam i spojrzałam na wciąż cieszącego się Tony'ego, a potem na dwójkę przybyszy.
- Przepraszam za jego zachowanie - mówiła dziewczyna. - Jest nam naprawdę przykro, że coś takiego się wydarzyło, prawda? - W tym momencie rzuciła chłopakowi mordercze spojrzenie.
- Yh... Tak. Sorry i w ogóle - odparł niechętnie.
- Nie ma sprawy - stwierdził radośnie Tony. - To było ciekawe!
Nieznajomi spojrzeli na niego przerażeni. Domyśliłam się, że zastanawiali się właśnie co to za czubek stoi prze nimi i się śmieje.
- Jestem Anthony Evans - powiedział, wyciągając przed siebie dłoń. Czerwonowłosy chłopak uścisnął ją i uśmiechnął się.
- Maurycy Iwański - odparł. - A to Annie Barthon, jesteśmy na drugim roku.
- Iwanski? - spytałam zaskoczona. Wiedziałam, że nie wymówiłam tego poprawnie, ale nie potrafiłam.
- Ach, tak. Pochodzę z innego kraju, dlatego mam takie dziwne nazwisko. Mówicie mi Maurycy.
- I wszystko jasne - stwierdziłam. - Lucinda Salmela.
- Witamy w Akademii - Annie uśmiechnęła się i wraz z Maurycym odeszli.
- Zabawni są. - Dalej byłam w szoku, że Tony tak uważał.
Ruszyliśmy w stronę miejsc, które zajął nam Aki. Usiedliśmy i czekaliśmy co dalej nas spotka.
六
Po niedługiej chwili na salę wszedł dyrektor. Znowu ten wkurzający gościu - pomyślałem. O dziwo na sali zrobiło się zupełnie cicho. Wszyscy czekali, aż nauczyciele coś powiedzą.
- Witam was wszystkich i każdego z osobna - zaczął dyrektor. - Dziś jest wasz pierwszy dzień w Akademii, mam nadzieję, że spędzicie go dobrze, tak samo jak i kolejne. Bawcie się! Ale nie zapominajcie o lekcjach, które zaczną się już za tydzień. Mam nadzieję, że trzecioklasiści już wybrali na jakie zajęcia będą uczęszczać. Drugo i pierwszoklasiści mają wszystkie lekcje zgodnie z planem. Tak samo klasy powyżej trzeciej. Oczywiście nie wliczają się w to wasze coetusy. Pamiętajcie, że zajęć w coetusach macie mniej, ale mogą się one okazać ważniejsze. To chyba tyle na wstępie. Chciałbym jeszcze przywitać naszą kadrę nauczycielską. Więc, witam serdecznie. - W tym momencie na sali rozległy się oklaski. - Coś jeszcze? Hmm.. chyba nie... - Jakaś nauczycielka wstała i wyszeptała coś do ucha dyrektorowi. - Ach, zapomniałbym! Nazywam się Ichiro Oichi i jestem waszym dyrektorem. Każdy z pierwszorocznych miał mnie już szanse poznać, więc wszyscy mnie znają. Teraz możemy przejść do kolacji. Smacznego!
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
O moj Boże.. Poproszę o brawa! W końcu coś napisałam! Kit z tym, że pisałam to od około pierwszej, a mamy właśnie 3:17.. co z tego, że nie śpię po nocach tylko oglądam anime... Co z tego, że zamiast tego mogłabym napisać więcej rozdziałów...
A tak serio to nie mogłaby... Głównie dlatego, że nie mam.. motywacji. Po prostu jej mi brakuje. Dlatego naprawdę proszę Was o choć mały, krótki komentarz (ja pierdziu.. komentarz nie może być mały .__.). To naprawdę wiele dla mnie znaczy, jeśli dostanę jakikolwiek.
A tak z innej strony, to Magic ma już prawie 4500 wyświetleń *.* Wow.. jesteście niesamowici! Kocham Was ♥
No akcja leci powoli do przodu...
Z czego bardzo się cieszę ^^
Ogółem to mam nadzieję, że spodoba Wam się to opowiadanie w całości, bo mam na nie już nawet ciekawy plan.
No nic muszę już kończyć, bo jednak wypadałoby iść spać.
Wiem, że pewnie oczekiwaliście dłuższego rozdziału.. a Wasze minki wyglądają teraz mniej więcej tak:
Ale ja też w sumie wyglądam ostatnio cały czas tak:
I już nie chodzi o brak motywacji.. Ogółem po prostu nie mam za ciekawych dni, mimo wszystko... Pisanie, czy oglądanie anime, czytanie książek czy Waszych opowiadań, odciąga mnie od tego.. Ale z tego wszystkiego oglądam tylko anime.. Dlaczego? Pisanie - nie mam motywacji do pisania. Czytanie książek - w sumie nie wiem ;x Muszę w końcu "Zwiadowców" przeczytać x.x A co do Waszych opowiadań to trudno mi za to się zabrać. Wiem, że obiecałam, że we wakacje skomentuję i przeczytam.. ale to takie trochę trudne.. Nie wiem czy większość z Was jeszcze pamięta o takiej jednej Manii, która kiedyś czytała opowiadania. Ale.. na pewno je przeczytam. I na pewno je skomentuję. Nie wiem jeszcze kiedy, ale zrobię to! Tak samo jak napiszę kolejny rozdział tu i na We live... hahah... ale serio. Napiszę. Kiedyś. Ale. Napiszę.
A teraz już lecę!
Buziaki i Dobranoc!
A tak w ogóle to kto się cieszy, że wstałam z martwych? :D





