piątek, 20 lutego 2015

Memoria IV - Is iustus felicis.

"Jeśli chce się być szczęśliwym, nie wolno gmerać w pamięci."



                   Kiedy się obudziłam, słońce było już wysoko na niebie, a z dołu dochodziły hałasy porannej krzątaniny. Przeciągnęłam się i wyskoczyłam z łóżka. Jak zawsze byłam pełna energii. Szybko poszłam do łazienki. Załatwiłam poranną toaletę i wróciłam do pokoju. Założyłam na siebie białą sukienkę na ramiączkach, sięgającą kolan z niebieską kokardką przewiązaną pod piersiami. Rozczesałam długie włosy. Przejrzałam się w lustrze. Jak zawsze białe kosmyki opadały delikatnie na moją okrągłą twarz, tworząc coś w rodzaju grzywki. Zastanawiało mnie dlaczego moja cera była taka blada. Duże oczy o fioletowej barwie zupełnie do niej nie pasowały. Do tego mały nos i małe lekko różowe usta. Wydawało mi się, że wyglądam dziwnie. Zastanawiało mnie też, kiedy urosną mi piersi. Isabelle musiała "poprawić" sukienki, które mi dała, żeby na mnie pasowały. Chyba sprawiało jej to lekki kłopot, a ja nie chciałam dokładać jej pracy.
                   Skocznym krokiem zeszłam do kuchni. Kobieta o różowych włosach, związanych w kitkę stała przy kuchence i coś na niej smażyła. Tak ładnie pachnie - pomyślałam i podeszłam bliżej. Isabelle nuciła pod nosem piosenkę, a ja usiadłam przy stole. Mikaela, jak zawsze, nie było w pobliżu. W sumie to każdy nasz dzień się tak zaczynał.
 - Wcześnie dziś wstałaś - powiedziała Bella wesoło. Wyczułam, że miała dzisiaj bardzo dobry humor. - Jest dopiero ósma.
 - Naprawdę? - zdziwiłam się i wyciągnęłam na stole. Rzadko kiedy zdarzało mi się wstawać, aż tak wcześnie.
                   Isabelle mieszkała z nami już od pięciu lat. Na początku byłam dość nieufna w stosunku do niej. Braciszek bardzo dużo mi o niej opowiadał. Mówił jaką jest dobrą osobą. Moja podejrzliwość co do Belli szybko minęła. Bardzo ją polubiłam. Opiekowała się mną. Była częścią mojej rodziny.
 - Braciszek powinien niedługo wrócić, prawda, Isi? - spytałam. Kiwnęła głową.
 - Tak, niedługo powinien być.
                   Od kiedy Isabelle z nami zamieszkała, Mika zaczął częściej znikać rano. Wtedy zawsze siedziałam z Bellą. Jeszcze bardziej się do niej przywiązywałam. Braciszek nigdy nie powiedział mi, gdzie wychodzi. Wydawało mi się, że nawet Isabelle nie wiedziała. W sumie to dziwny był dla mnie fakt, że jeszcze nie byli małżeństwem. Byli zaręczeni od dwóch lat.


                   Mikael wrócił o wiele później niż zawsze. Dopiero po południu. Kiedy tylko przekroczył próg domu, pobiegłam się z nim przywitać. Isabelle zaś była na niego wściekła. Zrobiła mu niezłą awanturę, ale ostatecznie i tak się pogodzili. Siedzieliśmy teraz w salonie. Braciszek i Bella rozmawiali, a ja czytałam książkę. 
                   Tak naprawdę to od pewnego czasu myślami byłam gdzie indziej. Przerwałam czytanie. Przypomniałam sobie o czymś, o czym kiedyś opowiadał mi Mika. Już dawno miałam go o to zapytać, ale zawsze zapominałam. Teraz jednak był odpowiedni moment.
 - Braciszku - zaczęłam niepewnie. Przerwał rozmowę i spojrzał na mnie pytająco. - Pamiętasz, jak byłam mniejsza to opowiedziałeś mi kiedyś o pewnej szkole.
                   Jego niebieskie oczy gwałtownie się rozszerzyły. Za to Isabelle spojrzała na mnie łagodnie. Jej różowe tęczówki zabłysły.
 - Wiesz ta szkoła... nieważne co mówiłem - powiedział.
 - Dlaczego nieważne? - Isi skarciła go wzrokiem. - Nie chcesz posłać Lucy do Akademii?  
 - Nie o to chodzi. - Spojrzałam na niego. Wpatrywał się w podłogę. 
 - Myślałam, że chcesz zapewnić jej jak najlepsze wykształcenie! - mówiła Isabelle. - Nigdzie nie dostanie lepszego niż w Akademii, nawet od ciebie.
                   Pierwszy raz się tak kłócili. Byli spokojni. Oboje. Nie krzyczeli. Można by powiedzieć, że to była prosta wymiana zdań, ale jednak tak nie było.
 - Wiem - odparł. Wydawało mi się, że nie do końca wie, co chce powiedzieć. - Porozmawiamy o tym później, dobrze?
                   Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. Jego oczy wyglądały na zmęczone. Odwzajemniłam tylko uśmiech i wróciłam do książki. Wiedziałam, że jeśli powiedział, że później porozmawiamy, to tak się stanie.


                   Nie chodziło o to, że nie chciałem, aby Lucy poszła do Akademii Lucem. Po prostu nie mogłem oswoić się z myślą, że mnie opuści. Za bardzo się do niej przyzwyczaiłem. Była jedyną bliską mi osobą przez dwa lata - wtedy, kiedy myślałem, że jestem sam. Wychowywałem ją od dziecka. Może nie od dnia jej narodzin, ale jednak nadal od dziecka. Przywiązałem się do niej. Bardzo. Chciałem, aby zawsze przy mnie była. Tak samo jak Isabelle. Byłem szczęśliwy, mając je obie przy sobie. Dwie najbliższe mi osoby mieszkały ze mną. Chciałem, aby było tak zawsze. Jednak Lucy dorastała. Czas mijał. Nie mogłem tego zatrzymać. Wiedziałem, że kiedyś nadejdzie ten dzień. I wiedziałem, że Isabelle stanie wtedy po stronie dziewczynki. Kochała ją tak samo jak ja. Chciała dla niej jak najlepiej. Mimo przywiązania, myślała racjonalnie. Chciała wysłać Lucy do Akademii. Wiedziała, że tam dziewczynka spędzi kilka szczęśliwych lat i nauczy się kontrolować swoje moce. Tym bardziej, że jej moc była silniejsza niż innych. Wiedziałem, że ja nie potrafiłbym wszystkiego jej nauczyć. 
                   Isabelle zeszła na dół. Upewniła się, że Lucy śpi i wróciła do mnie. Atmosfera przez cały czas była lekko napięta. Czułem, że Isi była na mnie zła. W sumie to nie dziwiłem jej się. Miała prawo być zdenerwowana. Usiadła obok mnie na sofie. Nie odezwała się. Postanowiłem przerwać ciszę.
 - To nie tak, że nie chcę, aby Lucy miała dobre wykształcenie. - Patrzyłem na Bellę. Ona zaś wpatrywała się w podłogę. Nie chciała na mnie patrzeć. Kontynuowałem. - Po prostu... Boję się tego. Nie chcę znowu przechodzić przez to samo. Nie chcę, aby ludzie, których kocham, do których się przywiązałem mnie opuścili i zapomnieli... Nie chcę znów być sam.
                   Isabelle złapała moje dłonie i spojrzała mi w oczy. Wdziałem jej zmartwione spojrzenie.
 - Nigdy nie zostaniesz sam! - mówiła spokojnie. - Zawsze będę przy tobie! Lucy również. Zrozum, że ona dorasta... Kiedyś będzie musiała odejść i zacząć nowe życie, ale to nie oznacza, że o tobie zapomni! Fakt, nie możesz jej mieć wiecznie przy sobie, ale zawsze będziesz w jej sercu. Tak samo w moim. 
                   Jej słowa sprawiły, że od razu poczułem się lepiej. Dodały mi otuchy.
 - Naprawdę zawsze przy mnie będziesz - zapytałem cicho.
 - Naprawdę - odpowiedziała i wtuliła się we mnie. 
                   Objąłem ją delikatnie. Tak bardzo się cieszyłem, że była obok mnie. 


                   Pierwszy raz Mikael był w domu od rana. Siedzieli z Isabelle na kanapie. Od razu pobiegłam się do nich przytulić. Wepchnęłam się pomiędzy nich. Zawsze tak siedzieliśmy. 
 - Lucy - zaczął Mika, a ja spojrzałam uważnie na niego - razem z Isabelle postanowiliśmy, że wyślemy cię do Akademii Lucem.
                   Uśmiechnęłam się szeroko. Kiwnęłam głową. Bella pogłaskała mnie po głowie. 


                   Akademia znajdowała się w Lucem. W mieście, które znajdowało się w kraju magów. Nie do końca to wszystko rozumiałam, ale Isabelle powiedziała, że wszystkiego i wiele więcej dowiem się w szkole.
                   Mikael i Bella odwieźli mnie do akademii. Na placu przed wielkimi schodami prowadzącymi do drzwi wejściowych, było wielu ludzi. Nowi uczniowie i uczniowie ze starszych klas wraz z rodzinami. Mika opowiedział mi, że w tej szkole uczniów dzieli się na coetus'y, czyli tak zwane grupy. Są one dobierane pod względem wieku i umiejętności. Tak naprawdę zawsze możesz trafić do innej grupy. Wcześniej nie nazywał ich coetus. Ale niektórych przedmiotów coetus'y nie obowiązywały. W sumie to tylko przedmioty, w których potrzebna była magia wymagały takich grup. Inne - bez magi - były dobierane pod względem wieku. Było sześć coetus'ów i klas. Braciszek i Isi powiedzieli, że nieważne jest to, do której coetus trafię. Ważne, abym była zadowolona.
                   Przyszedł czas na pożegnanie. Za chwilę nowi uczniowie mieli zostać przydzieleni do grup. Nie chciałam żegnać się z nimi. 
 - No to co, maluszku. Napisz do nas od czasu do czasu - powiedziała Bella i przytuliła mnie.
 - Ale wy też będziecie do mnie pisać? - zapytałam szybko.
 - Oczywiście, że tak - odparł Mikael. - Ucz się pilnie i nie sprawiaj problemów, żeby twój braciszek nie musiał się za ciebie wstydzić.
                   Z uśmiechem "pogroził" mi palcem.
 - Kochamy cię - powiedzieli razem.
 - Ja was też!
                   Pojechali, a ja zostałam sama z torbą. Sama pośród nieznanych mi ludzi. Tu miało zacząć się moje nowe życie. Miałam nadzieję, że będzie dobrze.
                   Nauczyciele ustawili nas w rzędzie. Starszych zaś skierowali od razu do pokoi. Przez całe sześć lat mieliśmy mieć te same pokoje, więc nie był to problem dla starszaków.
                   Kolejka szła dość szybko. Tak naprawdę to nie musiałam za długo czekać. Niepewnie podeszłam do stolika, przy którym siedział jeden z nauczycieli. Spojrzał na mnie. Trochę się bałam, a on chyba to wyczuł, bo powiedział łagodnie:
 - Nie musisz się bać. 
                   Uśmiechnęłam się lekko. Ton jego głosu był taki uspokajający.
 - Podejdź bliżej i spójrz mi w oczy. - Wykonałam polecenie. Nie wiedziałam dlaczego akurat coś takiego. Nauczyciel po chwili zaczął coś pisać w notesie. Później to samo przepisał na kartkę. - Witam nowego maga wody i powietrza. - Uśmiechnął się. - Mogę poznać twoje imię?
 - Lucinda Salmela - powiedziałam. 
                   Mężczyzna tylko uśmiechnął się i podał mi kartkę.
 - Gratuluję, coetus trzeci.
                   Podziękowałam i ruszyłam w kierunku, który mi wskazał.
                   Na górze, przed wielkimi wrotami, które były teraz otwarte, stała starsza pani. Również jedna z nauczycielek. Podała mi klucz do pokoju i wskazała drogę.
                   Przed wejściem, obejrzałam się jeszcze. Spojrzałam na kolejkę. Dalej było tam wiele osób. A moją uwagę przykuła jedna z nich.
                   Dlaczego ten chłopak miał blond włosy?

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Hej!
No to moi mili przenieśliśmy się w czasie! xD Chodzi o to, że zrobiłam przeskok w wieku bohaterów. Taak... Lucy jeszcze w poprzednim rozdziale miała 5 lat, a teraz ma 12 lat xd 
Ogółem w spisie treści ten rozdział jest zapisany jako rozdział I księgi II, ale ogółem ponumerowałam go jako IV rozdział... żeby nikt się nie pogubił widząc np. 5 rozdziałów I xd 
Ale zmierzam do tego, że co księgę planuję taki "przeskok" w wieku bohaterów. Co kilka lat lub co rok... zobaczymy. 
Ogółem księgi nie wiem w sumie ile będą miały rozdziałów... Zobaczymy, nie wiem też ile będzie ksiąg >.< Wyjdzie w praniu xD
Swoją drogą ma ktoś pomysły jakie lekcje mogą się odbywać w Akademii magów? Bo kurcze to jedyna rzecz, o której nie pomyślałam >.< W sumie mam kilka.. szczerze to zaczerpniętych z Harry'ego Pottera, ale pasują tutaj... Jeśli ktoś ma jakieś pomysły to proszę pisać ^.^
No i to by było chyba na tyle xd 
Pozdrawiam! 
Bye, bye!

sobota, 7 lutego 2015

Memoria III - Accipies vellem dolor tuus.

"Ból przecierpiałeś, przecierp teraz szczęście."



                   Czy to właściwy moment?
                   Muszę w końcu to zrobić, ale czy akurat teraz?
                   Szykowałem kolację, a Lucy bawiła się w salonie. Wyglądała na szczęśliwą, więc myśli o tym, żeby w końcu z nią porozmawiać zaczęły coraz bardziej dręczyć moją głowę. Wiedziałem, że muszę to zrobić, ale uciekałem od tego, chciałem jak najbardziej to przedłużać. Po prostu nie wiedziałem jak mam jej to powiedzieć. Chciałem z nią porozmawiać o rodzicach i magii, ale nie potrafiłem się do tego zabrać. Miałem zamiar nauczyć małą wszystkiego, a nie umiałem nawet zacząć rozmowy na ten temat.
                   Poczułem jak ktoś ciągnie mnie za rękaw. Spojrzałem w dół. Lucy wpatrywała się we mnie swoimi fioletowymi oczkami. Zrobiła grymas i powiedziała:
 - Coś się pali.
 - Co...? - Przeniosłem szybko wzrok na patelnie, na której smażyła się nasza kolacja. - Cholera - zakląłem cicho.
                   Na szczęście jedzenie nie przypaliło się tak bardzo. Jednak był to dla mnie znak, że muszę porozmawiać z Lucy. Inaczej, przez moją nieuwagę, może stać się coś o wiele gorszego.


                   Tego wieczoru, jak co dzień czytaliśmy razem bajkę.
                   Gdy skończyliśmy, nie sięgnąłem po drugą, co wywołało u Lucy wielkie zdziwienie. Uśmiechnąłem się do niej lekko.
 - Posłuchaj, Lucy, dzisiaj chciałem z tobą porozmawiać - zacząłem spokojnie. Dziewczynka dalej patrzyła na mnie zdziwiona. Nic nie odpowiedziała. - Pamiętasz, jak opowiedziałem ci moją historię? - Kiwnęła powoli głową. - Chciałbym się teraz dowiedzieć czegoś o tobie. Chciałbym wiedzieć czy coś pamiętasz. 
                   Zdziwienie przeobraziło się w smutek. Widziałem, że była bliska płaczu.
 - Lucy... - zacząłem, lecz dziewczynka mi przerwała.
 - Naprawdę nie wiem czemu rodzice mnie zostawili - mówiła, płacząc. - Mama mówiła straszne rzeczy. Wcześniej było dobrze. A po chwili mój pokój był cały zimny. Tata powiedział, że to lód. Później oboje powiedzieli, że jestem potworem. Zostawili mnie. A to wszystko, że moje włosy się zmieniły! Wcześniej były inne. Takie same jak mojej mamy. Przynajmniej tak mi się wydaje... Nie pamiętam rodziców.
                   Rozpłakała się na dobre, a ja siedziałem bezruchu. Gdy tylko się ocknąłem, od razu ją przyciągnąłem do siebie i mocno przytuliłem. Próbowałem jakoś uspokoić. Ludzie bez talentu naprawdę są okrutni. Mówić takie rzeczy zaledwie pięcioletniemu dziecku i to w dodatku własnemu! Patrząc na Lucy, chciałem zabrać cały ten ból od niej. Dlaczego taka młoda dziewczynka musi tak cierpieć? 
                   Uspokoiła się po dłuższej chwili. Miałem ochotę już więcej o tym nie rozmawiać, ale wiedziałem, że będzie lepiej, jak już zamknę ten temat.
 - Chciałbym z tobą porozmawiać o twojej mocy. Pewnie jej nie rozumiesz, w końcu jesteś jeszcze malutka, ale im szybciej przebrniemy przez tę rozmowę tym lepiej. - Lucy kiwnęła głową. Jej oczy były czerwone od płaczu. Odetchnąłem ciężko i zacząłem mówić: - Moc, którą posiadasz nazywana jest talentem. Jak pewnie zdążyłaś się zorientować, ja również ten talent posiadam. Co prawda trochę różniący się, w końcu opowiadałem ci o "cudzie" i tak dalej. Ale mniejsza w to, skupmy się na tobie. Zauważyłem, że często mówisz o lodzie z czego wynika, że twoją magią pochodnią jest lód. Dlatego mogę z pewnością powiedzieć, że należysz do magów wody. Woda swoją drogą to bardzo ciekawy żywioł. Potrafi leczyć i zabijać, a doświadczeni użytkownicy potrafią nawet władać krwią ludzką czy innych stworzeń. Ale to też mało ważne. Chcę pomóc ci zrozumieć twój talent i władać nim. 
 - Pomożesz mi zrozumieć dlaczego rodzice mnie zostawili? - zapytała głosem pełnym nadziei.
                   Westchnąłem i odwróciłem wzrok.
 - Sam chciałbym się tego dowiedzieć - powiedziałem cicho.
                   Kątem oka zauważyłem, że Lucy wbiła tępo wzrok w prześcieradło. Nie wiedziałem co powiedzieć, żeby ją pocieszyć. Mogłem tylko tak siedzieć i patrzeć jak Lucy cierpi. Nie wiedziałem co się działo wewnątrz jej. 
 - Opowiesz mi coś więcej o magii? - spytała po chwili, która wydała mi się wiecznością.
                   Od razu jakby się ożywiłem. Jakby ktoś zerwał ze mnie wiążące zaklęcie.
 - Oczywiście! - odparłem radośnie. - Ale... jutro, teraz chodźmy spać.
 - Okej.
                   Uśmiechnęła się i położyła. Również wykonałem tą samą czynność. Przykryłem nas kołdrą i zamknąłem oczy, próbując zasnąć.


                   Następnego dnia opowiadałem Lucy o magii.
 - Istnieją trzy główne rodzaje magii oraz wiele pobocznych. Głównymi są oczywiście magia biała, czarna i neutralna. Opisywać ich chyba nie muszę. - Kiwnęła głową. - Pobocznymi rodzajami magii jest magia żywiołów, pochodnia, duchowa, lecznicza, zmiennokształtnych, przywoływaczy. Magie te można zaliczyć do każdego rodzaju. Ale jest też jedna magia, którą zaliczyć można jedynie do czarnej. Jest to magia zabójców. Nie będę opisywać każdej z magii, bo tego dowiesz się później. W sumie to by było na tyle. To wszystko co musisz wiedzieć w tym wieku o magii.
 - Ale... dlaczego teraz nic się nie dzieje? Wcześniej cały mój pokój nagle okrył lód, a teraz nie umiem nic zrobić. Czemu? - Zdziwiły mnie te pytania. Nie znałem na nie odpowiedzi.
 - Przepraszam, ale nie wiem... Tak naprawdę nie musisz czarować w tak młodym wieku, nikt od ciebie tego nie wymaga. Spokojnie, twój talent nie zniknął. W końcu kolor twych włosów pozostał biały.
 - Dlaczego się zmienił? Wcześniej był brązowy! - Kolejne pytania... przynajmniej na te znałem odpowiedź.
 - Spokojnie - Spojrzałem małej w oczy - to normalne. U magów z rodziny bez talentu tak jest. Kolor włosów zmienia się po skończeniu piątego roku życia. Właśnie w taki sposób rozpoznaje się magów, po ich kolorze włosów. Mamy je bardzo dziwne. Ale biały i różowy oznaczają coś niezwykłego. Magowie o różowej barwie włosów najczęściej pochodzą z rodzin, w których wszyscy byli magami. Ich talent lekko się wywyższa. Za to osoby o białej barwie są w sumie przypadkami. Nie jest to uzasadnione czemu tak się dzieje. Po prostu osoby o takich włosach jak ty mają moc większą od zwykłych magów czy tych pełnokrwistych. 
 - Ale ty masz niebieskie... - zaczęła Lucy.
 - Ja jestem trochę inny - przerwałem jej. - Jestem cudem, a to nie oznacza, że muszę się jakoś wyróżniać. Wystarczy, że moja magia jest potężniejsza od wszystkich magów. Szczerze to nie mam pojęcia dlaczego akurat na mnie padło. Ale cóż, widocznie tak musiało być. W sumie to nie wiem czy mi to pasuje. Nigdy jeszcze nie uratowałem świata. W końcu nie ma przed czym. Chcesz wiedzieć coś jeszcze? - zapytałem, drapiąc się po potylicy.
 - Nie... - odparła cicho.
 - Dobrze.
                   Uśmiechnąłem się ciepło, na widok czego kąciki ust Lucy uniosły się. Wiedziałem, że teraz będzie już wszystko dobrze. Teraz mogła już spokojnie o tym zapomnieć.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Jeju... nie wiem co jest ze mną nie tak.
Mam zapał do pisania i w pewnym momencie, gdy je przerwę (np. przez szkołę czy coś) na dłuższy czas - kilka dni - to mój cały zapał znika i nie mogę się do tego zabrać ponownie T.T
Ale co zrobić...
Wiem, że ten rozdział jest mega krótki, ale w sumie to taki powinien być. Kolejny mam nadzieję, że będzie dłuższy ^^ No i w sumie to jest rozdział kończący I księgę ;> 
Mam nadzieję, że Wam się spodobał!
Swoją drogą to planuję w niedalekiej przyszłości (może za tydzień - w ferie) założyć 3 bloga. Tym razem będzie on z one-shotami. Będę tam zamieszczać wszystkie krótkie opowiadania, które nie będą miały nawiązania do fabuły Magic is like destiny ani We live as we dream. 
Pozdrawiam!