四
Kiedy się obudziłam, słońce było już wysoko na niebie, a z dołu dochodziły hałasy porannej krzątaniny. Przeciągnęłam się i wyskoczyłam z łóżka. Jak zawsze byłam pełna energii. Szybko poszłam do łazienki. Załatwiłam poranną toaletę i wróciłam do pokoju. Założyłam na siebie białą sukienkę na ramiączkach, sięgającą kolan z niebieską kokardką przewiązaną pod piersiami. Rozczesałam długie włosy. Przejrzałam się w lustrze. Jak zawsze białe kosmyki opadały delikatnie na moją okrągłą twarz, tworząc coś w rodzaju grzywki. Zastanawiało mnie dlaczego moja cera była taka blada. Duże oczy o fioletowej barwie zupełnie do niej nie pasowały. Do tego mały nos i małe lekko różowe usta. Wydawało mi się, że wyglądam dziwnie. Zastanawiało mnie też, kiedy urosną mi piersi. Isabelle musiała "poprawić" sukienki, które mi dała, żeby na mnie pasowały. Chyba sprawiało jej to lekki kłopot, a ja nie chciałam dokładać jej pracy.
Skocznym krokiem zeszłam do kuchni. Kobieta o różowych włosach, związanych w kitkę stała przy kuchence i coś na niej smażyła. Tak ładnie pachnie - pomyślałam i podeszłam bliżej. Isabelle nuciła pod nosem piosenkę, a ja usiadłam przy stole. Mikaela, jak zawsze, nie było w pobliżu. W sumie to każdy nasz dzień się tak zaczynał.
- Wcześnie dziś wstałaś - powiedziała Bella wesoło. Wyczułam, że miała dzisiaj bardzo dobry humor. - Jest dopiero ósma.
- Naprawdę? - zdziwiłam się i wyciągnęłam na stole. Rzadko kiedy zdarzało mi się wstawać, aż tak wcześnie.
Isabelle mieszkała z nami już od pięciu lat. Na początku byłam dość nieufna w stosunku do niej. Braciszek bardzo dużo mi o niej opowiadał. Mówił jaką jest dobrą osobą. Moja podejrzliwość co do Belli szybko minęła. Bardzo ją polubiłam. Opiekowała się mną. Była częścią mojej rodziny.
- Braciszek powinien niedługo wrócić, prawda, Isi? - spytałam. Kiwnęła głową.
- Tak, niedługo powinien być.
Od kiedy Isabelle z nami zamieszkała, Mika zaczął częściej znikać rano. Wtedy zawsze siedziałam z Bellą. Jeszcze bardziej się do niej przywiązywałam. Braciszek nigdy nie powiedział mi, gdzie wychodzi. Wydawało mi się, że nawet Isabelle nie wiedziała. W sumie to dziwny był dla mnie fakt, że jeszcze nie byli małżeństwem. Byli zaręczeni od dwóch lat.
四
Mikael wrócił o wiele później niż zawsze. Dopiero po południu. Kiedy tylko przekroczył próg domu, pobiegłam się z nim przywitać. Isabelle zaś była na niego wściekła. Zrobiła mu niezłą awanturę, ale ostatecznie i tak się pogodzili. Siedzieliśmy teraz w salonie. Braciszek i Bella rozmawiali, a ja czytałam książkę.
Tak naprawdę to od pewnego czasu myślami byłam gdzie indziej. Przerwałam czytanie. Przypomniałam sobie o czymś, o czym kiedyś opowiadał mi Mika. Już dawno miałam go o to zapytać, ale zawsze zapominałam. Teraz jednak był odpowiedni moment.
- Braciszku - zaczęłam niepewnie. Przerwał rozmowę i spojrzał na mnie pytająco. - Pamiętasz, jak byłam mniejsza to opowiedziałeś mi kiedyś o pewnej szkole.
Jego niebieskie oczy gwałtownie się rozszerzyły. Za to Isabelle spojrzała na mnie łagodnie. Jej różowe tęczówki zabłysły.
- Wiesz ta szkoła... nieważne co mówiłem - powiedział.
- Dlaczego nieważne? - Isi skarciła go wzrokiem. - Nie chcesz posłać Lucy do Akademii?
- Nie o to chodzi. - Spojrzałam na niego. Wpatrywał się w podłogę.
- Myślałam, że chcesz zapewnić jej jak najlepsze wykształcenie! - mówiła Isabelle. - Nigdzie nie dostanie lepszego niż w Akademii, nawet od ciebie.
Pierwszy raz się tak kłócili. Byli spokojni. Oboje. Nie krzyczeli. Można by powiedzieć, że to była prosta wymiana zdań, ale jednak tak nie było.
- Wiem - odparł. Wydawało mi się, że nie do końca wie, co chce powiedzieć. - Porozmawiamy o tym później, dobrze?
Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. Jego oczy wyglądały na zmęczone. Odwzajemniłam tylko uśmiech i wróciłam do książki. Wiedziałam, że jeśli powiedział, że później porozmawiamy, to tak się stanie.
Pierwszy raz się tak kłócili. Byli spokojni. Oboje. Nie krzyczeli. Można by powiedzieć, że to była prosta wymiana zdań, ale jednak tak nie było.
- Wiem - odparł. Wydawało mi się, że nie do końca wie, co chce powiedzieć. - Porozmawiamy o tym później, dobrze?
Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. Jego oczy wyglądały na zmęczone. Odwzajemniłam tylko uśmiech i wróciłam do książki. Wiedziałam, że jeśli powiedział, że później porozmawiamy, to tak się stanie.
四
Nie chodziło o to, że nie chciałem, aby Lucy poszła do Akademii Lucem. Po prostu nie mogłem oswoić się z myślą, że mnie opuści. Za bardzo się do niej przyzwyczaiłem. Była jedyną bliską mi osobą przez dwa lata - wtedy, kiedy myślałem, że jestem sam. Wychowywałem ją od dziecka. Może nie od dnia jej narodzin, ale jednak nadal od dziecka. Przywiązałem się do niej. Bardzo. Chciałem, aby zawsze przy mnie była. Tak samo jak Isabelle. Byłem szczęśliwy, mając je obie przy sobie. Dwie najbliższe mi osoby mieszkały ze mną. Chciałem, aby było tak zawsze. Jednak Lucy dorastała. Czas mijał. Nie mogłem tego zatrzymać. Wiedziałem, że kiedyś nadejdzie ten dzień. I wiedziałem, że Isabelle stanie wtedy po stronie dziewczynki. Kochała ją tak samo jak ja. Chciała dla niej jak najlepiej. Mimo przywiązania, myślała racjonalnie. Chciała wysłać Lucy do Akademii. Wiedziała, że tam dziewczynka spędzi kilka szczęśliwych lat i nauczy się kontrolować swoje moce. Tym bardziej, że jej moc była silniejsza niż innych. Wiedziałem, że ja nie potrafiłbym wszystkiego jej nauczyć.
Isabelle zeszła na dół. Upewniła się, że Lucy śpi i wróciła do mnie. Atmosfera przez cały czas była lekko napięta. Czułem, że Isi była na mnie zła. W sumie to nie dziwiłem jej się. Miała prawo być zdenerwowana. Usiadła obok mnie na sofie. Nie odezwała się. Postanowiłem przerwać ciszę.
- To nie tak, że nie chcę, aby Lucy miała dobre wykształcenie. - Patrzyłem na Bellę. Ona zaś wpatrywała się w podłogę. Nie chciała na mnie patrzeć. Kontynuowałem. - Po prostu... Boję się tego. Nie chcę znowu przechodzić przez to samo. Nie chcę, aby ludzie, których kocham, do których się przywiązałem mnie opuścili i zapomnieli... Nie chcę znów być sam.
Isabelle złapała moje dłonie i spojrzała mi w oczy. Wdziałem jej zmartwione spojrzenie.
- Nigdy nie zostaniesz sam! - mówiła spokojnie. - Zawsze będę przy tobie! Lucy również. Zrozum, że ona dorasta... Kiedyś będzie musiała odejść i zacząć nowe życie, ale to nie oznacza, że o tobie zapomni! Fakt, nie możesz jej mieć wiecznie przy sobie, ale zawsze będziesz w jej sercu. Tak samo w moim.
Jej słowa sprawiły, że od razu poczułem się lepiej. Dodały mi otuchy.
- Naprawdę zawsze przy mnie będziesz - zapytałem cicho.
- Naprawdę - odpowiedziała i wtuliła się we mnie.
Objąłem ją delikatnie. Tak bardzo się cieszyłem, że była obok mnie.
四
Pierwszy raz Mikael był w domu od rana. Siedzieli z Isabelle na kanapie. Od razu pobiegłam się do nich przytulić. Wepchnęłam się pomiędzy nich. Zawsze tak siedzieliśmy.
- Lucy - zaczął Mika, a ja spojrzałam uważnie na niego - razem z Isabelle postanowiliśmy, że wyślemy cię do Akademii Lucem.
Uśmiechnęłam się szeroko. Kiwnęłam głową. Bella pogłaskała mnie po głowie.
四
Akademia znajdowała się w Lucem. W mieście, które znajdowało się w kraju magów. Nie do końca to wszystko rozumiałam, ale Isabelle powiedziała, że wszystkiego i wiele więcej dowiem się w szkole.
Mikael i Bella odwieźli mnie do akademii. Na placu przed wielkimi schodami prowadzącymi do drzwi wejściowych, było wielu ludzi. Nowi uczniowie i uczniowie ze starszych klas wraz z rodzinami. Mika opowiedział mi, że w tej szkole uczniów dzieli się na coetus'y, czyli tak zwane grupy. Są one dobierane pod względem wieku i umiejętności. Tak naprawdę zawsze możesz trafić do innej grupy. Wcześniej nie nazywał ich coetus. Ale niektórych przedmiotów coetus'y nie obowiązywały. W sumie to tylko przedmioty, w których potrzebna była magia wymagały takich grup. Inne - bez magi - były dobierane pod względem wieku. Było sześć coetus'ów i klas. Braciszek i Isi powiedzieli, że nieważne jest to, do której coetus trafię. Ważne, abym była zadowolona.
Przyszedł czas na pożegnanie. Za chwilę nowi uczniowie mieli zostać przydzieleni do grup. Nie chciałam żegnać się z nimi.
- No to co, maluszku. Napisz do nas od czasu do czasu - powiedziała Bella i przytuliła mnie.
- Ale wy też będziecie do mnie pisać? - zapytałam szybko.
- Oczywiście, że tak - odparł Mikael. - Ucz się pilnie i nie sprawiaj problemów, żeby twój braciszek nie musiał się za ciebie wstydzić.
Z uśmiechem "pogroził" mi palcem.
- Kochamy cię - powiedzieli razem.
- Ja was też!
Pojechali, a ja zostałam sama z torbą. Sama pośród nieznanych mi ludzi. Tu miało zacząć się moje nowe życie. Miałam nadzieję, że będzie dobrze.
Nauczyciele ustawili nas w rzędzie. Starszych zaś skierowali od razu do pokoi. Przez całe sześć lat mieliśmy mieć te same pokoje, więc nie był to problem dla starszaków.
Kolejka szła dość szybko. Tak naprawdę to nie musiałam za długo czekać. Niepewnie podeszłam do stolika, przy którym siedział jeden z nauczycieli. Spojrzał na mnie. Trochę się bałam, a on chyba to wyczuł, bo powiedział łagodnie:
- Nie musisz się bać.
Uśmiechnęłam się lekko. Ton jego głosu był taki uspokajający.
- Podejdź bliżej i spójrz mi w oczy. - Wykonałam polecenie. Nie wiedziałam dlaczego akurat coś takiego. Nauczyciel po chwili zaczął coś pisać w notesie. Później to samo przepisał na kartkę. - Witam nowego maga wody i powietrza. - Uśmiechnął się. - Mogę poznać twoje imię?
- Lucinda Salmela - powiedziałam.
Mężczyzna tylko uśmiechnął się i podał mi kartkę.
- Gratuluję, coetus trzeci.
Podziękowałam i ruszyłam w kierunku, który mi wskazał.
Na górze, przed wielkimi wrotami, które były teraz otwarte, stała starsza pani. Również jedna z nauczycielek. Podała mi klucz do pokoju i wskazała drogę.
Przed wejściem, obejrzałam się jeszcze. Spojrzałam na kolejkę. Dalej było tam wiele osób. A moją uwagę przykuła jedna z nich.
Dlaczego ten chłopak miał blond włosy?
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Hej!
No to moi mili przenieśliśmy się w czasie! xD Chodzi o to, że zrobiłam przeskok w wieku bohaterów. Taak... Lucy jeszcze w poprzednim rozdziale miała 5 lat, a teraz ma 12 lat xd
Ogółem w spisie treści ten rozdział jest zapisany jako rozdział I księgi II, ale ogółem ponumerowałam go jako IV rozdział... żeby nikt się nie pogubił widząc np. 5 rozdziałów I xd
Ale zmierzam do tego, że co księgę planuję taki "przeskok" w wieku bohaterów. Co kilka lat lub co rok... zobaczymy.
Ogółem księgi nie wiem w sumie ile będą miały rozdziałów... Zobaczymy, nie wiem też ile będzie ksiąg >.< Wyjdzie w praniu xD
Ale zmierzam do tego, że co księgę planuję taki "przeskok" w wieku bohaterów. Co kilka lat lub co rok... zobaczymy.
Ogółem księgi nie wiem w sumie ile będą miały rozdziałów... Zobaczymy, nie wiem też ile będzie ksiąg >.< Wyjdzie w praniu xD
Swoją drogą ma ktoś pomysły jakie lekcje mogą się odbywać w Akademii magów? Bo kurcze to jedyna rzecz, o której nie pomyślałam >.< W sumie mam kilka.. szczerze to zaczerpniętych z Harry'ego Pottera, ale pasują tutaj... Jeśli ktoś ma jakieś pomysły to proszę pisać ^.^
No i to by było chyba na tyle xd
Pozdrawiam!
Bye, bye!