sobota, 21 marca 2015

Coś ważnego.

Dobra... teraz takie ogłoszenie parafialne.
(wow... pierwsze na tym blogu, wow...)
Nie mówię, że zawieszam, czy kończę opowiadanie, bo tego nie robię. Ja po prostu... nie mam weny, żeby pisać. Dlatego przepraszam, że tak długo nie ma nowego rozdziału, ale po prostu nie wiem co mam napisać. Taki chwilowy zastój. Ale mam nadzieję, że szybko mi on minie i już niedługo wstawię kolejny rozdział.
Ogółem to bardzo chciałabym podziękować Ginny Kurogane, Anqqa (wybacz.. nie wiem jak odmienić Twój nick T.T) i Ari Enare. Bardzo Wam dziękuję za te wszystkie komentarze. Naprawdę! Sprawiacie mi nimi ogromną radość! 
Dlatego też moja mała prośba do pozostałych czytelników, jeśli naprawdę czytacie to co piszę to proszę skomentujcie. Nawet naprawdę krótki komentarz. Po prostu proszę, żebyście zostawili po sobie jakiś ślad. Po prostu daje mi to straszną motywację i bardzo poprawia humor. Nawet jeśli chcecie mnie skrytykować, napiszcie. Spróbuję się wtedy poprawić. Nie będę wymuszać komentarzy, bo nie jestem taka, ale po prostu przydałyby się one, gdy mam taki "zastój pisarski". Wiecie, jeśli wiem, że piszę dla kogoś, a nie dla siebie to szybciej coś napiszę, bo mam motywację, aby to zrobić.
No to ten... rozdział postaram się napisać jak najszybciej ^.^
I swoją drogą to ktoś włącza te linki do piosenek co daję w rozdziałach i tutaj? xd

Ale i tak jeszcze dodam, że chciałam podziękować wszystkim osobą, które czytają to coś.
Jesteście wielcy!

niedziela, 8 marca 2015

Memoria V - Aliquid iniuriam?

"Sprzymierzeńców zyskuje się przez zaspokajanie ciekawości nieznajomych."


 - Gratuluję, coetus trzeci, magu powietrza - rzekł nauczyciel.
 - Dziękuję - odparłem beznamiętnie.
                   Mężczyzna był bardzo miły. Aż za bardzo. Trochę mnie odrzucał ten jego spokój. Sam nie wiedziałem dlaczego. 
                   Wziąłem klucz od pokoju od starszej nauczycielki i udałem się w kierunku, który wskazała. Powiedziała mi, że jak każdy nowy uczeń mam udać się do dyrektora na rozmowę. Nie za bardzo mi się to uśmiechało, ale cóż, jak mus to mus. Później miałem udać się na skrzydło męskiej części uczniów. 
                   Usiadłem przed gabinetem dyrektora. Miałem dziwne przeczucie, że ktoś był w środku. Wolałem nie ryzykować. 
                   Miałem rację. Około pięciu minut później z gabinetu wyszła dziewczyna. Miała długie białe włosy, ale to nie one najbardziej mnie zaciekawiły. Moją uwagę zwróciły jej fioletowe oczy. Duże, fioletowe oczy. Wydawały się hipnotyzujące. Dziewczyna uśmiechnęła się i poszła dalej. Miała śliczny uśmiech. Miałem małą nadzieję, że będę z nią w coetus'ie. Wiedziałem przynajmniej, że była z tego samego rocznika.
                   Nagle dotarło do mnie, że powinienem iść zobaczyć się z dyrektorem. Wstałem i zapukałem do drzwi. Usłyszałem ciche "proszę". Powoli otworzyłem drzwi i zajrzałem do środka. Na krześle za długim biurkiem siedział starszy mężczyzna. Ręką zachęcił mnie do wejścia. Wszedłem do środka i usiadłem na wskazanym przez niego miejscu przed biurkiem. Dyrektor wyglądał na miłą osobę.
- Witaj, jak cię zwą? - zapytał. Jego ton głosu był uprzejmy. Zbyt uprzejmy.
- Anthony Evans - odpowiedziałem.
- Evans? - zdziwił się i przyjrzał mi się uważnie. - Jesteś potomkiem Edwarda Evansa?
- Edwarda? - Uśmiechnąłem się. - Nie. Jestem synem Jonathana i Evy Evansów.
- Nosisz nazwisko po ojcu? - Kiwnąłem głową. - Jonathan Evans... Nie kojarzę takiego ucznia.
- Ach, moi rodzice nie pochodzą stąd. Pochodzimy z miejscowości bardzo oddalonej od Akademii. Moi rodzice nie uczyli się tu, ale uznali, że chcą mi zapewnić dobre wykształcenie, więc posłali mnie tu do szkoły - wyjaśniłem.
- Rozumiem... Ale coś mi tu nie pasuje, a dokładniej twoje włosy. Ich kolor. Jest normalny.
                   I w tej jednej chwili ten staruszek zaczął działać mi na nerwy. Tak jestem blondynem! Nawet ślepy to zauważy! No dobra może ślepy nie...
- No tak, tak myślałem, że ktoś o to zapyta - starałem się być spokojny, pomimo zaciekawionego wzroku dyrektora. - Widzi pan takie już są. Moi rodzice również byli zdziwieni. W końcu talent mam, ale włosy mają barwę złocistego blondu. Mama stwierdziła, że może to przez to, że mój ojciec pochodzi z niemagicznej rodziny. Na początku też stwierdzili, że może nie mam talentu, ale to absurdalne.
- Wcale nie absurdalne - zaprzeczył szybko dyrektor. - Talent nie jest dziedziczny. Jeżeli w twojej rodzinie jest choć jedna osoba nie będąca magiem, a mówiłeś, że tak jest to możliwe, że odziedziczysz to po nim. W rodzinie pełnokrwistych osób bez talentu może urodzić się mag, ale za to w rodzinie składającej się z pełnokrwistych magów nie może być takiej osoby. Trochę to skomplikowane.
- Rozumiem - powiedziałem cicho. Tak naprawdę mój umysł zaprzątała inna myśl.
- Cieszę się - dyrektor uśmiechnął się do mnie ciepło. - Swoją drogą, nie będę miał kontaktu z twoimi rodzicami, prawda?
- Po co panu? - Nie chciałem, żeby zabrzmiało to niegrzecznie, ale nie znalazłem innych słów.
- Lubię mieć kontakt ze wszystkimi rodzicami uczniów.
- Przykro mi, ale są wędrownymi magami.
- Nie boją się przyłapania? - Znowu ta ciekawość!
- Nie. Wędrują tylko po miastach magów lub pokoju - dalej próbowałem być miły i spokojny, choć wścibskość staruszka coraz bardziej mnie denerwowała. -  Ale obiecali, że jak tylko zatrzymają się gdzieś na dłużej to do mnie napiszą - zapewniłem.
- Dobrze, mam nadzieję, że nie będzie z tobą problemów. - Pogroził mi palcem i zaczął śmiać.
- Ależ, proszę pana! Przecież ja jestem niczym aniołek - odparłem, również delikatnie się śmiejąc.
- Ja myślę - powiedział i puścił mi oczko - to by było na tyle. Do widzenia, Anthony.
                   Wstałem i już miałem zamiar wyjść, jednak odwróciłem się i spojrzałem na staruszka. Jedna rzecz zabolała moje uszy.
- Anthony, panie dyrektorze - powiedziałem.
                   Starzec spojrzał się na mnie, jak na głupka. Zamrugał kilka razy.
- Słucham?
- Moje imię wymawia się Antony, nie Antoni.
                   Dyrektor poprawił okulary.
- Dobrze, dobrze. Do widzenia, Anthony - tym razem powiedział poprawnie.
- Do widzenia.
                   Dopiero po dotarciu do swojego pokoju, odetchnąłem z ulgą. Mam nadzieję, że nikt więcej nie będzie czepiał się koloru moich włosów. Naprawdę tego nie rozumiałem, nie po tym co powiedział mi staruszek. Ale co mogłem zrobić.
                   Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Było dość spore. Wielkie łóżko małżeńskie stało pośrodku. Za nim rozciągało się okno oraz drzwi prowadzące na balkon, a obok niego stała szafa na ubrania. Była równie ogromna. No fakt - musiała pomieścić sporą liczbę ubrań. Po drugiej stronie zaś znajdowały się drzwi prowadzące do łazienki. Każdy z uczniów miał osobną łazienkę, co było bardzo przydatne. Na środku stał fotel i stolik do kawy. Skierowane były w kierunku okna. Obok drzwi wejściowych po jednej stronie stało biurko, a po drugiej regały na książki. Pokój był typowy, były w nim wszystkie potrzebne rzeczy. Zauważyłem, że moje walizki znalazły się już w pokoju. Będę musiał się rozpakować. Nie lubiłem tego, ale w sumie i tak miałem tu spędzić cały rok. No prawie, w końcu była przerwa świąteczna i letnia. Ale to nie miało znaczenia. Po prostu nie mogłem zostawić ubrań w walizce.
                   Nie miałem ochoty nic robić. Tak naprawdę to póki co wiedziałem tylko, gdzie jest dziedziniec, mój pokój i biuro dyrektora. A było jeszcze mnóstwo rzeczy do odkrycia! Wolałem jednak nigdzie się nie kręcić. Mogło się to źle dla mnie skończyć. Nie wiedziałem czego będę się tu uczyć, w sumie to prawie nic nie wiedziałem o tej szkole. Była ogromna - tyle zauważyłem.
                   Położyłem się na łóżku. Zdecydowanie musiałem zrobić zbyt dużo rzeczy. Usłyszałem pukanie do drzwi. Znowu ktoś chciał zawracać mi głowę? Powolnie wstałem i uchyliłem lekko drzwi. Moim oczom ukazał się chłopak gdzieś w moim wieku. Jego włosy były białe, a oczy zielone. Jego skóra była koloru kawy z mlekiem. Patrzył na mnie zaskoczony, a ja spoglądałem na niego spode łba.
 - Cześć - powiedział w końcu. Skinąłem tylko lekko głową. Oparłem się o framugę drzwi i dalej na niego patrzyłem. Był ode mnie wyższy. Przekląłem los za to, że byłem taki niski. Moje wredne spojrzenie nie miało takiego uroku, jeśli ktoś był wyższy. A często się tak zdarzało. Metr sześćdziesiąt wzrostu to nie dużo... Choć jak na mój wiek to może. W końcu dwanaście lat to też nie dużo. Ludzie często zastanawiali się, co jest ze mną nie tak. Miałem tak mało lat, a nie zachowywałem się jak dziecko. Po prostu byłem ponad to. - Jesteś może pierwszorocznym?
 - Tak - odparłem beznamiętnie na co chłopak uśmiechnął się. Uniosłem jedną brew o góry. Co miał znaczyć ten uśmiech?
 - To tak jak ja! - Wyglądał na szczęśliwego. Wyciągnął rękę w moją stronę - Akihito Kenta.
                   Westchnąłem zrezygnowany i uścisnąłem jego dłoń.
 - Anthony Evans.
 - Bardzo mi miło! - powiedział wesoło. Kąciki moich ust mimowolnie lekko się uniosły. Od tego chłopaka biła aura optymizmu. I to chyba trochę zaraźliwego. - Ogółem to przyszedłem, aby przekazać wiadomość od dyrektora. O czternastej jest obiad w jadalni. To największa sala w całej akademii! Znajduje się ona w drugim budynku. Żeby się do niego dostać musisz przejść korytarzem, po lewej stronie, patrząc od schodów. W budynku zaś kierujesz się w prawo i stoisz na przeciwko niej. Łatwo ją rozpoznać po wielkich drzwiach do niej prowadzących.
 - Rozumiem - odpowiedziałem.
 - Muszę jeszcze ogłosić to pozostałym pokojom... Trochę ich zostało - Miał rację, moja sypialnia znajdowała się na równej połowie korytarza - ale jakoś dam radę. Przynajmniej nie muszę ogłaszać innym piętrom. - Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Miał rzeczywiście farta. Akademia miała pięć pięter mieszkalnych, na każdym z nich znajdowało się około dwustu pięćdziesięciu pokoi. Oprócz pierwszego piętra, czyli tego należącego do nauczycieli. Klasy były połączone tak, że pierwsza i druga miały wspólne piętro tak samo jak czwarta i trzecia. Za to piąta i szósta miały osobne piętra. Na parterze po jednej stronie znajdował się pokój, w którym mogli przebywać wszyscy, niezależnie od płci czy wieku. Za to po drugiej stronie był korytarz prowadzący do drugiego budynku. To w drugim budynku znajdowały się sale lekcyjne, jadalnia, biblioteka i inne takie. - Jakbyś czegoś potrzebował to znajdziesz mnie pod numerem 213!
                   Powiedział i pobiegł dalej. Postanowiłem schować się do pokoju. Spojrzałem na zegarek. Była dopiero 12:48. Jeszcze tyle czasu.


                   Pokój był bardzo przyjemny. Od razu go polubiłam. Jedna z dziewczyn ogłosiła, że o czternastej jest obiad. Ale do niego było jeszcze sporo czasu. W sumie to nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Pomyślałam, że może się przejdę po akademii, jednak póki co bałam się wychodzić z budynku mieszkalnego. Bałam się, że się zgubię, a nie znałam tu jeszcze nikogo.
                   Wyszłam z pokoju. Nie wzięłam ze sobą laski. Uznałam, że nie jest mi potrzebna. W końcu to szkoła.
                   Mikael powiedział, że będę musiała wybrać zajęcia, na które chcę chodzić. Niektóre są obowiązkowe, inne nie. Zawsze chciałam nauczyć się czarować bez użycia laski. Miałam nadzieję, że w Akademii uda mi się spełnić ten cel. Byłam strasznie ciekawa lekcji. Może to dziwne, ale naprawdę lubiłam uczyć się nowych rzeczy, oczywiście związanych z magią, bo jakoś arytmetyka nigdy do mnie nie przemawiała. Za to rzucanie zaklęć, owszem. Mika przez te wszystkie lata uczył mnie jak sobie radzić z talentem.
                   Była rzecz, która mnie zdziwiła. Moja moc - mimo iż jest silniejsza od normalnych - nie powinna wykraczać poza coetus czwarty. Nie na moim poziomie. Tak powiedziała Isabelle. Jednak trafiłam do trzeciej grupy. Nie wiem czy powinnam się cieszyć, czy nie. Bałam się, że nie dam rady.
                   Doszłam do schodów. Pokoje uczniów pierwszego i drugiego roku znajdowały się na drugim piętrze. Nie powinnam się zgubić po drodze do własnego pokoju. Zeszłam na sam dół. Na przeciwko schodów widniały wielkie wrota - wyjście. Po lewej stronie również wielkie drzwi, ale trochę mniejsze od tych wejściowych, prowadzące do drugiego budynku. To w nim znajdowała się jadalnia i odbywały się lekcje. W sumie było w nim wszystko oprócz mieszkań i pokoju wspólnego, do którego prowadziły drzwi po prawej stronie. Podeszłam do nich. Były podwójne z szybami, więc mogłam rozejrzeć się po pokoju, nie wchodząc do niego. Zauważyłam, że jest pusty i ogromny. Ogromna pustka. Wydało mi się to trochę przerażające. Szybko odeszłam od drzwi.
                   Miałam zamiar wrócić do pokoju, gdy spostrzegłam jeszcze jedne wrota. Dość małe, jak na tak wielką szkołę. Znajdowały się za schodami. Podeszłam do nich. Były całe drewniane - żadnej szyby, przez którą można spojrzeć. Złapałam za gałkę i lekko ją przekręciłam. Były otwarte. Lekko wystawiłam głowę, aby zobaczyć, co znajduje się po drugiej stronie. Moim oczom ukazał się wielki ogród. Wyglądał pięknie. Odwróciłam głowę i spojrzałam nad wrota wejściowe. Było dopiero wpół do drugiej. Miałam jeszcze trochę czasu.
                   Weszłam do ogrodu.


                   Szczerze to nie miałem pojęcia, dlaczego chłopak o białych włosach siedział naprzeciwko mnie i żwawo dyskutował. Akihito rozsiadł się wygodnie w fotelu, podczas gdy ja siedziałem na ławie pod oknem. Była naprawdę duża i miękka - leżały na niej poduszki. Rękę miałem opartą o drewniany parapet. Spoglądałem raz na gościa, raz na widok za oknem. Krajobraz był piękny. Poza wielkim ogrodem widać było małą rzeczkę płynącą poza ogrodzeniem a dalej góry.
                   Przeniosłem wzrok na kolegę. Ucichł i wpatrywał się we mnie zaciekawiony. Zmarszczyłem brwi.
 - Coś nie tak? - zapytałem beznamiętnie.
                   Chłopak uniósł rękę i pokazał na moje włosy. Spiorunowałem go wzrokiem, ale on chyba tego nie zauważył, bo powiedział:
 - Czemu? Moi rodzice mówili, że to niemoż...
 - Tak, tak - przerwałem mu i machnąłem dłonią - to jest dziwne. Wiem o tym. Ale to nie moja wina. Nie pytaj mnie dlaczego tak jest, okej?
 - Dobrze - odparł. Opuścił rękę, uśmiechnął się i kontynuował dalej swoją opowieść.
                   Ja zaś ponownie spojrzałem na krajobraz za oknem.
                   Nagle zauważyłem kogoś. Po ogrodzie ktoś chodził. Zauważyłem długie białe włosy. Wydawało mi się, że to ta dziewczyna, którą wcześniej widziałem. Ta z mojego rocznika. Z tej wysokości nie mogłem zobaczyć jej dokładnie, ale czułem, że to ona.
 - Stało się coś? - usłyszałem głos. Zauważyłem, że przykładam dłonie i nos do szyby. Musiało to wyglądać dziwnie z perspektywy Akiego.
 - Nie, nic - odpowiedziałem. Dziewczyna zniknęła z zasięgu mojego wzroku, a ja z powrotem usiadłem na ławie. 
                   Ciekawiło mnie kim była tamta dziewczyna. Chciałem ją poznać. Coś mnie do niej ciągnęło, tylko nie wiedziałem co.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
W końcu! W końcu udało mi się skończyć ten rozdział xD
Jestem normalnie z siebie dumna xdd Szkoda tylko, że wyszedł tak krótki ;c
No to tak (jak pisałam pod rozdziałem XII dodanym dzisiaj na bogu We live as we dream) życzę wszystkim panią (co z tego, że sama nią jestem xD) wszystkiego najlepszego w tym naszym pięknym dniu ;*
Co by tu jeszcze... no nic nie mogę wymyślić T.T Mam nadzieję, że szybko uda mi się napisać kolejny rozdział :D
Bye, bye!