poniedziałek, 19 października 2015

Cześć!

Na początku zachęcam do przeczytania notki nad drugim blogu:
Wybaczcie, że długo nic nie wstawiałam, ale jakoś nie miałam ani motywacji ani czasu.
No, ale jak już pisałam na tamtym blogu - mam zamiar od jakoś tak grudnia prowadzić ten blog regularnie, przynajmniej w miarę. To znaczy wstawiać chociaż dwie notki na miesiąc (choć wolałabym więcej, ale wiecie jak to ze mną jest..) i ogółem być bardziej aktywna.
Na tym blogu również planuję mały "remont", ale raczej nie będę zmieniać rozdziałów (no chyba, że korekta i inne drobne poprawki), jedynie zmienię jedną rzecz, ale to dowiecie się w trakcie.
Zapraszam Was również na wszystkie strony, które wymieniłam w tamtej notce
(wybaczcie nie chcę mi się jeszcze raz tego pisać :c)
i ogółem to do zobaczenia! :)



środa, 22 lipca 2015

Memoria VI - Sollemne.

"Szczęście można znaleźć w najmniejszym ziarenku pustynnego piasku..."


                   Ciekawiło mnie, jak radzi sobie Lucy. Dlaczego pozwoliłem jej uczęszczać do Akademii? To wszystko wina Isabelle. Namówiła mnie do tego, choć dla mnie to naprawdę był zły pomysł. Uległem jej, ale czułem w środku niepokój. Pierwszy raz nie wiedziałem co dzieje się z Lucy. Od teraz nie miałem wpływu na to jak potoczy się jej życie w szkole. Spotkamy się tylko podczas różnych przerw. Ta wizja wcale nie sprawiała, że czułem się lepiej.
                   Krążyłem wokół naszego domu, myśląc o wszystkim co może teraz przeżywać moja mała siostrzyczka. Może i nie byliśmy spokrewnieni przez krew, ale była ona dla mnie rodziną. Pierwszą osobą, którą mogłem tak nazwać.
                   Rodziców nie wspominam za dobrze. Matka zawsze chciała abym był kimś, kim nie jestem, a ojciec zawsze się z nią zgadzał. Jedynie babka stawała po mojej stronie. A dziadek? Zniknął, wmawiano mi, że nie żyje, ale ja czułem inaczej. Nie zmienia to faktu, że nigdy go nie poznałem. Czy za nim tęskniłem? Czy było mi go brak? Czy da się tęsknić za kimś kogo się nie zna? Nawet nie chciałem, żeby teraz nagle wrócił do mojego życia, o ile jeszcze był na tym świecie, a czułem, że tak. Ale może on wytłumaczyłby mi o co chodzi z tym "cudem"? Matka nigdy mi tego dokładnie nie wytłumaczyła, a babka powtarzała zawsze, że dziadek wie o tym najwięcej. Ja chciałem tylko wiedzieć o jednej rzeczy. Dlaczego akurat na mnie trafiło? Nigdy nie chciałem być kimś takim. Pomyśleć, że to niby na moich barkach ma spoczywać los świata? Pytanie tylko czy ja naprawdę w to wierzę? Cała ta historia wydaje mi się naciągana. Może i fakt, że moja magia jest silniejsza od innych. Może i fakt, że szybciej uczę się różnych jej rodzajów, zaklęć. Jednak nic nie jest dostatecznym powodem, aby sądzić, że jakiś cud ma z tym związek.
                   Usiadłem pod jednym z drzew, opierając się o jego trzon i spojrzałem w zachodzące słońce. Myślami starałem się być jak najdalej od starej rodziny. Nie udawało mi się to. Cały czas mi coś o niej przypominało. Teraz, kiedy zacząłem o tym głębiej myśleć, nie mogłem się uwolnić od niej. Wizerunki moich rodziców oraz babki prześladowały mnie, gdy tylko zamknąłem oczy. Nigdy nie powiedziałem Lucy o jednej rzeczy. Moja rodzina zginęła dziesięć lat temu. Zostali zamordowani przez wrogi klan. Dowiedziałem się o tym w wieku czternastu lat. Nie przeszkodziło mi to, jednak w kontynuowaniu nauki. Tak naprawdę nikt nie wiedział o tym, co stało się z moją rodziną. Nawet Isabelle dowiedziała się o tym dopiero kilka miesięcy temu. Pomyśleć, że to już cztery lata odkąd znowu mnie odnalazła.
                   Słońce zaszło już całkowicie. Czerwona poświata zniknęła, a zamiast niej nastała ciemność. Księżyc powoli wchodził na swoją nocną wartę. Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w ciszę. Do moich uszu nie dobiegał żaden dźwięk. Było tak spokojnie, jakby wszystkie zwierzęta zapadły w sen. Pomyślałem, że warto zrobić to samo.
                   Niechętnie wstałem i udałem się w stronę domu. Zauważyłem go od razu, kiedy wyszedłem z lasu. Był jedyną świecącą się rzeczą na tej polanie. Wiedziałem, że Isabelle jeszcze nie śpi. Czekała na mnie?
 - Wróciłem - powiedziałem, wchodząc do chatki.
                   Zdjąłem buty i rozejrzałem się po salonie. Wszystko wyglądało tak, jak zawsze. Od lat nic się tu nie zmieniło. Zgasiłem wszystkie światła, a potem zapaliłem koniec mojej laski. Dziewczyny nie było nigdzie na dole. Wszedłem na górę. Nigdzie jednak jej nie widziałem. Dopiero, kiedy wszedłem do naszej sypialni, ujrzałem ją. Stała na balkonie w białej, zwiewnej sukience. Delikatny wiatr rozwiewał jej włosy, a księżyc rzucał srebrną poświatę. Wyglądała przepięknie. Aż mógłbym zakochać się w niej od nowa. Nie mogłem oderwać wzroku. Stałem tak, wpatrując się w narzeczoną. Po chwili odwróciła się, a ja ujrzałem jej uśmiech. Powoli wróciła do pokoju, zamykając za sobą drzwi prowadzące na balkon.
 - Wszystko w porządku? - spytała zaniepokojona, gdy zauważyła, że w dalszym ciągu się w nią wpatruję.
 - Jesteś piękna - wyszeptałem, na co dziewczyna odpowiedziała jeszcze piękniejszym uśmiechem.


                   Słuchałem cierpliwie, jak Akihito opowiadał niestworzone historie. Nie powiem, niektóre były nawet godne zainteresowanie, ale większość... Zaczynał mnie już lekko irytować. Postanowiłem, jednak być dla niego miły. Mógł się później przydać. Spojrzałem na zegarek, znajdujący się za chłopakiem. Było dopiero wpół do drugiej. Jeszcze co najmniej dwadzieścia minut muszę z nim spędzić. Od niechcenia wyjrzałem za okno.
                   Ku mojemu zdziwieniu znowu ujrzałem małą, białą plamkę. Dziewczyna wracała do budynku. Zdążyłem już zauważyć, że z ogrodu do naszych pokoi wiedzie w miarę długa droga. Wpadłem na pewien plan.
 - Akihito - przerwałem koledze, jego jakże długi monolog. Najwyraźniej bardzo się zdziwił faktem, że potrafię mówić, bo spojrzał na mnie badawczo. Ja za to uśmiechnąłem się pod nosem. - Co ty na to, żeby trochę się rozerwać?


                   Ogród był naprawdę piękny. Mogłabym w nim zostać całą wieczność. Niestety czułam, że powinnam wracać. Nie miałam zbyt dobrej orientacji w terenie, więc nie zapuszczałam się zbyt daleko, a do tego nie miałam pojęcia, która była godzina. Wolałam nie spóźnić się już pierwszego dnia. Po drodze zatrzymałam się jeszcze przy różach. Były to moje ulubione kwiaty. Kochałam je za to, że z wierzchu były piękne, jednak skrywały w sobie kolce. Zupełnie jak ludzie. Z wierzchu byli piękni, ale w środku skrywali swoją prawdziwą naturę. Tacy byli zarówno magowie, jak i niemagiczni. Mika wychował mnie tak, abym nie oddzielała magów od innych ludzi. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Tak właśnie myślałam.
                   Przypomniałam sobie, że nie mam zielonego pojęcia, która jest godzina. Oderwałam się od kwiatów i szybko odwróciłam. Aż za szybko, bo przypadkiem w coś uderzyłam. Upadłam na ziemię, masując bolące czoło. Spojrzałam w górę. Rozdziawiłam usta ze zdziwienia. Przede mną stał blondyn, którego widziałam wcześniej. Wiedziałam od razu, że to on. Nikt inny nie miał takiego koloru włosów. 
                   Ręce miał w kieszeniach spodni. Mrużył lekko oczy, wpatrując się we mnie. Jego wzrok mówił, żeby nie wchodzić mu w drogę. Speszona spuściłam wzrok. Czułam się strasznie głupio. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nagle ujrzałam czyjąś dłoń. Uniosłam spojrzenie. Przede mną, z wyciągniętą ręką, stał chłopak o ciemnej karnacji, zielonych oczach i włosach o kolorze identycznym do moich. Uśmiechał się szeroko. Wahałam się chwilę, ale skorzystałam z jego pomocy.
 - Dz-dziękuję - wyszeptałam cicho, nie patrząc na żadnego z nich. Ziemia w tym momencie wydawała mi się o wiele ciekawsza. - I przepraszam.
                   Kątem oka zauważyłam, jak białowłosy chłopak szturcha delikatnie swojego kolegę. Ten spojrzał na niego zaskoczony, a po chwili przeniósł wzrok na mnie. Czułam jego spojrzenie na sobie. Oczy prześwietlały mnie całą. 
 - Nie szkodzi - powiedział w końcu. Ulżyło mi, ale mimo to popatrzyłam na niego zaskoczona. Ujrzałam wtedy dokładnie jego zielone oczy. To spojrzenie... było tylko barierą. Tak naprawdę za nią czaił się ktoś zupełnie inny. Nie mogłam teraz stwierdzić kto, ale wiedziałam, że tak jest. - To też po części moja wina.
 - Ale... - zaczęłam, jednak przerwał mi.
 - Nie ma żadnego ale. - Jego ton głosu był stanowczy, a twarz kamienna. Cały czas patrzyłam mu w oczy. On również nie odrywał ode mnie wzroku. Po chwili westchnął cicho i uśmiechnął się. Wyjął jedną rękę z kieszeni i podał mi ją. - Anthony Evans.
 - Och... - Czułam się niezręcznie. Cała ta sytuacja wydawała mi się dziwna, ale uścisnęłam dłoń chłopaka. - Lucinda Salmela.
 - A ja Akihito Kenta! - przedstawił się drugi chłopak. Zupełnie o nim zapomniałam. Cały czas się uśmiechał. Kąciki moich ust również lekko uniosły się. - Skoro już się poznaliśmy to może obejrzymy ogród, co?
 - Nie mamy czasu na głupie oglądanie, Aki - stwierdził znudzony Anthony. Rękę znowu schował do kieszeni.
 - Ale obiecałeś! - Akihio wyglądał na zwiedzonego. 
                   Blondyn zaś wzruszył tylko ramionami. Burknął coś o tym, że zmarnowaliśmy już za dużo czasu i ceremonia zaraz się zacznie. Całą trójką ruszyliśmy w stronę drugiego budynku.


                   Nie tak wyobrażałem sobie spotkanie z nią, ale cóż. Przynajmniej udało mi się ją poznać. Były plusy. Mogłem dokładnie się jej przyjrzeć. Fioletowe oczy naprawdę hipnotyzowały. Ale Aki.. ten to się musiał wszędzie wtykać. Ech.. przynajmniej znałem dwie osoby. Może to mi się później przydać.
                   Jadalnia była rzeczywiście ogromna. Wielkie, długie stoły rozciągały się na całą salę. A na jej końcu znajdował się stół nauczycielski. Był on w prawdzie jeszcze pusty, ale uczniowie już się zbierali. Nie musieliśmy utrzymywać grup wiekowych ani umiejętnościowych, więc mogliśmy usiąść gdzie tylko chcieliśmy. Lucy wypatrzyła kilka wolnych miejsc. Skierowaliśmy się w stronę, którą pokazała. Miejsca te znajdowały się na środku sali, po lewej stronie, tuż przy ścianie. Akurat trafiło nam się okno, więc mieliśmy piękny widok na ogród. Naprawdę był wielki. 
                   Po drodze do miejsca szturchnąłem się z kimś, jednak postanowiłem to zignorować. W końcu przechodziło tu wiele osób.
 - Ej! Ty mały! - Usłyszałem za sobą. Odwróciłem się znudzony. Przede mną stał chłopak o ciemnoczerwonych włosach oraz brązowych włosach. Był ode mnie sporo wyższy i na pewno starszy. Wyglądał na poirytowanego. Pomyślałem, że to może być zabawne.
 - Czego? - zapytałem, wpatrując się w niego morderczo. Chłopak zagotował się jeszcze bardziej.
 - Mógłbyś okazać trochę szacunku starszym! Wypadałoby przeprosić, jeśli się na kogoś wpadło!
 - To nie ja wpadłem na ciebie, tylko ty na mnie - sprostowałem.
 - Ty mały...! - Podniósł mnie za koszulkę. To musiało go nieźle wkurzyć. W końcu zaczynało się robić ciekawie! Uśmiechnąłem się.
 - Pokarz na co cię stać, dalej! - Czekałem na jego ruch. Nikt się nie przejmował takim małym zamieszaniem. W końcu ludzie mieli ważniejsze rzeczy na głowie, a na sali dalej był tłum łażących wszędzie uczniów.


 - To nasze miejsca - Wskazałam z uśmiechem na trzy krzesła. Zdziwiła mnie tylko jedna rzecz. - Gdzie jest Tony?
 - Co? - Aki rozejrzał się. 
                   Blondyna nigdzie nie było. Musiał zgubić się gdzieś w tłumie. Zaczęłam go szukać wzrokiem. Po chwili go znalazłam. Jednak to co ujrzałam wcale mnie nie uszczęśliwiło. Zaczęłam biec w kierunku chłopaka. Kiedy byłam już dostatecznie blisko, zauważyłam co się działo.
                   Tony wisiał w górze, z rękami w kieszeniach. Widziałam jego plecy, ale zauważyłam, że trzymany był przez jakiegoś starszego chłopaka. Już chciałam zainterweniować, kiedy rozległ się słodki, dziewczęcy głos.
 - Przestańcie!
                   Spojrzałam za Tony'ego i nieznajomego, który również się odwrócił. Za nim stała śliczna dziewczyna. Miała długie, brzoskwiniowe włosy, które okalały delikatnie jej twarz, na której świeciły niczym dwa szafiry niebieskie oczy. Starszak puścił blondyna i podszedł do dziewczyny. Tony upadł na podłogę, a ja od razu do niego podbiegłam. Uklękłam przy nim.
 - Nic ci nie... jest? - Na jego twarzy widniał uśmiech rozbawienia. Naprawdę bawiła go taka sytuacja? Brakowało tylko, aby zaczął się śmiać na całą salę! Był niepoważny!
 - W końcu wydarzyło się coś interesującego - powiedział radośnie i wstał.
                   W tym czasie podeszła do nas para nieznajomych. Dziewczyna uśmiechała się delikatnie, a chłopak patrzył oburzony w inną stronę. Również wstałam i spojrzałam na wciąż cieszącego się Tony'ego, a potem na dwójkę przybyszy.
 - Przepraszam za jego zachowanie - mówiła dziewczyna. - Jest nam naprawdę przykro, że coś takiego się wydarzyło, prawda? - W tym momencie rzuciła chłopakowi mordercze spojrzenie.
 - Yh... Tak. Sorry i w ogóle - odparł niechętnie.
 - Nie ma sprawy - stwierdził radośnie Tony. - To było ciekawe!
                   Nieznajomi spojrzeli na niego przerażeni. Domyśliłam się, że zastanawiali się właśnie co to za czubek stoi prze nimi i się śmieje. 
 - Jestem Anthony Evans - powiedział, wyciągając przed siebie dłoń. Czerwonowłosy chłopak uścisnął ją i uśmiechnął się.
 - Maurycy Iwański - odparł. - A to Annie Barthon, jesteśmy na drugim roku.
 - Iwanski? - spytałam zaskoczona. Wiedziałam, że nie wymówiłam tego poprawnie, ale nie potrafiłam.
 - Ach, tak. Pochodzę z innego kraju, dlatego mam takie dziwne nazwisko. Mówicie mi Maurycy.
 - I wszystko jasne - stwierdziłam. - Lucinda Salmela.
 - Witamy w Akademii - Annie uśmiechnęła się i wraz z Maurycym odeszli.
 - Zabawni są. - Dalej byłam w szoku, że Tony tak uważał.
                   Ruszyliśmy w stronę miejsc, które zajął nam Aki. Usiedliśmy i czekaliśmy co dalej nas spotka.


                   Po niedługiej chwili na salę wszedł dyrektor. Znowu ten wkurzający gościu - pomyślałem. O dziwo na sali zrobiło się zupełnie cicho. Wszyscy czekali, aż nauczyciele coś powiedzą.
 - Witam was wszystkich i każdego z osobna - zaczął dyrektor. - Dziś jest wasz pierwszy dzień w Akademii, mam nadzieję, że spędzicie go dobrze, tak samo jak i kolejne. Bawcie się! Ale nie zapominajcie o lekcjach, które zaczną się już za tydzień. Mam nadzieję, że trzecioklasiści już wybrali na jakie zajęcia będą uczęszczać. Drugo i pierwszoklasiści mają wszystkie lekcje zgodnie z planem. Tak samo klasy powyżej trzeciej. Oczywiście nie wliczają się w to wasze coetusy. Pamiętajcie, że zajęć w coetusach macie mniej, ale mogą się one okazać ważniejsze. To chyba tyle na wstępie. Chciałbym jeszcze przywitać naszą kadrę nauczycielską. Więc, witam serdecznie. - W tym momencie na sali rozległy się oklaski. - Coś jeszcze? Hmm.. chyba nie... - Jakaś nauczycielka wstała i wyszeptała coś do ucha dyrektorowi. - Ach, zapomniałbym! Nazywam się Ichiro Oichi i jestem waszym dyrektorem. Każdy z pierwszorocznych miał mnie już szanse poznać, więc wszyscy mnie znają. Teraz możemy przejść do kolacji. Smacznego!

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
O moj Boże.. Poproszę o brawa! W końcu coś napisałam! Kit z tym, że pisałam to od około pierwszej, a mamy właśnie 3:17.. co z tego, że nie śpię po nocach tylko oglądam anime... Co z tego, że zamiast tego mogłabym napisać więcej rozdziałów...
A tak serio to nie mogłaby... Głównie dlatego, że nie mam.. motywacji. Po prostu jej mi brakuje. Dlatego naprawdę proszę Was o choć mały, krótki komentarz (ja pierdziu.. komentarz nie może być mały .__.). To naprawdę wiele dla mnie znaczy, jeśli dostanę jakikolwiek.
A tak z innej strony, to Magic ma już prawie 4500 wyświetleń *.* Wow.. jesteście niesamowici! Kocham Was ♥
No akcja leci powoli do przodu...

Z czego bardzo się cieszę ^^
Ogółem to mam nadzieję, że spodoba Wam się to opowiadanie w całości, bo mam na nie już nawet ciekawy plan.

No nic muszę już kończyć, bo jednak wypadałoby iść spać.
Wiem, że pewnie oczekiwaliście dłuższego rozdziału.. a Wasze minki wyglądają teraz mniej więcej tak:

Ale ja też w sumie wyglądam ostatnio cały czas tak:


I już nie chodzi o brak motywacji.. Ogółem po prostu nie mam za ciekawych dni, mimo wszystko... Pisanie, czy oglądanie anime, czytanie książek czy Waszych opowiadań, odciąga mnie od tego.. Ale z tego wszystkiego oglądam tylko anime.. Dlaczego? Pisanie - nie mam motywacji do pisania. Czytanie książek - w sumie nie wiem ;x Muszę w końcu "Zwiadowców" przeczytać x.x A co do Waszych opowiadań to trudno mi za to się zabrać. Wiem, że obiecałam, że we wakacje skomentuję i przeczytam.. ale to takie trochę trudne.. Nie wiem czy większość z Was jeszcze pamięta o takiej jednej Manii, która kiedyś czytała opowiadania. Ale.. na pewno je przeczytam. I na pewno je skomentuję. Nie wiem jeszcze kiedy, ale zrobię to! Tak samo jak napiszę kolejny rozdział tu i na We live... hahah... ale serio. Napiszę. Kiedyś. Ale. Napiszę.
A teraz już lecę! 
Buziaki i Dobranoc!


A tak w ogóle to kto się cieszy, że wstałam z martwych? :D


Zapraszam na mój Kanał Na YOUTUBE; ASK; FANPAGE

poniedziałek, 13 lipca 2015

Libster Award III - Jeszcze żyję!

Więc..
Na wstępie chciałam przeprosić.
Choć w sumie napisałam o tymczasowym zawieszeniu bloga... Tak jakby.
No nic... Mamy wakacje, więc czas niby mam, ale.. dalej brakuje mi motywacji.
Wiecie.. parę komentarzy potrafi zdziałać cuda (wybaczcie, ale naprawdę co do pisania mam słabą opinię o sobie i no.. przydałaby mi się taka motywacja).
No nic.
Chciałam jeszcze przekazać, że teraz skoro mam czas to postaram się coś napisać.
Jeśli kogoś to jeszcze interesuje ;x

♠~***~♠

Zasady Libster Award
(kolejny raz)

"Nominacja do Libster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

♠~***~♠

Za nominację bardzo dziękuję Ginny Kurogane (http://the-story-of-miyoshi-kurogane.blogspot.com). Mam nadzieję, że tym razem wymyśliłaś mniej.. dołujące pytania xD

♠~***~♠

1. Ulubiona pora roku?

Nie potrafię wybrać jednej. Lubię coś z każdej z nich. Serio...

2. Coś od czego chce Ci się natychmiast płakać?

Kiedy przypomnę sobie jakąś smutną scenę z czegokolwiek, obejrzę smutny AMV (czy coś takiego) lub przypomnę sobie jakieś smutne rzeczy...

3.  Ulubiona manga/anime/książka?

Ty mnie wykończysz tymi pytaniami T.T Ulubiona? Ale, że jeeedna? To odpowiem tylko chyba na książkę... Ulubiona książka to oczywiście seria "Dary Anioła" Cassandy Clare (nie pytaj już która część.. proszę T.T).

4. Jaki jest Twój ulubiony fragment z mojego opowiadania?

*Przegląda opowiadanie. Wraca do pytania. Szuka opcji "wszystkie".*

5. Co sądzisz o moim blogu?

Jest zaje.. ekhm... bardzo fajny *3*

6. Harry Potter czy Zmierzch?

Wiesz, że zadawałaś już takie pytanie? xD Oczywiście, że Harry :3

7. Co byś wybrał/a bycie kimś czy sobą?

Pomimo tego jak mi się nie podoba bycie sobą. Pomimo tego ile mam wad. Pomimo tego co robię ze swoim życiem. Pomimo tego wszystkiego, wybrałabym bycie sobą. Nie chciałabym być kimś innym. Tak naprawdę każdy człowiek ma tak samo ciężko w życiu, a wolę nieść ciężar swojego życia niż czyjegoś. Gdybym miała być kimś innym.. nie, nie wyobrażam sobie tego.

8. Czy masz rodzeństwo?

Taak.. i je znaaasz :>

9. Twoje plany na przyszłość?

Szczerze? To jeszcze nie myślę o swojej przyszłości... Nie wiem co będę robić, cóż co będzie to będzie.

10. Co sądzisz o sobie?

Jestem cholernym, bojącym się, nieśmiałym leniem, któremu brak pewności siebie i motywacji. Widzę w sobie wiele wad, ale wiem, że mam i zalety. W sumie to nawet się sobie podobam zarówno z wyglądu, jak i z charakteru. Choć niektóre rzeczy mnie wkur..zają.

11. Czy jest coś co byś chętnie zmieniła w historii Polski?

To trudne pytanie. Jednocześnie zmieniłabym to, żeby Polska nie miała rozbiorów i wgl., ale z drugiej strony wtedy nie mielibyśmy tak ciekawej historii. Mnie osobiście podoba się historia Polski (tym bardziej II wojna światowa), więc jednak nic bym nie zmieniała.

♠~***~♠

Okej, dotarliśmy do końca!

♠~***~♠

Czas na pytana i nominację..
Co do tych drugich to dzisiaj nikogo nie nominuję.
Na początku nadrobię wszystkie zaległości na blogach, a potem będę nominować ;)
Jak ktoś chce nominację to oczywiście może sobie wziąć, niech tylko powiadomi mnie o tym ;)
No i zachęcam do odpowiadania w komentarzach ^^
Ale co do pytań.. to może wymyślę je później.. albo w ogóle.. zobaczymy xD
Tak, tak jestem leniwa i nie chcę mi się nad nimi myśleć, sorry ;x
A tak serio to po prostu nie mam siły... 

wtorek, 12 maja 2015

Indicio I - Czyli krótka informacja.

Tak, wiem...
Zamiast durnej informacji wolelibyście rozdział...
Ale tak się niestety składa, że ani nie mam weny na niego, ani czasu na pisanie... Mam teraz naprawdę masę rzeczy na głowie.. wybaczcie ;c
Tak, wiem, że to moja "stała wymówka", ale taka jest niestety prawda.
Jak tylko się ogarnę to na pewno napiszę coś albo tu, albo na drugim blogu...
Tak, wiem, że ten zaniedbałam totalnie... 
Ale tutaj mam jeszcze taką.. blokadę.. wiem niby co chcę napisać, ale ani nie wiem, jak to rozpisać, ani nic... Masakra..

Ale przejdźmy do tego, co chcę Wam przekazać.
Mianowicie postanowiłam założyć stronę na fb (tak, tak Mania taka szalona).
Stronę oczywiście dotyczącą mnie, jako pisarza i kogoś kto skręca filmy.. no ten tego..
No, więc jeśli chcecie wiedzieć, że wciąż żyję to zapraszam Was tutaj:
Będę publikować posty, jak tylko coś przyjdzie mi do głowy xD I jeśli nie złapie mnie leń... To okropne choróbsko, wiecie no... Że też na taką zarazę nie wynaleźli jeszcze lekarstwa..
Będziecie też mogli zobaczyć, czy pracuje właśnie nad nowym AMV czy innym MV, albo czy piszę właśnie rozdział. Będę też polecać Wam blogi, które czytam (oczywiście, jeśli ich autorzy nie mają nic przeciwko), bo w większości są to historie naprawdę warte przeczytania!
No to jeszcze raz serdecznie Was tutaj zapraszam:

sobota, 21 marca 2015

Coś ważnego.

Dobra... teraz takie ogłoszenie parafialne.
(wow... pierwsze na tym blogu, wow...)
Nie mówię, że zawieszam, czy kończę opowiadanie, bo tego nie robię. Ja po prostu... nie mam weny, żeby pisać. Dlatego przepraszam, że tak długo nie ma nowego rozdziału, ale po prostu nie wiem co mam napisać. Taki chwilowy zastój. Ale mam nadzieję, że szybko mi on minie i już niedługo wstawię kolejny rozdział.
Ogółem to bardzo chciałabym podziękować Ginny Kurogane, Anqqa (wybacz.. nie wiem jak odmienić Twój nick T.T) i Ari Enare. Bardzo Wam dziękuję za te wszystkie komentarze. Naprawdę! Sprawiacie mi nimi ogromną radość! 
Dlatego też moja mała prośba do pozostałych czytelników, jeśli naprawdę czytacie to co piszę to proszę skomentujcie. Nawet naprawdę krótki komentarz. Po prostu proszę, żebyście zostawili po sobie jakiś ślad. Po prostu daje mi to straszną motywację i bardzo poprawia humor. Nawet jeśli chcecie mnie skrytykować, napiszcie. Spróbuję się wtedy poprawić. Nie będę wymuszać komentarzy, bo nie jestem taka, ale po prostu przydałyby się one, gdy mam taki "zastój pisarski". Wiecie, jeśli wiem, że piszę dla kogoś, a nie dla siebie to szybciej coś napiszę, bo mam motywację, aby to zrobić.
No to ten... rozdział postaram się napisać jak najszybciej ^.^
I swoją drogą to ktoś włącza te linki do piosenek co daję w rozdziałach i tutaj? xd

Ale i tak jeszcze dodam, że chciałam podziękować wszystkim osobą, które czytają to coś.
Jesteście wielcy!

niedziela, 8 marca 2015

Memoria V - Aliquid iniuriam?

"Sprzymierzeńców zyskuje się przez zaspokajanie ciekawości nieznajomych."


 - Gratuluję, coetus trzeci, magu powietrza - rzekł nauczyciel.
 - Dziękuję - odparłem beznamiętnie.
                   Mężczyzna był bardzo miły. Aż za bardzo. Trochę mnie odrzucał ten jego spokój. Sam nie wiedziałem dlaczego. 
                   Wziąłem klucz od pokoju od starszej nauczycielki i udałem się w kierunku, który wskazała. Powiedziała mi, że jak każdy nowy uczeń mam udać się do dyrektora na rozmowę. Nie za bardzo mi się to uśmiechało, ale cóż, jak mus to mus. Później miałem udać się na skrzydło męskiej części uczniów. 
                   Usiadłem przed gabinetem dyrektora. Miałem dziwne przeczucie, że ktoś był w środku. Wolałem nie ryzykować. 
                   Miałem rację. Około pięciu minut później z gabinetu wyszła dziewczyna. Miała długie białe włosy, ale to nie one najbardziej mnie zaciekawiły. Moją uwagę zwróciły jej fioletowe oczy. Duże, fioletowe oczy. Wydawały się hipnotyzujące. Dziewczyna uśmiechnęła się i poszła dalej. Miała śliczny uśmiech. Miałem małą nadzieję, że będę z nią w coetus'ie. Wiedziałem przynajmniej, że była z tego samego rocznika.
                   Nagle dotarło do mnie, że powinienem iść zobaczyć się z dyrektorem. Wstałem i zapukałem do drzwi. Usłyszałem ciche "proszę". Powoli otworzyłem drzwi i zajrzałem do środka. Na krześle za długim biurkiem siedział starszy mężczyzna. Ręką zachęcił mnie do wejścia. Wszedłem do środka i usiadłem na wskazanym przez niego miejscu przed biurkiem. Dyrektor wyglądał na miłą osobę.
- Witaj, jak cię zwą? - zapytał. Jego ton głosu był uprzejmy. Zbyt uprzejmy.
- Anthony Evans - odpowiedziałem.
- Evans? - zdziwił się i przyjrzał mi się uważnie. - Jesteś potomkiem Edwarda Evansa?
- Edwarda? - Uśmiechnąłem się. - Nie. Jestem synem Jonathana i Evy Evansów.
- Nosisz nazwisko po ojcu? - Kiwnąłem głową. - Jonathan Evans... Nie kojarzę takiego ucznia.
- Ach, moi rodzice nie pochodzą stąd. Pochodzimy z miejscowości bardzo oddalonej od Akademii. Moi rodzice nie uczyli się tu, ale uznali, że chcą mi zapewnić dobre wykształcenie, więc posłali mnie tu do szkoły - wyjaśniłem.
- Rozumiem... Ale coś mi tu nie pasuje, a dokładniej twoje włosy. Ich kolor. Jest normalny.
                   I w tej jednej chwili ten staruszek zaczął działać mi na nerwy. Tak jestem blondynem! Nawet ślepy to zauważy! No dobra może ślepy nie...
- No tak, tak myślałem, że ktoś o to zapyta - starałem się być spokojny, pomimo zaciekawionego wzroku dyrektora. - Widzi pan takie już są. Moi rodzice również byli zdziwieni. W końcu talent mam, ale włosy mają barwę złocistego blondu. Mama stwierdziła, że może to przez to, że mój ojciec pochodzi z niemagicznej rodziny. Na początku też stwierdzili, że może nie mam talentu, ale to absurdalne.
- Wcale nie absurdalne - zaprzeczył szybko dyrektor. - Talent nie jest dziedziczny. Jeżeli w twojej rodzinie jest choć jedna osoba nie będąca magiem, a mówiłeś, że tak jest to możliwe, że odziedziczysz to po nim. W rodzinie pełnokrwistych osób bez talentu może urodzić się mag, ale za to w rodzinie składającej się z pełnokrwistych magów nie może być takiej osoby. Trochę to skomplikowane.
- Rozumiem - powiedziałem cicho. Tak naprawdę mój umysł zaprzątała inna myśl.
- Cieszę się - dyrektor uśmiechnął się do mnie ciepło. - Swoją drogą, nie będę miał kontaktu z twoimi rodzicami, prawda?
- Po co panu? - Nie chciałem, żeby zabrzmiało to niegrzecznie, ale nie znalazłem innych słów.
- Lubię mieć kontakt ze wszystkimi rodzicami uczniów.
- Przykro mi, ale są wędrownymi magami.
- Nie boją się przyłapania? - Znowu ta ciekawość!
- Nie. Wędrują tylko po miastach magów lub pokoju - dalej próbowałem być miły i spokojny, choć wścibskość staruszka coraz bardziej mnie denerwowała. -  Ale obiecali, że jak tylko zatrzymają się gdzieś na dłużej to do mnie napiszą - zapewniłem.
- Dobrze, mam nadzieję, że nie będzie z tobą problemów. - Pogroził mi palcem i zaczął śmiać.
- Ależ, proszę pana! Przecież ja jestem niczym aniołek - odparłem, również delikatnie się śmiejąc.
- Ja myślę - powiedział i puścił mi oczko - to by było na tyle. Do widzenia, Anthony.
                   Wstałem i już miałem zamiar wyjść, jednak odwróciłem się i spojrzałem na staruszka. Jedna rzecz zabolała moje uszy.
- Anthony, panie dyrektorze - powiedziałem.
                   Starzec spojrzał się na mnie, jak na głupka. Zamrugał kilka razy.
- Słucham?
- Moje imię wymawia się Antony, nie Antoni.
                   Dyrektor poprawił okulary.
- Dobrze, dobrze. Do widzenia, Anthony - tym razem powiedział poprawnie.
- Do widzenia.
                   Dopiero po dotarciu do swojego pokoju, odetchnąłem z ulgą. Mam nadzieję, że nikt więcej nie będzie czepiał się koloru moich włosów. Naprawdę tego nie rozumiałem, nie po tym co powiedział mi staruszek. Ale co mogłem zrobić.
                   Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Było dość spore. Wielkie łóżko małżeńskie stało pośrodku. Za nim rozciągało się okno oraz drzwi prowadzące na balkon, a obok niego stała szafa na ubrania. Była równie ogromna. No fakt - musiała pomieścić sporą liczbę ubrań. Po drugiej stronie zaś znajdowały się drzwi prowadzące do łazienki. Każdy z uczniów miał osobną łazienkę, co było bardzo przydatne. Na środku stał fotel i stolik do kawy. Skierowane były w kierunku okna. Obok drzwi wejściowych po jednej stronie stało biurko, a po drugiej regały na książki. Pokój był typowy, były w nim wszystkie potrzebne rzeczy. Zauważyłem, że moje walizki znalazły się już w pokoju. Będę musiał się rozpakować. Nie lubiłem tego, ale w sumie i tak miałem tu spędzić cały rok. No prawie, w końcu była przerwa świąteczna i letnia. Ale to nie miało znaczenia. Po prostu nie mogłem zostawić ubrań w walizce.
                   Nie miałem ochoty nic robić. Tak naprawdę to póki co wiedziałem tylko, gdzie jest dziedziniec, mój pokój i biuro dyrektora. A było jeszcze mnóstwo rzeczy do odkrycia! Wolałem jednak nigdzie się nie kręcić. Mogło się to źle dla mnie skończyć. Nie wiedziałem czego będę się tu uczyć, w sumie to prawie nic nie wiedziałem o tej szkole. Była ogromna - tyle zauważyłem.
                   Położyłem się na łóżku. Zdecydowanie musiałem zrobić zbyt dużo rzeczy. Usłyszałem pukanie do drzwi. Znowu ktoś chciał zawracać mi głowę? Powolnie wstałem i uchyliłem lekko drzwi. Moim oczom ukazał się chłopak gdzieś w moim wieku. Jego włosy były białe, a oczy zielone. Jego skóra była koloru kawy z mlekiem. Patrzył na mnie zaskoczony, a ja spoglądałem na niego spode łba.
 - Cześć - powiedział w końcu. Skinąłem tylko lekko głową. Oparłem się o framugę drzwi i dalej na niego patrzyłem. Był ode mnie wyższy. Przekląłem los za to, że byłem taki niski. Moje wredne spojrzenie nie miało takiego uroku, jeśli ktoś był wyższy. A często się tak zdarzało. Metr sześćdziesiąt wzrostu to nie dużo... Choć jak na mój wiek to może. W końcu dwanaście lat to też nie dużo. Ludzie często zastanawiali się, co jest ze mną nie tak. Miałem tak mało lat, a nie zachowywałem się jak dziecko. Po prostu byłem ponad to. - Jesteś może pierwszorocznym?
 - Tak - odparłem beznamiętnie na co chłopak uśmiechnął się. Uniosłem jedną brew o góry. Co miał znaczyć ten uśmiech?
 - To tak jak ja! - Wyglądał na szczęśliwego. Wyciągnął rękę w moją stronę - Akihito Kenta.
                   Westchnąłem zrezygnowany i uścisnąłem jego dłoń.
 - Anthony Evans.
 - Bardzo mi miło! - powiedział wesoło. Kąciki moich ust mimowolnie lekko się uniosły. Od tego chłopaka biła aura optymizmu. I to chyba trochę zaraźliwego. - Ogółem to przyszedłem, aby przekazać wiadomość od dyrektora. O czternastej jest obiad w jadalni. To największa sala w całej akademii! Znajduje się ona w drugim budynku. Żeby się do niego dostać musisz przejść korytarzem, po lewej stronie, patrząc od schodów. W budynku zaś kierujesz się w prawo i stoisz na przeciwko niej. Łatwo ją rozpoznać po wielkich drzwiach do niej prowadzących.
 - Rozumiem - odpowiedziałem.
 - Muszę jeszcze ogłosić to pozostałym pokojom... Trochę ich zostało - Miał rację, moja sypialnia znajdowała się na równej połowie korytarza - ale jakoś dam radę. Przynajmniej nie muszę ogłaszać innym piętrom. - Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Miał rzeczywiście farta. Akademia miała pięć pięter mieszkalnych, na każdym z nich znajdowało się około dwustu pięćdziesięciu pokoi. Oprócz pierwszego piętra, czyli tego należącego do nauczycieli. Klasy były połączone tak, że pierwsza i druga miały wspólne piętro tak samo jak czwarta i trzecia. Za to piąta i szósta miały osobne piętra. Na parterze po jednej stronie znajdował się pokój, w którym mogli przebywać wszyscy, niezależnie od płci czy wieku. Za to po drugiej stronie był korytarz prowadzący do drugiego budynku. To w drugim budynku znajdowały się sale lekcyjne, jadalnia, biblioteka i inne takie. - Jakbyś czegoś potrzebował to znajdziesz mnie pod numerem 213!
                   Powiedział i pobiegł dalej. Postanowiłem schować się do pokoju. Spojrzałem na zegarek. Była dopiero 12:48. Jeszcze tyle czasu.


                   Pokój był bardzo przyjemny. Od razu go polubiłam. Jedna z dziewczyn ogłosiła, że o czternastej jest obiad. Ale do niego było jeszcze sporo czasu. W sumie to nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Pomyślałam, że może się przejdę po akademii, jednak póki co bałam się wychodzić z budynku mieszkalnego. Bałam się, że się zgubię, a nie znałam tu jeszcze nikogo.
                   Wyszłam z pokoju. Nie wzięłam ze sobą laski. Uznałam, że nie jest mi potrzebna. W końcu to szkoła.
                   Mikael powiedział, że będę musiała wybrać zajęcia, na które chcę chodzić. Niektóre są obowiązkowe, inne nie. Zawsze chciałam nauczyć się czarować bez użycia laski. Miałam nadzieję, że w Akademii uda mi się spełnić ten cel. Byłam strasznie ciekawa lekcji. Może to dziwne, ale naprawdę lubiłam uczyć się nowych rzeczy, oczywiście związanych z magią, bo jakoś arytmetyka nigdy do mnie nie przemawiała. Za to rzucanie zaklęć, owszem. Mika przez te wszystkie lata uczył mnie jak sobie radzić z talentem.
                   Była rzecz, która mnie zdziwiła. Moja moc - mimo iż jest silniejsza od normalnych - nie powinna wykraczać poza coetus czwarty. Nie na moim poziomie. Tak powiedziała Isabelle. Jednak trafiłam do trzeciej grupy. Nie wiem czy powinnam się cieszyć, czy nie. Bałam się, że nie dam rady.
                   Doszłam do schodów. Pokoje uczniów pierwszego i drugiego roku znajdowały się na drugim piętrze. Nie powinnam się zgubić po drodze do własnego pokoju. Zeszłam na sam dół. Na przeciwko schodów widniały wielkie wrota - wyjście. Po lewej stronie również wielkie drzwi, ale trochę mniejsze od tych wejściowych, prowadzące do drugiego budynku. To w nim znajdowała się jadalnia i odbywały się lekcje. W sumie było w nim wszystko oprócz mieszkań i pokoju wspólnego, do którego prowadziły drzwi po prawej stronie. Podeszłam do nich. Były podwójne z szybami, więc mogłam rozejrzeć się po pokoju, nie wchodząc do niego. Zauważyłam, że jest pusty i ogromny. Ogromna pustka. Wydało mi się to trochę przerażające. Szybko odeszłam od drzwi.
                   Miałam zamiar wrócić do pokoju, gdy spostrzegłam jeszcze jedne wrota. Dość małe, jak na tak wielką szkołę. Znajdowały się za schodami. Podeszłam do nich. Były całe drewniane - żadnej szyby, przez którą można spojrzeć. Złapałam za gałkę i lekko ją przekręciłam. Były otwarte. Lekko wystawiłam głowę, aby zobaczyć, co znajduje się po drugiej stronie. Moim oczom ukazał się wielki ogród. Wyglądał pięknie. Odwróciłam głowę i spojrzałam nad wrota wejściowe. Było dopiero wpół do drugiej. Miałam jeszcze trochę czasu.
                   Weszłam do ogrodu.


                   Szczerze to nie miałem pojęcia, dlaczego chłopak o białych włosach siedział naprzeciwko mnie i żwawo dyskutował. Akihito rozsiadł się wygodnie w fotelu, podczas gdy ja siedziałem na ławie pod oknem. Była naprawdę duża i miękka - leżały na niej poduszki. Rękę miałem opartą o drewniany parapet. Spoglądałem raz na gościa, raz na widok za oknem. Krajobraz był piękny. Poza wielkim ogrodem widać było małą rzeczkę płynącą poza ogrodzeniem a dalej góry.
                   Przeniosłem wzrok na kolegę. Ucichł i wpatrywał się we mnie zaciekawiony. Zmarszczyłem brwi.
 - Coś nie tak? - zapytałem beznamiętnie.
                   Chłopak uniósł rękę i pokazał na moje włosy. Spiorunowałem go wzrokiem, ale on chyba tego nie zauważył, bo powiedział:
 - Czemu? Moi rodzice mówili, że to niemoż...
 - Tak, tak - przerwałem mu i machnąłem dłonią - to jest dziwne. Wiem o tym. Ale to nie moja wina. Nie pytaj mnie dlaczego tak jest, okej?
 - Dobrze - odparł. Opuścił rękę, uśmiechnął się i kontynuował dalej swoją opowieść.
                   Ja zaś ponownie spojrzałem na krajobraz za oknem.
                   Nagle zauważyłem kogoś. Po ogrodzie ktoś chodził. Zauważyłem długie białe włosy. Wydawało mi się, że to ta dziewczyna, którą wcześniej widziałem. Ta z mojego rocznika. Z tej wysokości nie mogłem zobaczyć jej dokładnie, ale czułem, że to ona.
 - Stało się coś? - usłyszałem głos. Zauważyłem, że przykładam dłonie i nos do szyby. Musiało to wyglądać dziwnie z perspektywy Akiego.
 - Nie, nic - odpowiedziałem. Dziewczyna zniknęła z zasięgu mojego wzroku, a ja z powrotem usiadłem na ławie. 
                   Ciekawiło mnie kim była tamta dziewczyna. Chciałem ją poznać. Coś mnie do niej ciągnęło, tylko nie wiedziałem co.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
W końcu! W końcu udało mi się skończyć ten rozdział xD
Jestem normalnie z siebie dumna xdd Szkoda tylko, że wyszedł tak krótki ;c
No to tak (jak pisałam pod rozdziałem XII dodanym dzisiaj na bogu We live as we dream) życzę wszystkim panią (co z tego, że sama nią jestem xD) wszystkiego najlepszego w tym naszym pięknym dniu ;*
Co by tu jeszcze... no nic nie mogę wymyślić T.T Mam nadzieję, że szybko uda mi się napisać kolejny rozdział :D
Bye, bye!

piątek, 20 lutego 2015

Memoria IV - Is iustus felicis.

"Jeśli chce się być szczęśliwym, nie wolno gmerać w pamięci."



                   Kiedy się obudziłam, słońce było już wysoko na niebie, a z dołu dochodziły hałasy porannej krzątaniny. Przeciągnęłam się i wyskoczyłam z łóżka. Jak zawsze byłam pełna energii. Szybko poszłam do łazienki. Załatwiłam poranną toaletę i wróciłam do pokoju. Założyłam na siebie białą sukienkę na ramiączkach, sięgającą kolan z niebieską kokardką przewiązaną pod piersiami. Rozczesałam długie włosy. Przejrzałam się w lustrze. Jak zawsze białe kosmyki opadały delikatnie na moją okrągłą twarz, tworząc coś w rodzaju grzywki. Zastanawiało mnie dlaczego moja cera była taka blada. Duże oczy o fioletowej barwie zupełnie do niej nie pasowały. Do tego mały nos i małe lekko różowe usta. Wydawało mi się, że wyglądam dziwnie. Zastanawiało mnie też, kiedy urosną mi piersi. Isabelle musiała "poprawić" sukienki, które mi dała, żeby na mnie pasowały. Chyba sprawiało jej to lekki kłopot, a ja nie chciałam dokładać jej pracy.
                   Skocznym krokiem zeszłam do kuchni. Kobieta o różowych włosach, związanych w kitkę stała przy kuchence i coś na niej smażyła. Tak ładnie pachnie - pomyślałam i podeszłam bliżej. Isabelle nuciła pod nosem piosenkę, a ja usiadłam przy stole. Mikaela, jak zawsze, nie było w pobliżu. W sumie to każdy nasz dzień się tak zaczynał.
 - Wcześnie dziś wstałaś - powiedziała Bella wesoło. Wyczułam, że miała dzisiaj bardzo dobry humor. - Jest dopiero ósma.
 - Naprawdę? - zdziwiłam się i wyciągnęłam na stole. Rzadko kiedy zdarzało mi się wstawać, aż tak wcześnie.
                   Isabelle mieszkała z nami już od pięciu lat. Na początku byłam dość nieufna w stosunku do niej. Braciszek bardzo dużo mi o niej opowiadał. Mówił jaką jest dobrą osobą. Moja podejrzliwość co do Belli szybko minęła. Bardzo ją polubiłam. Opiekowała się mną. Była częścią mojej rodziny.
 - Braciszek powinien niedługo wrócić, prawda, Isi? - spytałam. Kiwnęła głową.
 - Tak, niedługo powinien być.
                   Od kiedy Isabelle z nami zamieszkała, Mika zaczął częściej znikać rano. Wtedy zawsze siedziałam z Bellą. Jeszcze bardziej się do niej przywiązywałam. Braciszek nigdy nie powiedział mi, gdzie wychodzi. Wydawało mi się, że nawet Isabelle nie wiedziała. W sumie to dziwny był dla mnie fakt, że jeszcze nie byli małżeństwem. Byli zaręczeni od dwóch lat.


                   Mikael wrócił o wiele później niż zawsze. Dopiero po południu. Kiedy tylko przekroczył próg domu, pobiegłam się z nim przywitać. Isabelle zaś była na niego wściekła. Zrobiła mu niezłą awanturę, ale ostatecznie i tak się pogodzili. Siedzieliśmy teraz w salonie. Braciszek i Bella rozmawiali, a ja czytałam książkę. 
                   Tak naprawdę to od pewnego czasu myślami byłam gdzie indziej. Przerwałam czytanie. Przypomniałam sobie o czymś, o czym kiedyś opowiadał mi Mika. Już dawno miałam go o to zapytać, ale zawsze zapominałam. Teraz jednak był odpowiedni moment.
 - Braciszku - zaczęłam niepewnie. Przerwał rozmowę i spojrzał na mnie pytająco. - Pamiętasz, jak byłam mniejsza to opowiedziałeś mi kiedyś o pewnej szkole.
                   Jego niebieskie oczy gwałtownie się rozszerzyły. Za to Isabelle spojrzała na mnie łagodnie. Jej różowe tęczówki zabłysły.
 - Wiesz ta szkoła... nieważne co mówiłem - powiedział.
 - Dlaczego nieważne? - Isi skarciła go wzrokiem. - Nie chcesz posłać Lucy do Akademii?  
 - Nie o to chodzi. - Spojrzałam na niego. Wpatrywał się w podłogę. 
 - Myślałam, że chcesz zapewnić jej jak najlepsze wykształcenie! - mówiła Isabelle. - Nigdzie nie dostanie lepszego niż w Akademii, nawet od ciebie.
                   Pierwszy raz się tak kłócili. Byli spokojni. Oboje. Nie krzyczeli. Można by powiedzieć, że to była prosta wymiana zdań, ale jednak tak nie było.
 - Wiem - odparł. Wydawało mi się, że nie do końca wie, co chce powiedzieć. - Porozmawiamy o tym później, dobrze?
                   Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. Jego oczy wyglądały na zmęczone. Odwzajemniłam tylko uśmiech i wróciłam do książki. Wiedziałam, że jeśli powiedział, że później porozmawiamy, to tak się stanie.


                   Nie chodziło o to, że nie chciałem, aby Lucy poszła do Akademii Lucem. Po prostu nie mogłem oswoić się z myślą, że mnie opuści. Za bardzo się do niej przyzwyczaiłem. Była jedyną bliską mi osobą przez dwa lata - wtedy, kiedy myślałem, że jestem sam. Wychowywałem ją od dziecka. Może nie od dnia jej narodzin, ale jednak nadal od dziecka. Przywiązałem się do niej. Bardzo. Chciałem, aby zawsze przy mnie była. Tak samo jak Isabelle. Byłem szczęśliwy, mając je obie przy sobie. Dwie najbliższe mi osoby mieszkały ze mną. Chciałem, aby było tak zawsze. Jednak Lucy dorastała. Czas mijał. Nie mogłem tego zatrzymać. Wiedziałem, że kiedyś nadejdzie ten dzień. I wiedziałem, że Isabelle stanie wtedy po stronie dziewczynki. Kochała ją tak samo jak ja. Chciała dla niej jak najlepiej. Mimo przywiązania, myślała racjonalnie. Chciała wysłać Lucy do Akademii. Wiedziała, że tam dziewczynka spędzi kilka szczęśliwych lat i nauczy się kontrolować swoje moce. Tym bardziej, że jej moc była silniejsza niż innych. Wiedziałem, że ja nie potrafiłbym wszystkiego jej nauczyć. 
                   Isabelle zeszła na dół. Upewniła się, że Lucy śpi i wróciła do mnie. Atmosfera przez cały czas była lekko napięta. Czułem, że Isi była na mnie zła. W sumie to nie dziwiłem jej się. Miała prawo być zdenerwowana. Usiadła obok mnie na sofie. Nie odezwała się. Postanowiłem przerwać ciszę.
 - To nie tak, że nie chcę, aby Lucy miała dobre wykształcenie. - Patrzyłem na Bellę. Ona zaś wpatrywała się w podłogę. Nie chciała na mnie patrzeć. Kontynuowałem. - Po prostu... Boję się tego. Nie chcę znowu przechodzić przez to samo. Nie chcę, aby ludzie, których kocham, do których się przywiązałem mnie opuścili i zapomnieli... Nie chcę znów być sam.
                   Isabelle złapała moje dłonie i spojrzała mi w oczy. Wdziałem jej zmartwione spojrzenie.
 - Nigdy nie zostaniesz sam! - mówiła spokojnie. - Zawsze będę przy tobie! Lucy również. Zrozum, że ona dorasta... Kiedyś będzie musiała odejść i zacząć nowe życie, ale to nie oznacza, że o tobie zapomni! Fakt, nie możesz jej mieć wiecznie przy sobie, ale zawsze będziesz w jej sercu. Tak samo w moim. 
                   Jej słowa sprawiły, że od razu poczułem się lepiej. Dodały mi otuchy.
 - Naprawdę zawsze przy mnie będziesz - zapytałem cicho.
 - Naprawdę - odpowiedziała i wtuliła się we mnie. 
                   Objąłem ją delikatnie. Tak bardzo się cieszyłem, że była obok mnie. 


                   Pierwszy raz Mikael był w domu od rana. Siedzieli z Isabelle na kanapie. Od razu pobiegłam się do nich przytulić. Wepchnęłam się pomiędzy nich. Zawsze tak siedzieliśmy. 
 - Lucy - zaczął Mika, a ja spojrzałam uważnie na niego - razem z Isabelle postanowiliśmy, że wyślemy cię do Akademii Lucem.
                   Uśmiechnęłam się szeroko. Kiwnęłam głową. Bella pogłaskała mnie po głowie. 


                   Akademia znajdowała się w Lucem. W mieście, które znajdowało się w kraju magów. Nie do końca to wszystko rozumiałam, ale Isabelle powiedziała, że wszystkiego i wiele więcej dowiem się w szkole.
                   Mikael i Bella odwieźli mnie do akademii. Na placu przed wielkimi schodami prowadzącymi do drzwi wejściowych, było wielu ludzi. Nowi uczniowie i uczniowie ze starszych klas wraz z rodzinami. Mika opowiedział mi, że w tej szkole uczniów dzieli się na coetus'y, czyli tak zwane grupy. Są one dobierane pod względem wieku i umiejętności. Tak naprawdę zawsze możesz trafić do innej grupy. Wcześniej nie nazywał ich coetus. Ale niektórych przedmiotów coetus'y nie obowiązywały. W sumie to tylko przedmioty, w których potrzebna była magia wymagały takich grup. Inne - bez magi - były dobierane pod względem wieku. Było sześć coetus'ów i klas. Braciszek i Isi powiedzieli, że nieważne jest to, do której coetus trafię. Ważne, abym była zadowolona.
                   Przyszedł czas na pożegnanie. Za chwilę nowi uczniowie mieli zostać przydzieleni do grup. Nie chciałam żegnać się z nimi. 
 - No to co, maluszku. Napisz do nas od czasu do czasu - powiedziała Bella i przytuliła mnie.
 - Ale wy też będziecie do mnie pisać? - zapytałam szybko.
 - Oczywiście, że tak - odparł Mikael. - Ucz się pilnie i nie sprawiaj problemów, żeby twój braciszek nie musiał się za ciebie wstydzić.
                   Z uśmiechem "pogroził" mi palcem.
 - Kochamy cię - powiedzieli razem.
 - Ja was też!
                   Pojechali, a ja zostałam sama z torbą. Sama pośród nieznanych mi ludzi. Tu miało zacząć się moje nowe życie. Miałam nadzieję, że będzie dobrze.
                   Nauczyciele ustawili nas w rzędzie. Starszych zaś skierowali od razu do pokoi. Przez całe sześć lat mieliśmy mieć te same pokoje, więc nie był to problem dla starszaków.
                   Kolejka szła dość szybko. Tak naprawdę to nie musiałam za długo czekać. Niepewnie podeszłam do stolika, przy którym siedział jeden z nauczycieli. Spojrzał na mnie. Trochę się bałam, a on chyba to wyczuł, bo powiedział łagodnie:
 - Nie musisz się bać. 
                   Uśmiechnęłam się lekko. Ton jego głosu był taki uspokajający.
 - Podejdź bliżej i spójrz mi w oczy. - Wykonałam polecenie. Nie wiedziałam dlaczego akurat coś takiego. Nauczyciel po chwili zaczął coś pisać w notesie. Później to samo przepisał na kartkę. - Witam nowego maga wody i powietrza. - Uśmiechnął się. - Mogę poznać twoje imię?
 - Lucinda Salmela - powiedziałam. 
                   Mężczyzna tylko uśmiechnął się i podał mi kartkę.
 - Gratuluję, coetus trzeci.
                   Podziękowałam i ruszyłam w kierunku, który mi wskazał.
                   Na górze, przed wielkimi wrotami, które były teraz otwarte, stała starsza pani. Również jedna z nauczycielek. Podała mi klucz do pokoju i wskazała drogę.
                   Przed wejściem, obejrzałam się jeszcze. Spojrzałam na kolejkę. Dalej było tam wiele osób. A moją uwagę przykuła jedna z nich.
                   Dlaczego ten chłopak miał blond włosy?

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Hej!
No to moi mili przenieśliśmy się w czasie! xD Chodzi o to, że zrobiłam przeskok w wieku bohaterów. Taak... Lucy jeszcze w poprzednim rozdziale miała 5 lat, a teraz ma 12 lat xd 
Ogółem w spisie treści ten rozdział jest zapisany jako rozdział I księgi II, ale ogółem ponumerowałam go jako IV rozdział... żeby nikt się nie pogubił widząc np. 5 rozdziałów I xd 
Ale zmierzam do tego, że co księgę planuję taki "przeskok" w wieku bohaterów. Co kilka lat lub co rok... zobaczymy. 
Ogółem księgi nie wiem w sumie ile będą miały rozdziałów... Zobaczymy, nie wiem też ile będzie ksiąg >.< Wyjdzie w praniu xD
Swoją drogą ma ktoś pomysły jakie lekcje mogą się odbywać w Akademii magów? Bo kurcze to jedyna rzecz, o której nie pomyślałam >.< W sumie mam kilka.. szczerze to zaczerpniętych z Harry'ego Pottera, ale pasują tutaj... Jeśli ktoś ma jakieś pomysły to proszę pisać ^.^
No i to by było chyba na tyle xd 
Pozdrawiam! 
Bye, bye!

sobota, 7 lutego 2015

Memoria III - Accipies vellem dolor tuus.

"Ból przecierpiałeś, przecierp teraz szczęście."



                   Czy to właściwy moment?
                   Muszę w końcu to zrobić, ale czy akurat teraz?
                   Szykowałem kolację, a Lucy bawiła się w salonie. Wyglądała na szczęśliwą, więc myśli o tym, żeby w końcu z nią porozmawiać zaczęły coraz bardziej dręczyć moją głowę. Wiedziałem, że muszę to zrobić, ale uciekałem od tego, chciałem jak najbardziej to przedłużać. Po prostu nie wiedziałem jak mam jej to powiedzieć. Chciałem z nią porozmawiać o rodzicach i magii, ale nie potrafiłem się do tego zabrać. Miałem zamiar nauczyć małą wszystkiego, a nie umiałem nawet zacząć rozmowy na ten temat.
                   Poczułem jak ktoś ciągnie mnie za rękaw. Spojrzałem w dół. Lucy wpatrywała się we mnie swoimi fioletowymi oczkami. Zrobiła grymas i powiedziała:
 - Coś się pali.
 - Co...? - Przeniosłem szybko wzrok na patelnie, na której smażyła się nasza kolacja. - Cholera - zakląłem cicho.
                   Na szczęście jedzenie nie przypaliło się tak bardzo. Jednak był to dla mnie znak, że muszę porozmawiać z Lucy. Inaczej, przez moją nieuwagę, może stać się coś o wiele gorszego.


                   Tego wieczoru, jak co dzień czytaliśmy razem bajkę.
                   Gdy skończyliśmy, nie sięgnąłem po drugą, co wywołało u Lucy wielkie zdziwienie. Uśmiechnąłem się do niej lekko.
 - Posłuchaj, Lucy, dzisiaj chciałem z tobą porozmawiać - zacząłem spokojnie. Dziewczynka dalej patrzyła na mnie zdziwiona. Nic nie odpowiedziała. - Pamiętasz, jak opowiedziałem ci moją historię? - Kiwnęła powoli głową. - Chciałbym się teraz dowiedzieć czegoś o tobie. Chciałbym wiedzieć czy coś pamiętasz. 
                   Zdziwienie przeobraziło się w smutek. Widziałem, że była bliska płaczu.
 - Lucy... - zacząłem, lecz dziewczynka mi przerwała.
 - Naprawdę nie wiem czemu rodzice mnie zostawili - mówiła, płacząc. - Mama mówiła straszne rzeczy. Wcześniej było dobrze. A po chwili mój pokój był cały zimny. Tata powiedział, że to lód. Później oboje powiedzieli, że jestem potworem. Zostawili mnie. A to wszystko, że moje włosy się zmieniły! Wcześniej były inne. Takie same jak mojej mamy. Przynajmniej tak mi się wydaje... Nie pamiętam rodziców.
                   Rozpłakała się na dobre, a ja siedziałem bezruchu. Gdy tylko się ocknąłem, od razu ją przyciągnąłem do siebie i mocno przytuliłem. Próbowałem jakoś uspokoić. Ludzie bez talentu naprawdę są okrutni. Mówić takie rzeczy zaledwie pięcioletniemu dziecku i to w dodatku własnemu! Patrząc na Lucy, chciałem zabrać cały ten ból od niej. Dlaczego taka młoda dziewczynka musi tak cierpieć? 
                   Uspokoiła się po dłuższej chwili. Miałem ochotę już więcej o tym nie rozmawiać, ale wiedziałem, że będzie lepiej, jak już zamknę ten temat.
 - Chciałbym z tobą porozmawiać o twojej mocy. Pewnie jej nie rozumiesz, w końcu jesteś jeszcze malutka, ale im szybciej przebrniemy przez tę rozmowę tym lepiej. - Lucy kiwnęła głową. Jej oczy były czerwone od płaczu. Odetchnąłem ciężko i zacząłem mówić: - Moc, którą posiadasz nazywana jest talentem. Jak pewnie zdążyłaś się zorientować, ja również ten talent posiadam. Co prawda trochę różniący się, w końcu opowiadałem ci o "cudzie" i tak dalej. Ale mniejsza w to, skupmy się na tobie. Zauważyłem, że często mówisz o lodzie z czego wynika, że twoją magią pochodnią jest lód. Dlatego mogę z pewnością powiedzieć, że należysz do magów wody. Woda swoją drogą to bardzo ciekawy żywioł. Potrafi leczyć i zabijać, a doświadczeni użytkownicy potrafią nawet władać krwią ludzką czy innych stworzeń. Ale to też mało ważne. Chcę pomóc ci zrozumieć twój talent i władać nim. 
 - Pomożesz mi zrozumieć dlaczego rodzice mnie zostawili? - zapytała głosem pełnym nadziei.
                   Westchnąłem i odwróciłem wzrok.
 - Sam chciałbym się tego dowiedzieć - powiedziałem cicho.
                   Kątem oka zauważyłem, że Lucy wbiła tępo wzrok w prześcieradło. Nie wiedziałem co powiedzieć, żeby ją pocieszyć. Mogłem tylko tak siedzieć i patrzeć jak Lucy cierpi. Nie wiedziałem co się działo wewnątrz jej. 
 - Opowiesz mi coś więcej o magii? - spytała po chwili, która wydała mi się wiecznością.
                   Od razu jakby się ożywiłem. Jakby ktoś zerwał ze mnie wiążące zaklęcie.
 - Oczywiście! - odparłem radośnie. - Ale... jutro, teraz chodźmy spać.
 - Okej.
                   Uśmiechnęła się i położyła. Również wykonałem tą samą czynność. Przykryłem nas kołdrą i zamknąłem oczy, próbując zasnąć.


                   Następnego dnia opowiadałem Lucy o magii.
 - Istnieją trzy główne rodzaje magii oraz wiele pobocznych. Głównymi są oczywiście magia biała, czarna i neutralna. Opisywać ich chyba nie muszę. - Kiwnęła głową. - Pobocznymi rodzajami magii jest magia żywiołów, pochodnia, duchowa, lecznicza, zmiennokształtnych, przywoływaczy. Magie te można zaliczyć do każdego rodzaju. Ale jest też jedna magia, którą zaliczyć można jedynie do czarnej. Jest to magia zabójców. Nie będę opisywać każdej z magii, bo tego dowiesz się później. W sumie to by było na tyle. To wszystko co musisz wiedzieć w tym wieku o magii.
 - Ale... dlaczego teraz nic się nie dzieje? Wcześniej cały mój pokój nagle okrył lód, a teraz nie umiem nic zrobić. Czemu? - Zdziwiły mnie te pytania. Nie znałem na nie odpowiedzi.
 - Przepraszam, ale nie wiem... Tak naprawdę nie musisz czarować w tak młodym wieku, nikt od ciebie tego nie wymaga. Spokojnie, twój talent nie zniknął. W końcu kolor twych włosów pozostał biały.
 - Dlaczego się zmienił? Wcześniej był brązowy! - Kolejne pytania... przynajmniej na te znałem odpowiedź.
 - Spokojnie - Spojrzałem małej w oczy - to normalne. U magów z rodziny bez talentu tak jest. Kolor włosów zmienia się po skończeniu piątego roku życia. Właśnie w taki sposób rozpoznaje się magów, po ich kolorze włosów. Mamy je bardzo dziwne. Ale biały i różowy oznaczają coś niezwykłego. Magowie o różowej barwie włosów najczęściej pochodzą z rodzin, w których wszyscy byli magami. Ich talent lekko się wywyższa. Za to osoby o białej barwie są w sumie przypadkami. Nie jest to uzasadnione czemu tak się dzieje. Po prostu osoby o takich włosach jak ty mają moc większą od zwykłych magów czy tych pełnokrwistych. 
 - Ale ty masz niebieskie... - zaczęła Lucy.
 - Ja jestem trochę inny - przerwałem jej. - Jestem cudem, a to nie oznacza, że muszę się jakoś wyróżniać. Wystarczy, że moja magia jest potężniejsza od wszystkich magów. Szczerze to nie mam pojęcia dlaczego akurat na mnie padło. Ale cóż, widocznie tak musiało być. W sumie to nie wiem czy mi to pasuje. Nigdy jeszcze nie uratowałem świata. W końcu nie ma przed czym. Chcesz wiedzieć coś jeszcze? - zapytałem, drapiąc się po potylicy.
 - Nie... - odparła cicho.
 - Dobrze.
                   Uśmiechnąłem się ciepło, na widok czego kąciki ust Lucy uniosły się. Wiedziałem, że teraz będzie już wszystko dobrze. Teraz mogła już spokojnie o tym zapomnieć.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Jeju... nie wiem co jest ze mną nie tak.
Mam zapał do pisania i w pewnym momencie, gdy je przerwę (np. przez szkołę czy coś) na dłuższy czas - kilka dni - to mój cały zapał znika i nie mogę się do tego zabrać ponownie T.T
Ale co zrobić...
Wiem, że ten rozdział jest mega krótki, ale w sumie to taki powinien być. Kolejny mam nadzieję, że będzie dłuższy ^^ No i w sumie to jest rozdział kończący I księgę ;> 
Mam nadzieję, że Wam się spodobał!
Swoją drogą to planuję w niedalekiej przyszłości (może za tydzień - w ferie) założyć 3 bloga. Tym razem będzie on z one-shotami. Będę tam zamieszczać wszystkie krótkie opowiadania, które nie będą miały nawiązania do fabuły Magic is like destiny ani We live as we dream. 
Pozdrawiam!

piątek, 30 stycznia 2015

Libster Award II - O mamusiu...


♠~***~♠

Heju... 
Znowu dostałam nominację... Yay...

♠~***~♠

Zasady Libster Award
(tak, tak, bo zasady trzeba znać i przestrzegać...)

"Nominacja do Libster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

♠~***~♠

Haha.. a tak serio to bardzo dziękuję za nominację Ginny Kurogane (http://ao-no-exorcist-new-story.blogspot.com). Co z tego, że łamiemy zasady xD 
No to Ginny bardzo dziękuję i tutaj masz w końcu moje odpowiedzi :3

♠~***~♠

1. Które/ych ze znanych Ci blogerek/ blogerów chciała/chciałbyś spotkać w realu?

Hmm... na pewno Ciebie, Ginny xD Dogadałybyśmy się i w końcu mogłabym przeprowadzić mój nalot na Twoją lodówkę :3 Poza tym to chciałabym spotkać się z Annabel chan, Ann Varcon, Mad i Gabsone nene. No naprawdę chciałabym Was wszystkie spotkać *.* Trzeba by urządzić jakiś zjazdz blogerów xD

2. Wymień swoje trzy ukochane anime lub mangi.

T-t-tylko trzy? :c Hm... ale.. ale mogę trzy anime i trzy mangi? T.T Pooowiedz, że mogę! :c Nawet jak nie mogę to wymienię xD Trudno mi wybrać tylko po trzy ... bardzo trudno ...
Anime: Hyouka, Guilty Crown i Shingeki no Kyojin (SnK tylko dlatego, że manga jest brzydka T.T zaliczyłabym tu też Noragami i moje ukochane Magi, ale kazałaś trzy :c)
Mangi: Magi; Pandora Hearts i Ao No Exorcist (znowu tylko trzy T.T jak możesz ... trzy to za mało :c)

3. Ulubiony rodzaj muzyki i piosenka?

Rodzaj to zdecydowanie rock, ale jak już wspominałam wcześniej uwielbiam również soundtracki z anime, gier, etc. Co do piosenki to nie umiem wybrać jednej ulubionej T.T Więc niech będzie pierwsza, która przyszła mi na myśl - ONE OK ROCK - The Beginning ♥

4. Do którego świata z anime/ mangi/ książki, etc. chciała/chciałbyś się przenieść?

Następne pytanie proszę! 
...
...
...
...
Tylko jednego tak...? Hmm... No na pewno nie do świata SnK xD Może do... hmm... a dam jakiś z książki o...! Do świata z Darów Anioła *.* Albo Harry'ego Pottera... ale skoro jeden to niech będzie ten pierwszy :3 Oczywiście byłabym w nim Nocnym Łowcą, a jak xD

5. Ulubiony bohater z anime/ mangi/ książki, etc.?

Jeju... Ginny... czemu Ty dajesz takie trudne pytania? T.T 
Mogę wymienić po jednym z każdego? I tak to zrobię xD Po jednym... *powtarza i wybrać tylko jednego bohatera*
Anime: hmm... hmm... o wiem! Houtarou Oreki :3 Uwielbiam go i fakt, że jest to bohater myślący xD
Manga: o kurka... i tu jest problem... ee... niech będzie... Oz Vessalius... tak jakoś spojrzałam na półkę i pierwsza w oczy rzuciła mi się Pandora xD
Książka: no zdecydowane nie Jace z Darów Anioła.. wcale go nie lubię... xD
To było ciężkie.. tak naprawdę mam wiele ulubionych bohaterów i nie umiem jednego wybrać T.T

6. Co byś zrobiła/ił, gdybym nagle pojawiła się u Ciebie z niezapowiedzianą wizytą?

Wcale nie nasłałabym na Ciebie Erena.. niee...
...
Otworzyłabym drzwi na całą szerokość i zaczęła się drzeć czemu jeszcze nie ma Cię u mnie w domu xD

7. Twój sposób na nudę to...?

Narzekanie ludziom i wkur...zanie ich. Uwierz - działa xD

8. Lubisz zwierzęta?

Mam dwa psy i kota.. - nie, nie lubię. Ja je kosiam *.*

9. Zmierzch czy Harry Potter?

To pytanie retoryczne?
Oczywiście, że Zmierzch......................................u nawet nie tknę :3
*rozgląda się po półce* Harry! Chodź tu do mnie! ♥

10. Jakie masz plany na przyszłość?

Jak Ci powiem to będziesz się ze mnie śmiać T.T
Ogółem o myślałam nad byciem tłumaczem (np. mang i ogółem książek) oraz pisarzem, ale do takiej roboty przydałby się stały zawód i tak wymyśliłam (tata podsunął mi pomysł), żeby zostać pilotem wojskowym. No i czym więcej o tym myślę tym bardziej sądzę, że nie byłby to zły zawód.

11. Kraj do którego chętnie byś pojechała/pojechał?

Pozwolisz, że skopiuję swoją wcześniejszą odpowiedź na podobne pytanie?
Zawsze chciałam wybrać się do Egiptu. Od dziecka mnie tam ciągnęło i mimo wszystko nadal chciałabym się tam wybrać. Do Japonii i Anglii również, ale gdybym miała wybrać tylko jedno to byłby strasznie trudny wybór. Nie wiem czy a początku spełniłabym dziecięce marzenie, czy wybrała się do Japonii, do której strasznie mnie ciągnie.

Yay! Udało mi się :3

♠~***~♠
Czas na wymyślanie pytań!
(O zgrozo... tylko nie to...)

1. Zacznijmy od czegoś prostego - jak masz na imię?
2. Skąd pomysł na taki właśnie nick?
3. Uważasz, że masz szczęśliwą liczbę? Jeśli tak to jaką?
4. Co sądzisz o zespołach, które śpiewają piosenki w np. dwóch językach (np. zespół ONE OK ROCK śpiewa po japońsku i angielsku)
5. Podaj tytuły anime/mang/książek/filmów, które polecisz na 100%.
6. Znasz grę "Tap Titans"? Jeśli tak to co o niej sądzisz? xD (sorry... pytanie takie z dupy.. ostatnio praktycznie wszyscy ode mnie z klasy [chyba wszyscy chłopacy] w to grają... siedzą na przerwie na ławce i klikają w ten ekran.. co śmieszne - każdy w inny sposób xDD)
7. Potrafisz zrobić swoje "Top 10 Ulubionych postaci"? Jeśli tak to zrób. Może być z czegokolwiek.
8. Twoje ulubione imiona męskie i żeńskie (polskie).
9. Co najlepiej Cię rozgrzewa, gdy Ci zimno?
10. Twój największy sukces?
11. Ostatnie pytanie! Wierzysz w jednorożce? (jeden z nich właśnie to wszystko napisał xD)

♠~***~♠
Skończyłam!!
Tym razem nie nominuję nikogo...
Jeśli ktoś chce nominację to pisać w komentarzach ;>
Oczywiście jak zawsze zachęcam do odpowiadania na pytania zadane przeze mnie ^.^

wtorek, 27 stycznia 2015

Memoria II - Memoriam praeteritorum annorum.

"Można oczy zamknąć na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia."




                   Dni mijały nam bardzo spokojnie. Lucy powoli uczyła się czytać i pisać. Liczyć potrafiła dość dobrze, nie sprawiało jej to problemów. Jednak nie zacząłem jeszcze studiować z nią magii. Póki co dziewczynka w ogóle nie okazywała żadnych zdolności magicznych, więc nie czułem potrzeby by jak najszybciej zacząć z nią ten temat. Póki co moim celem było nauczenie jej najważniejszych rzeczy.
                   Leżeliśmy w moim łóżku i razem czytaliśmy bajkę. Zawsze robiłem tak, że jedną czytaliśmy razem, a kolejną czytałem sam po to, żeby uśpić Lucy. Stwierdziłem również, że lepiej będzie jak będziemy spać razem. Chciałem, żeby poczuła się bezpieczniej. Moje łóżko było duże, małżeńskie, więc nie sprawiało to większych problemów. 
                   Bardzo się do małej przyzwyczaiłem. Chciałem mieć ją zawsze przy sobie. Troszczyłem się o nią. Czułem jakby od zawsze ze mną mieszkała.
                   Z dnia na dzień wydawało mi się, że Lucy powoli zapomina o tamtych wydarzeniach. Miałem zamiar niedługo z nią poważnie porozmawiać na temat jej magii. Może i miała tylko pięć lat, ale była bardzo inteligenta. Rozumiała o wiele więcej niż powinna. Dla mnie to było strasznie na rękę. Nie miałem młodszego rodzeństwa, więc nie za bardzo wiedziałem jak opiekować się takimi maluchami, ale dawałem radę.
                   Nawet nie zauważyłem, kiedy zasnęła. Spała smacznie. Postanowiłem podzielić jej los. Odłożyłem książkę na etażerkę i zdmuchnąłem świecę. Przykryłem kołdrą siebie i Lucy. Zamknąłem oczy i próbowałem zasnąć. 


                   Lucy jak zawsze skocznie biegała po domu, podczas gdy ja szykowałem śniadanie. Po zjedzeniu go i posprzątaniu, tradycyjnie usiedliśmy w salonie. Zawsze po śniadaniu uczyłem dziewczynkę czytać. Ona z chęcią uczyła się nowych rzeczy, a jak miała dość i chciała się pobawić to robiliśmy przerwę. 
                   Zawsze wtedy zaczarowywałem zabawki, którymi się bawiła. Latały obok niej, rozmawiały z nią, jak żywe istoty. Wiedziałem, że nie zastąpią jej normalnego towarzystwa rówieśników, ale nie mogłem nic z tym zrobić. Wokół nas nie było żadnego innego domu, a w Asearsh żyli tylko normalni ludzie. Magów spotykał los taki jak Lucy. Niektóre dzieci z talentem urodzone w niemagicznych rodzinach miały na tyle dobrze, że rodzice oddawali je w ręce magów. Specjalnie jechali do Leotelii - miasta, w którym spór między magami a zwykłymi ludźmi nie jest widoczny. Jest, bo jakby mogło go nie być? Ale nikt nie pali magów na stosie, ani nie wygania ich z miasta. A ludzie starają się żyć z nimi normalnie.
                   Zamyślony patrzyłem jak białe włosy ciągnęły się za biegającą dziewczynką. Miała je naprawdę długie, a mi żal było ich obcinać. Bardzo je polubiłem, jak zresztą wszystko w Lucy. Cieszyłem się, że już nie wyglądała na wychudzoną. 
                   Po dłuższej chwili, zmęczona zabawą, usiadła obok mnie. 
 - Kontynuujemy naukę? - zapytałem radośnie.
                   Pokręciła głową. Zdziwiłem się, zawsze po rozrywce była chętna do nauki. Zobaczyłem jej zmartwioną minkę.
 - Coś się stało? - Zmartwiłem się. Wiecznie wesoła dziewczynka, nagle zaczyna być smutna. Coś było nie tak.
 - Nie... - zaczęła cichutko, tak że ledwo ją słyszałem - tylko... Tylko... Tylko chciałabym się czegoś o tobie dowiedzieć, braciszku! O twojej rodzinie, o wszystkim. - Odwróciła się do mnie ze smutnym spojrzeniem.
                   Zaśmiałem się lekko, opierając głowę o oparcie kanapy i patrząc tępo przed siebie.
 - O to chodzi? A tak myślałem, że kiedyś o to zapytasz. No nic, chyba muszę ci w końcu to powiedzieć. 
                   Przeniosłem małą na kolana i wpatrzyłem się w jej fioletowe oczka. 
 - Uśmiechnij się a opowiem ci wszystko - stwierdziłem, a gdy zobaczyłem jej słodki uśmiech, kontynuowałem - Skoro chcesz wiedzieć wszystko to muszę zacząć od początku.


                   Nie wiem czy to szczęście czy nie, ale urodziłem się w rodzinie magów. Na pewno to dobrze, biorąc pod uwagę fakt, że jestem magiem. Moja rodzina była zupełnie czystokrwistymi magami. W jej skład nie wchodził ani jeden człowiek bez zdolności magicznych, ani ktoś urodzony w takiej rodzinie. Wszyscy mieli przynajmniej rodziców magów. Taka rodzina to naprawdę rzadkość. Ale zdarza się. Za to "cud" zdarza się raz na kilkaset lat. Tak, jestem "cudem". Cudem, który ma zbawić świat. Magiem, który ma zażegnać konflikt między nami a ludźmi bez talentu i zniszczyć Organizację Umbra. Ale o niej kiedy indziej. Jako cud mam naprawdę wielką moc. Z łatwością potrafię opanować nawet najtrudniejsze zaklęcia czy rodzaje magii. Tak mi zawsze mówiono. W sumie jako jeden z niewielu ludzi nauczyłem się Magii Duchowej, czyli najtrudniejszej do opanowania. Oznacza to, że naprawdę jestem inny. 
                   Byłem najmłodszy z rodziny. Wszyscy moi bracia już dawno ukończyli szkołę i wyprowadzili się z domu. Wyjechali albo do innych miast albo do innych krajów, już sam nie wiem.                    Moja matka chciała mnie wysłać do Akademii Lucem, gdy miałem dziesięć lat. Do akademii można się zapisać dopiero po skończeniu dwunastu lat, jednak rodzicielka twierdziła, że mnie z taką mocą przyjmą w każdym wieku. Ojciec był jej uległy - nie lubił się kłócić. Dziadka zaś nie znałem. Powiedzieli, że umarł przed moim narodzeniem. Na szczęście wtrąciła się babka i mama po dłuższej rozmowie odpuściła. Mimo wszystko obiecała, że jak tylko skończę dwanaście lat to wyśle mnie do akademii. Nikt już się nie sprzeciwiał. Matka już wcześniej czesała moje włosy w warkocz - tak jak noszą uczniowie Lucem. Mawiała, że dobrze żebym już się przyzwyczaił. 
                   Po dwóch latach zrobiła to co powiedziała - zostałem wysłany do szkoły magii. Nie sprzeciwiałem się. Uznałem, że z chęcią nauczę się czarów, których nie nauczą mnie w domu. Pilnie studiowałem w akademii. Uważnie słuchałem na zajęciach i starałem się jak najmocniej. Po roku wylądowałem w najlepszej z grup. Byłem w niej najmłodszy. Grupy są dobieranie pod względem umiejętności i wieku. W mojej grupie były praktycznie same osoby, które kończyły akademię - siedemnastolatkowie. 
                   Po kolejnych trzech latach do naszej grupy dołączyła druga nadzwyczajna osoba. Miała zaledwie trzynaście lat, a wyróżniała się ponad nas wszystkich. Była bardzo inteligentna i sprytna. Samymi teoriami pokonywała nas wszystkich. Potrafiła tak zmanipulować nas słowami, że nikt jej się nie sprzeciwiał. Bystra, inteligenta, a przede wszystkim bardzo wpływowa. Zaklęcia również nie wychodziły jej źle. Szkoliła przede wszystkim magię, w której była dobra. Była to magia ognia oraz wszelkie jej pochodnie. Wydaje mi się, że nauczyła się wszystkich magii pochodnich ognia. Pamiętam, że uczyła się również mocy leczenia, przede wszystkim za pomocą ognia. Wydawało mi się, że całe jej życie kręciło się wokół tego żywiołu. Ja natomiast studiowałem każdą magię, o której się dowiedziałem. 
                   Mój ostatni rok spędziłem na doskonaleniu swoich mocy. Zupełnie odłączyłem się od grupy. Przesiadywałem sam na szczycie wierzy. Znajdowała się tam moja sypialnia, wraz z biblioteką zamkniętą dla normalnych uczniów. Ja, jako ktoś wywyższający się umiejętnościami, dostałem od dyrektora specjalne pozwolenie.
                   Jedyną osobą, która przyszła się tam ze mną zobaczyć była dziewczyna o sięgających pasa różowych włosach z długim warkoczem. Jej bystre różowe oczy oraz słowa, które wypowiadała zmusiły mnie do opowiedzenia jej wszystkiego. Tak jak teraz opowiadam to tobie. 
                   W Akademii Lucem były cztery osoby, które wiedziały o mojej mocy. Mój przyjaciel, starszy ode mnie o rok, młodsza o trzy lata dziewczyna z różowymi włosami, dyrektor oraz ja. Nikt inny nie miał pojęcia, że istnieje coś takiego jak "cud".
                   Po ukończeniu szkoły, czyli wcale nie tak dawno, bo w tym roku, zamieszkałem właśnie w tej chatce. Nie jest stąd tak daleko do Asearsh, więc zawsze mam gdzie zdobyć jedzenie. Nie mam pracy, więc nie mam i pieniędzy. Zawsze wszystko kradnę ze stoisk handlarzy. Oni i tak nie zwracają na to uwagi. Teraz jednak muszę pomyśleć o jakiejś pracy, jednak przez fakt, że jestem magiem i nie mieszkam w mieście magów - Eleresie - czy "mieście zgody" - Leotellii - nie mam wielu możliwości. Nie mam w sumie żadnych.
                   Resztę historii powinnaś znać, w końcu ty jesteś resztą mojej historii.


 - Jestem resztą twojej historii, braciszku? - Lucy spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
                   Uśmiechnąłem się promiennie. Ona zawsze poprawiała mi humor i wymuszała na mnie uśmiech. Była lekko podobna do niej.
 - Tak. W końcu moja historia dalej się dzieje, teraz jest naszą historią, maluchu - odpowiedziałem.
                   Wtuliła się we mnie mocno.
 - Wiesz, na początku bałam się wszystkiego, ale teraz już się nie boję. Jestem znowu szczęśliwa, bo mam ciebie, braciszku - mówiła cichutko.
                 Przytuliłem ją mocno, a w moich oczach zalśniły łzy. Dwa zdania a potrafią mnie tak wzruszyć. Zrobiłem się bardzo emocjonalny. W końcu potrafiłem się na kogoś otworzyć. Ta dziewczynka była naprawdę najlepszym co mogło mnie spotkać. Tak samo jak wcześniej ona.
                 Ona była ciepła, miła. Rozumiała moją sytuację i nie wściekała się przez fakt, że jej unikałem. Że unikałem ich wszystkich. Podczas, gdy inni o mnie zapomnieli, ona pamiętała. Przychodziła i mnie odwiedzała. Mojego przyjaciela już nie było w akademii od roku, więc nie miałem co go obwiniać. Ale zawiodłem się wtedy na innych. Nikogo nie obchodził fakt, że nagle zniknąłem. Myślałem, że byłem im bliski, że będą się zastanawiać co się ze mną dzieje. To był jeden z powodów, przez które zamknąłem się w sobie. Założyłem bezpieczną kłódkę, ale ona, ta czternastoletnia dziewczyna, znalazła do niej klucz. Potrafiła wtargnąć do mojego wnętrza. Pamiętam jak przybiegła do mnie i z płaczem zrobiła mi wyrzuty. Pamiętam jak wtedy po raz pierwszy byłem z nią tak blisko. Jak czułem jej ciepło, gdy ją przytulałem. Teraz jednak nie mogłem tego poczuć. Jeszcze trzy lata musiała spędzić w akademii. No nie tyle, że musiała, a chciała.
 - ....iszku? Braciszku? - Lucy ciągnęła mnie lekko za rękaw. Spojrzałem na nią pytająco. Może to i lepiej, że wyrwała mnie z tych myśli. Wskazała ręką na kuchnię.
 - Rozumiem, więc idziemy zrobić coś do jedzenia?
                 Kiwnęła radośnie głową i popędziła w stronę kuchni. To co znasz moją historię to teraz czas na twoją - myślałem, ale dalej nie byłem pewny czy był to odpowiedni moment, aby pytać się jej o taką rzecz. "Wiesz, na początku bałam się wszystkiego, ale teraz się nie boję." - jej słowa krążyły w mojej głowie. W końcu powiedziała, że już się nie boi. Więc może jednak to pora aby wypytać Lucy o wszystko co pamięta? Przecież ze skrawka tamtego wspomnienia wiele się nie dowiedziałem tylko to co się jej ostatnie przydarzyło. Chciałbym wiedzieć jacy byli jej rodzice, zanim ją zostawili.
                 Sprawa Lucy naprawdę boleśnie przypominała mi jej sprawę. Też była tajemnicza. Nie wiedziałem o niej prawie nic. Dalej mało o niej wiedziałem. W końcu teraz nasz kontakt się urwał. Ostatni raz widziałem ją na pożegnalnej ceremonii. Uśmiechała się do mnie radośnie. Machała mi na pożegnanie, ale kiedy po raz ostatni się odwróciłem, by spojrzeć na nią, kiedy myślała, że już mój wzrok na nią nie padnie, ujrzałem łzy spływające po jej policzkach. Chciałem do niej podbiec i ostatni raz przytulić, ale wepchnięto mnie do karoty. Nie mogłem już nic zrobić. Patrzyłem jak płakała. Sam w tamtym momencie miałem świeczki w oczach.
                 Później znowu się zamknąłem na świat. Wtedy właśnie w moim życiu pojawiła się Lucy. Tym razem to ta mała dziewczynka otworzyła mi oczy. Była moim małym światełkiem, które chroniło mnie przed ciemnością. Pojawiła się akurat w momencie, kiedy chciałem się poddać. Uśmiechnąłem się, stając w drzwiach. Mała plątała się po kuchni, wyciągając z szafek rzeczy, które chciała zjeść. Naprawdę jest do ciebie podobna, Isabelle.


                 Leżałem na trawie i spoglądałem w gwiazdy. Nocne niebo wyglądało tak pięknie. Wyciągnąłem rękę, zapragnąłem złapać jedną z gwiazd. Zamknąłem oczy, a ręka opadła bezwładnie na moją pierś. 
                 Dzisiaj dziewiętnasty kwietna. Wszystkiego najlepszego, Isabelle. Mam nadzieję, że wkrótce znowu się spotkamy. 
                 Zobaczyłem ją. Zobaczyłem jej uśmiech. Wspomnienia nie pozwalały mi o niej zapomnieć. 
                 "Zawsze będę przy tobie! Gdziekolwiek nie pójdziesz pamiętaj, że zawsze będę z tobą!" Jesteś tu ze mną, prawda? Leżysz obok mnie, a gdy otworzę oczy, ujrzę twój piękny uśmiech. W końcu obiecałaś, że zawsze przy mnie będziesz. 
                 Bzdura... 
                 Gdzie jesteś teraz? Zostałaś tam a ja poszedłem dalej. Wraz z moim krokiem naprzód coś się skończyło. Ale ja nie chcę aby to się kończyło. Chcę abyś tu była. Nie jako wspomnienie, ale jako prawdziwa, realna ty. Ty, której będę mógł dotknąć. Czy to tak wiele? 
                 Jesteś niczym wspomnienie minionych lat.
                 Nie chcę abyś taka była. Proszę, spotkajmy się jeszcze.


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Ohayo!
No i oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Szczerze to naprawdę zaczyna mi się podobać ta historia. Może trochę przez to, że jest bardziej (o wiele) zaplanowana niż historia z We live as we dream. Mimo wszystko i tak skończę tamtą historię, choć nie wyjdzie ona do końca taka jaka chciałam, żeby była, ale mam nadzieję, że Was nie rozczaruję. No, ale wracając do tej historii, to bardzo dobrze mi się ją pisze, więc mam nadzieję, że tu potoczę wszystko tak jak powinno być.
Pozdrawiam i zachęcam do dalszego czytania!

Ps. dziękuję za prawie 1000 wejść ;>